Warszawa Nieodbudowana: ten kościół zna każdy w Polsce

Jerzy S. Majewski
04.06.2010 aktualizacja: 2010-06-03 20:27
A A A Drukuj
W latach 30.wejście do kościoła św. Stanisława Kostki miało łagodnie
zaokrąglone ościeża. Łukasz Wolski zaprojektował też betonowe zwieńczenia
wież i trójkątny naczółek między nimi. Nie bez przyczyny świątynia była
odwrócona tyłem do głównej ul. Krasińskiego i położonych za nią kolonii WSM.
Kościół postrzegał je jako awangardę lewicy i obyczajowego liberalizmu Z książki "Kościoły Warszawy w odbudowie"
  • Po wojnie Edgar Norwerth całkowicie przeprojektował fronton kościoła.
Pojawiła się nowa kondygnacja z rzędem arkadek i ażurowa konstrukcja
wież zwieńczonych ostrymi jak szpilki iglicami. W wejściu mamy dość dziwny
architektoniczny unikat: arkady i słup, który stanął na osi głównych drzwi
Kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu jest jak narodowe sanktuarium. Na początku lat 80. na kazania ks. Jerzego Popiełuszki przyjeżdżali tu ludzie z całego kraju, dziś odwiedzają jego grób i muzeum.
Kościół pod wezwaniem św. Stanisława Kostki to rodzaj sanktuarium narodowego, pełne tablic upamiętniających powstańców warszawskich. żołnierzy i cywilów poległych oraz pomordowanych w czasie drugiej wojny światowej, wreszcie pamiątek z czasów walki o wolność w latach 80. XX w.

Mniej znany jest jako przykład przyzwoitej architektury modernizmu i miejsce ekspozycji dwóch bezcennych barokowych obrazów Michaela Wilmanna z XVIII w. Te ostatnie wywiezione zostały po wojnie z opactwa cystersów w Lubiążu na Dolnym Śląsku. Ogromne wiszą wysoko na ścianach w prezbiterium. Ukazują pełne barokowej emfazy sceny męczeństwa świętych Piotra i Pawła. Gdy po raz pierwszy spoglądał na nie ks. Jerzy Popiełuszko, zapewne nie przypuszczał, że sam stanie się męczennikiem, a do jego grobu będą przyjeżdżać pielgrzymki. Kilka lat później, w 1984 r., wiedział, że grozi mu śmierć. Był z nią pogodzony.

Wejście jak do kina

W listopadzie 1980 r. jako świeży student historii sztuki wybrałem się na wycieczkę po Żoliborzu z Łukaszem Heymanem, autorem fundamentalnej książki "Nowy Żoliborz 1918-1939". Przed fasadą kościoła św. Stanisława Kostki zwrócił uwagę na coś, czego wcześniej nie zauważałem. Przedsionek przed wejściem do świątyni tworzą dwie arkady. - To chyba jedyne takie rozwiązanie na świecie, by na osi głównego wejścia stał słup - śmiał się Łukasz Heyman.

Ten dziwaczny przedsionek jest dziełem wybitnego architekta Edgara Norwertha (zmarł w 1950 r.), który po wojnie przystąpił do odbudowy świątyni zaprojektowanej przez Łukasza Wolskiego. W latach 30. główne wejście wyglądało zupełnie inaczej. Miało łagodnie zaokrąglone ościeża i bardziej kojarzyło się z wejściem do modnego kina niż domu bożego.

Bazylika z ambitem

Zanim na nowym Żoliborzu rozpoczęto budowę murowanej świątyni, stanęła tu tymczasowa drewniana kaplica, a pierwszym duszpasterzem był ks. Klemens Cyruliński. Jak piszą Tomasz Pawłowski i Jarosław Zieliński w przewodniku historycznym po dzielnicy, jej projekt był dziełem żoliborzanina Stanisława Rodowicza. Wznosiła się tam, gdzie dziś stoi plebania przy ul. Hozjusza. 25 grudnia 1927 r. kardynał Aleksander Kakowski erygował tu parafię pod wezwaniem św. Stanisława Kostki.

Trzy lata później, w listopadzie 1930 r., kardynał Kakowski poświęcił kamień węgielny pod nową murowaną świątynię. Jej budowę rozpoczął proboszcz ks. Jan Szczęsny Niemira. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej kontynuował ją kolejny proboszcz ksiądz szambelan dr Stefan Ugniewski, który przyszedł tu z nieistniejącej już parafii wojskowej św. Jerzego na Cytadeli. Nim wybuchła wojna, kościół św. Stanisława Kostki był gotowy w stanie surowym. Jak czytamy w książce "Kościoły Warszawy w odbudowie", mury podciągnięto pod dach, ściany wewnątrz pokryto gipsową sztablaturą, a filary w prezbiterium stiukiem.

Kościół to trójnawowa bazylika z ambitem, czyli obejściem z wieńcem kaplic za prezbiterium. W świątyni już przed 1939 r. odbywały się nabożeństwa, choć wokół stał ciągle płot desek.

Ambona z wojny

Pierwsze uszkodzenia niewykończonej jeszcze świątyni miały miejsce już we wrześniu 1939 r. Nie były wielkie i szybko je naprawiono.

Czy to jeszcze przed wojną, czy już w czasie okupacji obłożono filary międzynawowe kamieniem? Na to pytanie księża pracujący dziś w parafii nie potrafili mi odpowiedzieć. W każdym razie na pierwszym filarze z prawej strony widać ślady po serii z karabinu maszynowego. Zaś na kracie ambony widnieje data jej powstania: "Anno Domini 1943". Piękny kamień na filarach, zaokrąglenia, efektowna stolarka drzwi z symbolami czterech ewangelistów, choć powstały w różnym czasie, nadają wnętrzu niezwykły klimat przedwojennej elegancji i luksusu. Modernistyczny nastrój do pewnego stopnia przełamuje jedynie ambona dekorowana przyklejonymi do balustrad półkolumienkami i będąca modernistyczną wariacją na temat sztuki romańskiej.

"Służba duszpasterska była wcześnie przygotowana do Powstania i stanęła na wysokim poziomie. Księża jeszcze podczas okupacji odbierali przysięgi żołnierskie, święcili ryngrafy, szli do lokali konspiracyjnych, gdy tam trzeba było tej ostatniej posługi. W parafiach na Żoliborzu magazynowana była broń" - pisała we wspomnieniach Janina Dunin Wąsowiczowa. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, kościół górujący skalą nad sąsiednią zabudową był narażony na niemiecki ostrzał. Nic więc dziwnego, że nabożeństwa przeniesiono do podziemnej części świątyni. Jednak i tam ludzie nie mogli się czuć zbyt bezpiecznie. Dlatego księża zaczęli odprawiać w podziemiach sąsiedniego, nowego domu parafialnego.

Wieże w ażurze

W styczniu 1945 r. w ruinie leżała część fasady. Ceglany mur miejscami podziurawiony był jak rzeszoto. Oceniano, że świątynia zniszczona jest w 50 proc. Powojenny remont zaczął się od zwykłego łatania dziur, wymurowania ścian w częściowo zawalonej lewej wieży. Dopiero potem przystąpiono do dalszej budowy świątyni. Tym razem już jednak nie według przedwojennego projektu Wolskiego, ale nowego sporządzonego przez Edgara Norwertha znanego sprzed wojny choćby z budowy kompleksu Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na Bielanach (dziś AWF). Norwerth przede wszystkim zmienił część frontową kościoła. Nowy kształt otrzymały zwieńczenia wież. Przy okazji rozebrał zrealizowane przed wojną charakterystyczne ażurowe zwieńczenia wież z betonu i trójkątny naczółek między nimi. Zastąpiła je nowa kondygnacja z rzędem arkadek i nowe wysmukłe oraz ażurowe kondygnacje wież. Kiedy przyglądamy się różnym wersjom projektów Norwertha, widać też, że ta modernistyczna budowla przynajmniej w jednej z nich miała być bardziej tradycyjna, z pełnymi wieżami i barokizującymi hełmami. Taki bardziej tradycyjny kształt - z pogranicza stylu narodowego, secesji i art déco - ma za to sygnaturka kościoła, czyli tylna wieżyczka nad środkową nawą. Ażurowa kondygnacja obydwu wież stanęła jeszcze przed 1956 r., ale na ich ostateczne wykończenie trzeba było jeszcze czekać. Ostatecznie wieże zwieńczyły dwie ostre jak szpilki iglice. Powoli wykańczano wnętrza. "Kościół posiada krucyfiks z kości słoniowej" - pisał w 1956 r. Władysław Jan Grabski.

Piłsudczyk i Popiełuszko

W 1973 r. proboszczem został ks. Teofil Bogucki, wielki miłośnik tradycji piłsudczykowskiej. To za jego czasów wnętrze kościoła zamieniło się w prawdziwe sanktuarium narodowe. Jeszcze przed 1980 r. ściany jednej z elewacji i naw bocznych były przykryte dziesiątkami tablic pamiątkowych i epitafiów z kamienia i brązu. Upamiętniają poległych w 1939 r. i na wszystkich frontach II wojny światowej, powstańców warszawskich, warszawiaków pomordowanych przez okupantów. Zanim jeszcze z kościelnej ambony zaczął głosić swe odważne kazania ks. Jerzy Popiełuszko, kościół już od dawna był miejscem spotkań byłych powstańców warszawskich i kombatantów. Już wtedy po przekroczeniu progów świątyni wchodziło się nie tylko do domu bożego, ale i maleńkiej enklawy lepszej, bo wolnej Polski. W latach 1975-77 ks. Bogucki doprowadził do częściowego obłożenia kościoła płytami piaskowca. Wtedy też powstały płaskorzeźby autorstwa Heniszów.

Gdy w ponury listopadowy dzień 1980 r. Łukasz Heyman opowiadał mi o architekturze kościoła, obok w domu parafialnym od kilku miesięcy mieszkał ks. Jerzy Popiełuszko. W niedzielę 26 kwietnia 1981 r. kilka tysięcy pracowników Huty Warszawa przyszło do kościoła św. Stanisława Kostki, by poświęcić sztandar hutniczej "Solidarności". To był początek wielotysięcznych nabożeństw przed świątynią. Ich apogeum nadeszło wraz ze stanem wojennym, gdy ks. Jerzy Popiełuszko odprawiał tu msze za Ojczyznę, w prosty sposób mówiąc o wolności. Jego homilie szły w świat dzięki transmisjom polskich sekcji Radia Wolna Europa, BBC i Głosu Ameryki.

Kurhan dla męczennika

Kościół św. Stanisława Kostki nigdy w swych dziejach nie widział takich tłumów, jakie zaczęły się gromadzić w chwili ogłoszenia wiadomości o uprowadzeniu ks. Jerzego Popiełuszki. Modlono się za jego ocalenie. A gdy wyszła na jaw zbrodnia dokonana przez ubeków, modlono się za duszę księdza.

3 listopada 1984 r. w dniu pogrzebu wokół świątyni zgromadził się półmilionowy tłum. Morze ludzi szczelnie wypełniło plac przed fasadą świątyni, wszystkie okoliczne ulice i dachy okolicznych bloków. Na zieleńcu przy ul. Krasińskiego, między ówczesnym pl. Komuny Paryskiej (dziś Wilsona) a ulicą Hozjusza, ludzie układali ogromny krzyż z kwiatów i ze zniczy. Wkrótce na zewnątrz kościoła powstał grobowiec księdza Jerzego. Jest to kurhan pokryty zieloną murawą i otoczony różańcem złożonym z 60 kamiennych głazów narzutowych - takich, jakich pełno na naszych polach. Tu tworzą zarys Polski. Nad grobem księdza w centrum położono ogromny kamienny blok w formie krzyża. Całość jest dziełem rzeźbiarza Jerzego Kaliny, a tuż obok na drzewie zawisł krucyfiks z brązu, dzieło Gustawa Zemły.

Pięć lat temu w podziemiach świątyni otwarte zostało muzeum poświęcone księdzu Jerzemu. Zaprojektował je architekt Jacek Kwiatkowski, ekspozycję przygotował ks. prałat Zygmunt Malacki. Wędrówka po muzeum to nie tylko opowieść o dziele i męczeństwie księdza, ale też przejmujący powrót do ponurej epoki stanu wojennego dla ludzi pamiętających czasy PRL-u.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się