Wojna o zabytek: połowa elewacji runęła na chodnik
14.05.2010
aktualizacja: 2010-05-13 22:26
Ledwo wpisana do rejestru zabytków fasada fabryki Kamlera przy ul. Dzielnej znów była wczoraj burzona. Firma rozbiórkowa tłumaczyła, że usuwa tylko niebezpieczne elementy, ale użyła koparki i na chodnik runęła niemal połowa elewacji.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowe przepisy: domy pod szczególnym nadzorem (10-06-10, 10:00)
- Okradli kirkut w Radości. A miał być ogrodzony (16-05-10, 12:00)
- Murowane serce Bródna przy dawnej Białołęckiej (14-05-10, 15:00)
- "Dama" Leonarda już w Warszawie. Zostanie całe wakacje (14-05-10, 09:00)
- Burzą legendarny budynek: kwaterę generała Bora (27-04-10, 09:00)
Burzenie wstrzymano poprzednio w poniedziałek, gdy zjawiły się wojewódzka i stołeczna konserwator zabytków - Barbara Jezierska i Ewa Nekanda-Trepka. Pierwsza w trybie natychmiastowym wpisała fasadę budynku do rejestru, druga nakazała zatrzymanie robót, a powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego zobowiązał inwestora do zabezpieczenia stojącej jeszcze frontowej części fabryki. Miała to zrobić firma rozbiórkowa Stal-Krusz. Wczoraj rano uruchomiła potężną koparkę i zburzyła kawał fasady. Reprezentujący firmę Wojciech Orlik przekonywał, że budynek groził zawaleniem.
- Konstrukcja jest tak słaba, przeżarta przez grzyby. A nasza koparka ma wysięgnik 22 metry, waży 56 ton i nie jest maszyną do robienia wycinanek. Jeśli złapie jakiś element i pociągnie, to pęka następna belka i następna ściana zawala się na ulicę - tłumaczył obserwującym rozbiórkę dziennikarzom. Na Dzielną znów przyjechały obie panie konserwator. W asyście policji po raz kolejny wstrzymały burzenie.
Świadek historii bez ochrony
Fabryka Kamlera przy ul. Dzielnej 72 to miejsce legenda. W pierwszym tygodniu Powstania Warszawskiego kwaterowała w niej Komenda Główna AK z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim. Była też miejscem postoju delegata rządu na kraj Jana Stanisława Jankowskiego i przewodniczącego Rady Jedności Narodowej Kazimierza Pużaka. Jeszcze przed Godziną W kwaterę otoczyli Niemcy. Na odsiecz pospieszyli powstańcy ze Zgrupowania "Radosław". Kombatanci od dawna domagali się objęcia fabryki ochroną jako świadka historii, a społecznicy już w 2006 r. wystąpili do wojewódzkiego konserwatora o umieszczenie jej w rejestrze zabytków. Ich wniosek zawieruszył się w urzędzie konserwatorskim. Dawny zakład Kamlera figurował więc tylko w ewidencji zabytków, co w praktyce nie oznacza żadnej ochrony. W tej sytuacji właściciel nieruchomości - firma Sadie Investments - uzyskał pozwolenie na zrównanie fabryki z ziemią, by postawić w jej miejscu nowy dom. Zgodę na rozbiórkę wydał jej 14 stycznia 2010 r. wydział architektury dzielnicy Wola.
Wpisywanie na kolanie
Marek Jutkiewicz, prezes Sadie Investments, zapewnia, że burzy fabrykę zgodnie z prawem.
- Mam prawomocne pozwolenie, starałem się o nie przez trzy lata. Mam też ekspertyzę budynku, z której wynika, że fundamenty są w fatalnym stanie. Jeszcze w zeszłym roku spytałem stołecznego konserwatora o zgodę na rozbiórkę. W sierpniu dostałem odpowiedź, że to nie zabytek, więc on nic do niego nie ma. Przez tyle czasu nikt nie objął tej fabryki ochroną, aż tu nagle, gdy zacząłem ją burzyć, zjawiają się konserwatorzy, wstrzymują roboty i w samochodzie na kolanie wpisują ruinę do rejestru zabytków - skarży się prezes Jutkiewicz.
Ewa Nekanda-Trepka przyznaje, że inwestor zwracał się do niej o zgodę na rozbiórkę, lecz ona nie ma uprawnień do udzielania takich zgód, gdy obiekt nie jest rejestrowym zabytkiem. - Umorzyłam postępowanie, ale tego samego dnia wydałam zalecenia, żeby z budynku pozostawić fasadę i włączyć w nową zabudowę - podkreśla Ewa Nekanda-Trepka. Dodaje, że zalecenia te otrzymała również dzielnica. Anna Fiszer-Nowacka z urzędu Woli twierdzi, że taki dokument nigdy tam nie dotarł.
Dlaczego do tej pory fabryka Kamlera nie znalazła się w rejestrze? Według Karola Guttmejera z biura stołecznego konserwatora zabytków, po powojennych przebudowach nie miała na tyle dużej wartości architektonicznej. Na zachowanie zasługiwała jedynie fasada.
Co zrobić z ruiną?
Przy Dzielnej 72 stoi już tylko wyszczerbiona resztka budynku.
- Na koszt miasta miała być przeprowadzona ekspertyza frontowej części fabryki. Teraz już nie ma sensu - mówi wojewódzka konserwator Barbara Jezierska.
- W środę pozostałość fabryki oglądał prof. Jerzy Jasieńko, znawca konstrukcji budynków. Front nadawał się jeszcze do zabezpieczenia i zachowania. W tym momencie nie mam pomysłu, co robić dalej - mówi Ewa Nekanda-Trepka.
Na jej wniosek burzenie fabryki wbrew nakazowi zatrzymania robót bada prokuratura. Tymczasem inwestor rozważa wystąpienie do sądu o odszkodowanie za wstrzymanie rozbiórki.
- Konstrukcja jest tak słaba, przeżarta przez grzyby. A nasza koparka ma wysięgnik 22 metry, waży 56 ton i nie jest maszyną do robienia wycinanek. Jeśli złapie jakiś element i pociągnie, to pęka następna belka i następna ściana zawala się na ulicę - tłumaczył obserwującym rozbiórkę dziennikarzom. Na Dzielną znów przyjechały obie panie konserwator. W asyście policji po raz kolejny wstrzymały burzenie.
Świadek historii bez ochrony
Fabryka Kamlera przy ul. Dzielnej 72 to miejsce legenda. W pierwszym tygodniu Powstania Warszawskiego kwaterowała w niej Komenda Główna AK z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim. Była też miejscem postoju delegata rządu na kraj Jana Stanisława Jankowskiego i przewodniczącego Rady Jedności Narodowej Kazimierza Pużaka. Jeszcze przed Godziną W kwaterę otoczyli Niemcy. Na odsiecz pospieszyli powstańcy ze Zgrupowania "Radosław". Kombatanci od dawna domagali się objęcia fabryki ochroną jako świadka historii, a społecznicy już w 2006 r. wystąpili do wojewódzkiego konserwatora o umieszczenie jej w rejestrze zabytków. Ich wniosek zawieruszył się w urzędzie konserwatorskim. Dawny zakład Kamlera figurował więc tylko w ewidencji zabytków, co w praktyce nie oznacza żadnej ochrony. W tej sytuacji właściciel nieruchomości - firma Sadie Investments - uzyskał pozwolenie na zrównanie fabryki z ziemią, by postawić w jej miejscu nowy dom. Zgodę na rozbiórkę wydał jej 14 stycznia 2010 r. wydział architektury dzielnicy Wola.
Wpisywanie na kolanie
Marek Jutkiewicz, prezes Sadie Investments, zapewnia, że burzy fabrykę zgodnie z prawem.
- Mam prawomocne pozwolenie, starałem się o nie przez trzy lata. Mam też ekspertyzę budynku, z której wynika, że fundamenty są w fatalnym stanie. Jeszcze w zeszłym roku spytałem stołecznego konserwatora o zgodę na rozbiórkę. W sierpniu dostałem odpowiedź, że to nie zabytek, więc on nic do niego nie ma. Przez tyle czasu nikt nie objął tej fabryki ochroną, aż tu nagle, gdy zacząłem ją burzyć, zjawiają się konserwatorzy, wstrzymują roboty i w samochodzie na kolanie wpisują ruinę do rejestru zabytków - skarży się prezes Jutkiewicz.
Ewa Nekanda-Trepka przyznaje, że inwestor zwracał się do niej o zgodę na rozbiórkę, lecz ona nie ma uprawnień do udzielania takich zgód, gdy obiekt nie jest rejestrowym zabytkiem. - Umorzyłam postępowanie, ale tego samego dnia wydałam zalecenia, żeby z budynku pozostawić fasadę i włączyć w nową zabudowę - podkreśla Ewa Nekanda-Trepka. Dodaje, że zalecenia te otrzymała również dzielnica. Anna Fiszer-Nowacka z urzędu Woli twierdzi, że taki dokument nigdy tam nie dotarł.
Dlaczego do tej pory fabryka Kamlera nie znalazła się w rejestrze? Według Karola Guttmejera z biura stołecznego konserwatora zabytków, po powojennych przebudowach nie miała na tyle dużej wartości architektonicznej. Na zachowanie zasługiwała jedynie fasada.
Co zrobić z ruiną?
Przy Dzielnej 72 stoi już tylko wyszczerbiona resztka budynku.
- Na koszt miasta miała być przeprowadzona ekspertyza frontowej części fabryki. Teraz już nie ma sensu - mówi wojewódzka konserwator Barbara Jezierska.
- W środę pozostałość fabryki oglądał prof. Jerzy Jasieńko, znawca konstrukcji budynków. Front nadawał się jeszcze do zabezpieczenia i zachowania. W tym momencie nie mam pomysłu, co robić dalej - mówi Ewa Nekanda-Trepka.
Na jej wniosek burzenie fabryki wbrew nakazowi zatrzymania robót bada prokuratura. Tymczasem inwestor rozważa wystąpienie do sądu o odszkodowanie za wstrzymanie rozbiórki.
Przeczytaj także: Budowa mostu Północnego zagrożona przez kable
-
Wojna o zabytek: połowa elewacji runęła na chodnik
aeromonas
14.05.10, 08:44
Inwestor powinien zostać przykładnie ukarany, a nie domagać się odszkodowania. Inna rzecz, że zabytki, których jest w Wawie jak na lekarstwo nie są skatalogowane i wpisane do rejestru, tylko»
-
Zabytek? Wolne żarty.
dorsai68
14.05.10, 09:24
Nagle, po latach okazało się, że fabryczka Kamlera przy Dzielnej jest zabytkiem bo... sierpniu 1944 KG AK tam stanęła na popas. W Warszawie zaimplementowano szkołę ochrony zabytków rodem z »
-
Warszawa nierządem stoi! Mazowsze też!
cymoryl
14.05.10, 12:06
Tu się sprzyja deweloperom (zwłaszcza niektórym - głośno o nich), tudzież swiatowej sławy architektom (brzydactwa budowlane w centrum już wyrosły i w planach kolejne, choć niektóre »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




