Kuźnia wielkich ludzi przy ulicy Traugutta
19.03.2010
aktualizacja: 2010-03-18 21:02
Najsłynniejszym uczniem gimnazjum św. Stanisława Kostki był Witold Gombrowicz. Tutaj też uczyli się Jerzy Iwanow Szajnowicz, słynny agent nr 1, Ryszard Białołus, dowódca batalionu "Zośka", i Władysław Bartoszewski.
ZOBACZ TAKŻE
- Końska historia w Teatrze Syrena - Warszawa Nieodbudowana (05-03-10, 14:00)
- Ależ ta baba się nie rozwija - Warszawa Nieodbudowana (05-02-10, 15:00)
- Zobacz zabytkowe podwarszawskie stacje kolejowe (09-04-10, 13:00)
- Warszawa Nieodbudowana: Ciuchcią przez Pyry z zabawkami w tle (06-11-09, 15:00)
Dziś w dawnym gmachu gimnazjum znajduje się wydział filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Budynek odbudowany po drugiej wojnie światowej mocno się jednak różni od tego, który stał tu przed 1944 r.
Zrepresjonować misjonarzy
Cofnijmy się w czasie. Aż do 1866 r. nie było ulicy Traugutta. Tu, gdzie dziś znajduje się jej wylot na Krakowskie Przedmieście, stał efektowny dom zakonny ojców misjonarzy, którzy zbudowali kościół św. Krzyża. Budynek był późnobarokowy. Powstał przed 1784 r., wieńczył go łamany dach kryty dachówką. Przypominał kamienice wznoszone w Warszawie przez architektów saskich. Ulokowały się tu szkółka parafialna, biblioteka i dom zakonny. Parter z czasem zajęły sklepy. To właśnie takie "drezdeńskie" kamienice tworzyły połamane pierzeje Krakowskiego Przedmieścia aż do połowy XIX w.
Z tyłu, za budynkiem wznosiło się północne skrzydło klasztoru Misjonarzy. Dalej zaś ciągnął się ogród. Być może cała ta zabudowa przetrwałaby do dziś, gdyby nie powstanie styczniowe. Misjonarze wspierali powstańców. I tak ks. Rafał Drewnowski z kościoła św. Krzyża uczestniczył w pracach Komitetu Centralnego Narodowego, zaś ks. Franciszek Kamiński głosił z ambony płomienne przemówienia patriotyczne. Obaj zostali aresztowani i zesłani na Syberię. Kamińskiemu dopiero w 1885 r. udało się wrócić do Galicji.
19 września 1863 r. w pobliżu kościoła św. Krzyża z okien pałacu Zamoyskich rzucono bombę na przejeżdżającego powozem gen. Fiodora Berga, nowego namiestnika carskiego w Kongresówce. Zamach się nie powiódł, a Rosjanie w odwecie zdewastowali pałac Zamoyskich, niszcząc przy tym mieszkanie siostry Fryderyka Chopina Izabelli Barcińskiej. To wtedy spalony został warszawski fortepian Chopina. Za ukrywanie zamachowców zaborcy obłożyli misjonarzy potężną karą 15 tys. rubli. Wkrótce zemścili się znacznie bardziej dotkliwie. 27 listopada 1864 r. zgromadzenie przy kościele św. Krzyża zostało po prostu skasowane. Zakonników wyrzucono do Łowicza, zaś zabudowania klasztorne i domy misjonarzy przejął skarb państwa. Przy kościele pozwolono pozostać jedynie ośmiu księżom.
Dwa lata później XVIII-wieczny dom misjonarzy i położone z tyłu skrzydło klasztorne zostały zburzone. W ich miejscu przez ogród przebito nową ulicę. Nie przypadkiem nadano jej imię namiestnika królestwa hrabiego Fiodora Berga. Dopiero po odejściu Rosjan otrzymała ona imię ostatniego dyktatora powstania styczniowego Romualda Traugutta.
Tatarkiewicz i Żabiński
Po zburzeniu kamienicy misjonarzy zgodnie z projektem Bolesława Podczaszyńskiego powstał nowy, narożny budynek rosyjskiego III gimnazjum. Dom miał piętro i elewacje utrzymane w duchu renesansu włoskiego.
Od strony Krakowskiego Przedmieścia był początkowo wąziutki - trzyosiowy. Długa była za to fasada zwrócona w stronę ul. Berga. Kilka lat później gmach gimnazjum rozbudowano w stronę kościoła. Nowe skrzydło zastąpiło barokowy domek pomisjonarski sąsiadujący ze świątynią.
III gimnazjum było, rzecz jasna, narzędziem rusyfikacji. Gdy jednak Rosjanie opuścili Warszawę w sierpniu 1915 r., szkoła przestała istnieć, a jego miejsce zajęło polskie gimnazjum św. Stanisława Kostki. Nie była to nowa placówka. Powstała w 1908 r. i była owocem odwilży po rewolucji 1905 r. Jej organizowaniem zajęli się ówczesny ksiądz regens, a późniejszy kardynał Aleksander Kakowski oraz hrabia Zygmunt Wielopolski. Była to ośmioletnia szkoła katolicka, filologiczna z wykładowym językiem polskim. Koncesję na jej prowadzenie otrzymał hrabia Wielopolski. Kardynał Kakowski chciał, by szkoła miała za patrona św. Stanisława Kostkę. Na to jednak nie godzili się Rosjanie. W rezultacie został św. Stanisław ("Kostkę" dodano już po odzyskaniu niepodległości). W 1908 r. szkoła mieściła się w domu Radkiewicza przy ul Zgoda 9, potem w 1910 r. przeniosła się na Bracką 18 i stamtąd na Berga.
Pierwszym dyrektorem u św. Stanisława został historyk Adam Jaczynowski. Szybko doprowadził do rozbudowy gmachu. Z tyłu od ul. Traugutta powstało wówczas wyższe skrzydło ożywione na ostatniej kondygnacji sześcioma pilastrami. To za tą ścianą ulokowała się nowa sala gimnastyczna. Przez bramę szkoły wchodziło się na dziedziniec. Stanął tu też nowy dom mieszkalny dla nauczycieli. W 1925 r. Jaczynowskiego zastąpił nowy dyrektor, historyk kościoła ks. Roman Archutowski (dziś błogosławiony).
Niezwykle wysoki poziom był dziełem wyjątkowych nauczycieli. Wielu z nich to wykładowcy akademiccy. Wystarczy wspomnieć wybitnego filozofa Tadeusza Kotarbińskiego. Innym nauczycielem był Jan Żabiński, późniejszy dyrektor warszawskiego ogrodu zoologicznego. Kolejni to m.in. Józef Birkenmajer, polonista, poeta i tłumacz, czy doktor filozofii i nauczyciel geografii Stanisław Sumiński, który zdaniem Antoniego hr. Wielopolskiego "wykładami wnosił do klasy strugi świeżego powietrza, zajęcia prowadził nowocześnie i ciekawie". Od 1933 r. po wprowadzeniu reformy szkolnictwa szkoła została podzielona na sześcioletnią podstawówkę i trzyletnie gimnazjum. Dyrektorem podstawówki był początkowo ks. Julian Chrościcki, gdy zaś odszedł do parafii w podwarszawskich Włochach (dziś jego imię nosi jedna z głównych ulic nowej części tej dzielnicy), zastąpił go Edmund Ginter.
Dobraczyński przeciwko Gombrowiczowi
Kiedy w 1920 r. do Warszawy docierała Armia Czerwona, wielu gimnazjalistów zgłosiło się na ochotnika do wojska. Niektórzy już nie wrócili, ginąc na polach bitwy. Upamiętniała ich tablica wmurowana w sali gimnastycznej. Był wśród nich pierwszy z poległych Donat Ołtarzewski.
O zawrót głowy może przyprawić liczba znanych uczniów i absolwentów szkoły. Władysław Bartoszewski, ks. Jan Zieja, Witold Gombrowicz, Jerzy Iwanow Szajnowicz czy Jerzy Białołus - dowódca legendarnego Batalionu AK "Zośka".
Witold Gombrowicz maturę zrobił w 1922 r. Czy ukazana przez niego w "Ferdydurke" wizja szkoły, w której uczniowie poddani są procesowi upupiania, to echo wspomnień pisarza z gimnazjum Stanisława Kostki? Całkiem możliwe.
Mniej wybitnym literatem, uczniem szkoły był Jan Dobraczyński, dziś bardziej niż ze swej twórczości literackiej znany z akcesu do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON) w stanie wojennym i prześmiewczego epitetu: "Stare proncie w nowym froncie". Kaprys historii sprawił, że kilka lat temu obaj starli się pośmiertnie, kiedy to były już minister edukacji narodowej Roman Giertych zaproponował zastąpienie Gombrowicza w kanonie lektur szkolnych właśnie Dobraczyńskim.
Gdy Gombrowicz robił maturę, to Jerzy Iwanow Szajnowicz dopiero zaczynał naukę u św. Stanisława Kostki. Był postacią niezwykłą, a jego wojenne losy sfilmował w 1971 r. Zygmunt Kuźmiński w "Agencie nr 1" (scenariusz Aleksander Ścibor Rylski). Tytułowego bohatera zagrał wówczas Karol Strasburger. Szajnowicz był w połowie Rosjaninem. Urodził się w 1911 r. Jego ojcem był stacjonujący w Warszawie rosyjski oficer Władymir Iwanow. Matką - Polka Leonarda Szajnowicz. Jerzy miał kilka lat, gdy matka rozwiodła się z ojcem, wyszła za Greka i wyjechała do Salonik. On mieszkał w Warszawie jeszcze kilka lat, ucząc się w gimnazjum przy Traugutta.
Ukończył tu czwartą klasę gimnazjum. Maturę zdawał już w Grecji w Liceum Francuskiej Misji Świeckiej. Jego dalsze losy to już pasmo nieprawdopodobnych opowieści o sportowcu, brytyjskim agencie wywiadu, członku greckiego ruchu oporu, komandosie brytyjskich służb specjalnych zatapiającym włoskie i niemieckie okręty, przekazującym informacje pozwalające na niszczenie niemieckich konwojów płynących do Afryki. Ścigającym go Niemcom wymykał się dwukrotnie. Za trzecim razem zginął zastrzelony 4 stycznia 1943 r. podczas próby ucieczki z miejsca egzekucji.
Pamiątka z roku 60
Gdy zaczęła się okupacja, placówka przy ul. Traugutta działała pod szyldem kursów przygotowawczych II stopnia do szkół zawodowych. W 1941 r. Niemcy wyrzucili ją z budynku. Przeniosła się wtedy do kamienicy przy Świętokrzyskiej 29 u zbiegu z Jasną. Prowadzono tajne nauczanie. Wielu nauczycieli działalność w konspiracji przypłaciło życiem. Jak obliczyli wychowankowie szkoły, w czasie wojny zginęło 89 pedagogów i uczniów.
I tak Józef Birkenmajer zginął w 1939 r. podczas oblężenia Warszawy. Witolda Sosnowskiego, nauczyciela matematyki, Niemcy zamordowali w Oświęcimiu w 1940 r. Dyrektora ks. Romana Archutowskiego - w 1943 r. (zastąpił go ks. Feliks Tan). W tym samym roku na Majdanku zamęczony został dr filozofii Stanisław Sumiński. Z kolei nauczyciela Tadeusza Mikułowskiego Niemcy zastrzelili w ostatniej egzekucji na Pawiaku już po wybuchu Powstania Warszawskiego.
W 1944 r. budynek przy ul. Traugutta 1 był w ruinie. Podjęto jego odbudowę. Od strony Krakowskiego Przedmieścia zmienił się stosunkowo niewiele. Za to od ul. Traugutta to już praktycznie inny gmach. Znacznie krótszy. Nic nie zostało ze skrzydła mieszczącego salę gimnastyczną i z budynków mieszkalnych. Dziś znajduje się tam m.in. wjazd na dziedziniec obok zakrystii i domu parafialnego kościoła św. Krzyża.
Jednak nawet ten powojenny dom ma swoją tajemnicę. Od strony wjazdu na podwórko kościelne na potwornie wybazgranym tagami murze widnieje ledwo już tylko widoczny napis "ZNAK". To nazwa koła poselskiego, którego posłowie protestowali przeciwko represjom wobec studentów. To już ostatnia taka pamiątka z 1968 r.
Samą szkołę św. Stanisława Kostki reaktywowano w 1994 r. i dziś działa w Wilanowie.
Zrepresjonować misjonarzy
Cofnijmy się w czasie. Aż do 1866 r. nie było ulicy Traugutta. Tu, gdzie dziś znajduje się jej wylot na Krakowskie Przedmieście, stał efektowny dom zakonny ojców misjonarzy, którzy zbudowali kościół św. Krzyża. Budynek był późnobarokowy. Powstał przed 1784 r., wieńczył go łamany dach kryty dachówką. Przypominał kamienice wznoszone w Warszawie przez architektów saskich. Ulokowały się tu szkółka parafialna, biblioteka i dom zakonny. Parter z czasem zajęły sklepy. To właśnie takie "drezdeńskie" kamienice tworzyły połamane pierzeje Krakowskiego Przedmieścia aż do połowy XIX w.
Z tyłu, za budynkiem wznosiło się północne skrzydło klasztoru Misjonarzy. Dalej zaś ciągnął się ogród. Być może cała ta zabudowa przetrwałaby do dziś, gdyby nie powstanie styczniowe. Misjonarze wspierali powstańców. I tak ks. Rafał Drewnowski z kościoła św. Krzyża uczestniczył w pracach Komitetu Centralnego Narodowego, zaś ks. Franciszek Kamiński głosił z ambony płomienne przemówienia patriotyczne. Obaj zostali aresztowani i zesłani na Syberię. Kamińskiemu dopiero w 1885 r. udało się wrócić do Galicji.
19 września 1863 r. w pobliżu kościoła św. Krzyża z okien pałacu Zamoyskich rzucono bombę na przejeżdżającego powozem gen. Fiodora Berga, nowego namiestnika carskiego w Kongresówce. Zamach się nie powiódł, a Rosjanie w odwecie zdewastowali pałac Zamoyskich, niszcząc przy tym mieszkanie siostry Fryderyka Chopina Izabelli Barcińskiej. To wtedy spalony został warszawski fortepian Chopina. Za ukrywanie zamachowców zaborcy obłożyli misjonarzy potężną karą 15 tys. rubli. Wkrótce zemścili się znacznie bardziej dotkliwie. 27 listopada 1864 r. zgromadzenie przy kościele św. Krzyża zostało po prostu skasowane. Zakonników wyrzucono do Łowicza, zaś zabudowania klasztorne i domy misjonarzy przejął skarb państwa. Przy kościele pozwolono pozostać jedynie ośmiu księżom.
Dwa lata później XVIII-wieczny dom misjonarzy i położone z tyłu skrzydło klasztorne zostały zburzone. W ich miejscu przez ogród przebito nową ulicę. Nie przypadkiem nadano jej imię namiestnika królestwa hrabiego Fiodora Berga. Dopiero po odejściu Rosjan otrzymała ona imię ostatniego dyktatora powstania styczniowego Romualda Traugutta.
Tatarkiewicz i Żabiński
Po zburzeniu kamienicy misjonarzy zgodnie z projektem Bolesława Podczaszyńskiego powstał nowy, narożny budynek rosyjskiego III gimnazjum. Dom miał piętro i elewacje utrzymane w duchu renesansu włoskiego.
Od strony Krakowskiego Przedmieścia był początkowo wąziutki - trzyosiowy. Długa była za to fasada zwrócona w stronę ul. Berga. Kilka lat później gmach gimnazjum rozbudowano w stronę kościoła. Nowe skrzydło zastąpiło barokowy domek pomisjonarski sąsiadujący ze świątynią.
III gimnazjum było, rzecz jasna, narzędziem rusyfikacji. Gdy jednak Rosjanie opuścili Warszawę w sierpniu 1915 r., szkoła przestała istnieć, a jego miejsce zajęło polskie gimnazjum św. Stanisława Kostki. Nie była to nowa placówka. Powstała w 1908 r. i była owocem odwilży po rewolucji 1905 r. Jej organizowaniem zajęli się ówczesny ksiądz regens, a późniejszy kardynał Aleksander Kakowski oraz hrabia Zygmunt Wielopolski. Była to ośmioletnia szkoła katolicka, filologiczna z wykładowym językiem polskim. Koncesję na jej prowadzenie otrzymał hrabia Wielopolski. Kardynał Kakowski chciał, by szkoła miała za patrona św. Stanisława Kostkę. Na to jednak nie godzili się Rosjanie. W rezultacie został św. Stanisław ("Kostkę" dodano już po odzyskaniu niepodległości). W 1908 r. szkoła mieściła się w domu Radkiewicza przy ul Zgoda 9, potem w 1910 r. przeniosła się na Bracką 18 i stamtąd na Berga.
Pierwszym dyrektorem u św. Stanisława został historyk Adam Jaczynowski. Szybko doprowadził do rozbudowy gmachu. Z tyłu od ul. Traugutta powstało wówczas wyższe skrzydło ożywione na ostatniej kondygnacji sześcioma pilastrami. To za tą ścianą ulokowała się nowa sala gimnastyczna. Przez bramę szkoły wchodziło się na dziedziniec. Stanął tu też nowy dom mieszkalny dla nauczycieli. W 1925 r. Jaczynowskiego zastąpił nowy dyrektor, historyk kościoła ks. Roman Archutowski (dziś błogosławiony).
Niezwykle wysoki poziom był dziełem wyjątkowych nauczycieli. Wielu z nich to wykładowcy akademiccy. Wystarczy wspomnieć wybitnego filozofa Tadeusza Kotarbińskiego. Innym nauczycielem był Jan Żabiński, późniejszy dyrektor warszawskiego ogrodu zoologicznego. Kolejni to m.in. Józef Birkenmajer, polonista, poeta i tłumacz, czy doktor filozofii i nauczyciel geografii Stanisław Sumiński, który zdaniem Antoniego hr. Wielopolskiego "wykładami wnosił do klasy strugi świeżego powietrza, zajęcia prowadził nowocześnie i ciekawie". Od 1933 r. po wprowadzeniu reformy szkolnictwa szkoła została podzielona na sześcioletnią podstawówkę i trzyletnie gimnazjum. Dyrektorem podstawówki był początkowo ks. Julian Chrościcki, gdy zaś odszedł do parafii w podwarszawskich Włochach (dziś jego imię nosi jedna z głównych ulic nowej części tej dzielnicy), zastąpił go Edmund Ginter.
Dobraczyński przeciwko Gombrowiczowi
Kiedy w 1920 r. do Warszawy docierała Armia Czerwona, wielu gimnazjalistów zgłosiło się na ochotnika do wojska. Niektórzy już nie wrócili, ginąc na polach bitwy. Upamiętniała ich tablica wmurowana w sali gimnastycznej. Był wśród nich pierwszy z poległych Donat Ołtarzewski.
O zawrót głowy może przyprawić liczba znanych uczniów i absolwentów szkoły. Władysław Bartoszewski, ks. Jan Zieja, Witold Gombrowicz, Jerzy Iwanow Szajnowicz czy Jerzy Białołus - dowódca legendarnego Batalionu AK "Zośka".
Witold Gombrowicz maturę zrobił w 1922 r. Czy ukazana przez niego w "Ferdydurke" wizja szkoły, w której uczniowie poddani są procesowi upupiania, to echo wspomnień pisarza z gimnazjum Stanisława Kostki? Całkiem możliwe.
Mniej wybitnym literatem, uczniem szkoły był Jan Dobraczyński, dziś bardziej niż ze swej twórczości literackiej znany z akcesu do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON) w stanie wojennym i prześmiewczego epitetu: "Stare proncie w nowym froncie". Kaprys historii sprawił, że kilka lat temu obaj starli się pośmiertnie, kiedy to były już minister edukacji narodowej Roman Giertych zaproponował zastąpienie Gombrowicza w kanonie lektur szkolnych właśnie Dobraczyńskim.
Gdy Gombrowicz robił maturę, to Jerzy Iwanow Szajnowicz dopiero zaczynał naukę u św. Stanisława Kostki. Był postacią niezwykłą, a jego wojenne losy sfilmował w 1971 r. Zygmunt Kuźmiński w "Agencie nr 1" (scenariusz Aleksander Ścibor Rylski). Tytułowego bohatera zagrał wówczas Karol Strasburger. Szajnowicz był w połowie Rosjaninem. Urodził się w 1911 r. Jego ojcem był stacjonujący w Warszawie rosyjski oficer Władymir Iwanow. Matką - Polka Leonarda Szajnowicz. Jerzy miał kilka lat, gdy matka rozwiodła się z ojcem, wyszła za Greka i wyjechała do Salonik. On mieszkał w Warszawie jeszcze kilka lat, ucząc się w gimnazjum przy Traugutta.
Ukończył tu czwartą klasę gimnazjum. Maturę zdawał już w Grecji w Liceum Francuskiej Misji Świeckiej. Jego dalsze losy to już pasmo nieprawdopodobnych opowieści o sportowcu, brytyjskim agencie wywiadu, członku greckiego ruchu oporu, komandosie brytyjskich służb specjalnych zatapiającym włoskie i niemieckie okręty, przekazującym informacje pozwalające na niszczenie niemieckich konwojów płynących do Afryki. Ścigającym go Niemcom wymykał się dwukrotnie. Za trzecim razem zginął zastrzelony 4 stycznia 1943 r. podczas próby ucieczki z miejsca egzekucji.
Pamiątka z roku 60
Gdy zaczęła się okupacja, placówka przy ul. Traugutta działała pod szyldem kursów przygotowawczych II stopnia do szkół zawodowych. W 1941 r. Niemcy wyrzucili ją z budynku. Przeniosła się wtedy do kamienicy przy Świętokrzyskiej 29 u zbiegu z Jasną. Prowadzono tajne nauczanie. Wielu nauczycieli działalność w konspiracji przypłaciło życiem. Jak obliczyli wychowankowie szkoły, w czasie wojny zginęło 89 pedagogów i uczniów.
I tak Józef Birkenmajer zginął w 1939 r. podczas oblężenia Warszawy. Witolda Sosnowskiego, nauczyciela matematyki, Niemcy zamordowali w Oświęcimiu w 1940 r. Dyrektora ks. Romana Archutowskiego - w 1943 r. (zastąpił go ks. Feliks Tan). W tym samym roku na Majdanku zamęczony został dr filozofii Stanisław Sumiński. Z kolei nauczyciela Tadeusza Mikułowskiego Niemcy zastrzelili w ostatniej egzekucji na Pawiaku już po wybuchu Powstania Warszawskiego.
W 1944 r. budynek przy ul. Traugutta 1 był w ruinie. Podjęto jego odbudowę. Od strony Krakowskiego Przedmieścia zmienił się stosunkowo niewiele. Za to od ul. Traugutta to już praktycznie inny gmach. Znacznie krótszy. Nic nie zostało ze skrzydła mieszczącego salę gimnastyczną i z budynków mieszkalnych. Dziś znajduje się tam m.in. wjazd na dziedziniec obok zakrystii i domu parafialnego kościoła św. Krzyża.
Jednak nawet ten powojenny dom ma swoją tajemnicę. Od strony wjazdu na podwórko kościelne na potwornie wybazgranym tagami murze widnieje ledwo już tylko widoczny napis "ZNAK". To nazwa koła poselskiego, którego posłowie protestowali przeciwko represjom wobec studentów. To już ostatnia taka pamiątka z 1968 r.
Samą szkołę św. Stanisława Kostki reaktywowano w 1994 r. i dziś działa w Wilanowie.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
Najczęściej czytane24 htydzień
- `ż nie`ż yca parali`ż uje miasto. Dzie`ż w Warszawie [NA `ż YWO]
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- O męża najłatwiej w Rembertowie. O dziecko w Wilanowie
- Śnieg ma sypać cały dzień. Spadnie nawet 15 cm
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy zabytek w Warszawie. Wybitne dzieło socrealizmu
- PolskiBus na lotnisko w Berlinie
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]





