Zabytkowa tkalnia w Łazienkach czeka na ratunek

Tomasz Urzykowski
16.03.2010 aktualizacja: 2010-03-15 20:23
A A A Drukuj
Tak wygląda manufaktura tkacka w łazienkowskiej szklarni. Na pierwszym planie: Mariola Nowakowska wykonuje pas kontuszowy w kolorach warszawy. Fot. Alina Gajdamowicz / AG
  • manufaktura tkacka w łazienkowskiej szklarni.
Manufaktura w Łazienkach Królewskich wciąż jest zagrożona. Pod ciężarem śniegu załamał się dach szklarni, w której stoją XIX-wieczne krosna. - Nie przetrwają wiosennych ulew - mówi ich właściciel. W czwartek rada Warszawy ma przyznać pieniądze na odkupienie tkalni.
Na tych krosnach powstawały przed wojną przepiękne tkaniny Lucjana Kintopfa z motywem orłów, którymi kilka dni temu zachwycaliśmy się, zwiedzając magazyn Muzeum Narodowego w Otwocku Wielkim (o zamkniętej w nim kolekcji polskiego wzornictwa pisaliśmy w sobotnio-niedzielnej "Gazecie").

Warsztat tkacki od 2000 r. zajmuje przeciekającą szklarnię w Łazienkach Królewskich. Składa się z 12 drewnianych krosien żakardowych z XIX w. i ponad 800 wzorów tkanin od XVII do XX w. zapisanych na perforowanych kartach. Jest ostatnią na świecie tak dużą manufakturą tego typu. Od czasów przedwojennych należał do Spółdzielni Artystów Plastyków "Ład". Po jej upadku w 1996 r. krosna i karty uratował przed zniszczeniem Dariusz Makowski. Przeniósł je do pustej szklarni udostępnionej przez ówczesnego dyrektora Łazienek.

- Tę zimę jakoś przetrwaliśmy, naprawiliśmy zawalony dach, ale wiosną będzie dramat. Deszcz zniszczy manufakturę - bije na alarm Dariusz Markowski.

Reaktywowana przez niego tkalnia zrobiła międzynarodową karierę. Jej wyroby kupowały teatry z mediolańską La Scalą na czele. Grały też w ponad stu polskich i zagranicznych filmach. Intratne zamówienia w końcu przestały napływać, historyczny warsztat popadł w długi. Nękany przez komornika właściciel postanowił sprzedać manufakturę. Zamiar kupna zadeklarował warszawski ratusz. Latem zeszłego roku zarząd stolicy podjął decyzję o zakupie tkalni dla Muzeum Historycznego m.st. Warszawy.

- Zgodziłem się na warunki zaproponowane przez miasto. Z przedstawicielami ratusza rozmawiałem ostatnio 28 grudnia. Potem zapadła cisza - żali się Dariusz Makowski.

Rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk zapewnia, że miasto się nie wycofało. W najbliższy czwartek Rada Warszawy ma podjąć uchwałę o zarezerwowaniu w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym funduszy na zakup maszyn i kart. Rzeczoznawcy wycenili je na 1,8 mln zł.

- To spora kwota, ale my dajemy tylko połowę. Drugą przekazuje Ministerstwo Kultury. Spłata odbędzie się w dwóch rocznych ratach, czyli w tym roku wydamy 450 tys. zł, w przyszłym tyle samo - mówi Małgorzata Naimska, wicedyrektor miejskiego Biura Kultury. - Najdroższe w tym wszystkim są wzory tkanin. Stołeczny konserwator już sfinansował ich odgrzybienie.

Czwartkowa uchwała powinna zostać przyjęta, bo zakup tkalni popiera też opozycja. - To jest działanie na rzecz dziedzictwa, a na to pieniędzy nie szkoda. Zresztą, w skali budżetu to niewielka kwota - uważa radna PiS Małgorzata Kobus, wiceprzewodnicząca komisji kultury.

Muzeum Historyczne m.st. Warszawy planuje przejąć tkalnię już na przełomie kwietnia i maja. Maszyny zostaną zdemontowane i trafią na razie do magazynu w Pruszkowie, gdzie czeka je konserwacja.

- Będziemy szukać dla nich miejsca. W naszej siedzibie na Rynku Starego Miasta nie mamy takiej przestrzeni. Zamierzamy wynająć pomieszczenia, gdzie można warsztat nie tylko eksponować, ale też uruchomić - mówi dyrektor muzeum Joanna Bojarska. - Pokazemy go najwcześniej na początku przyszłego roku.

Przeczytaj także: 167-metrowy wieżowiec stanie przy Grzybowskiej



Podziel się