Miał rozbudować cenną willę. Zrównał ją z ziemią

Tomasz Urzykowski
01.07.2010 aktualizacja: 2010-06-30 21:43
A A A Drukuj
Ul. Katowicka Fot. Jerzy Gumowski / AG
Piętrowa willa przy ul. Katowickiej 20 najpierw schowała się za wysokim blaszanym płotem, potem zniknęła na dobre. Właściciel miał zgodę na jej rozbudowę, ale tak się rozpędził, że zrównał dom z ziemią
Ulica Katowicka to salon Saskiej Kępy. Stoją przy niej najcenniejsze budynki tego willowego osiedla, m.in. dom Bohdana Lacherta (nr 9/11/11a) będący podręcznikowym dziełem architektury polskiego funkcjonalizmu lat międzywojennych. W porównaniu z nim willa nr 20 wyglądała jak skromny klocek. Ale jej rozbiórka zelektryzowała okolicznych mieszkańców. "Za czterometrowym szczelnym ogrodzeniem jeszcze trzy tygodnie temu stała piętrowa willa z lat 30. Dziś jest głęboki wykop" - pisze Klaudiusz Przedmojski.

Pustą dziś już działkę otacza olbrzymi blaszany parkan. Jest jak kurtyna, którą zasłonięto plac przed oczami ciekawskich. Umieszczona na nim żółta tablica informuje, że za ogrodzeniem trwa inwestycja polegająca na "budowie i przebudowie budynku mieszkalnego jednorodzinnego" prowadzonej na podstawie pozwolenia nr 145/10 przez inwestora Krzysztofa Krasuskiego, a wykonawcą jest firma budowlano-instalacyjna z Łomianek.

- Wydaliśmy decyzję zezwalającą na rozbudowę i przebudowę istniejącego budynku mieszkalnego. Realizacja tego projektu jest niezgodna z wydaną decyzją - mówi Małgorzata Tytus z urzędu dzielnicy Pragi Południe.

To samo słyszymy w Biurze Stołecznego Konserwatora Zabytków, które wcześniej uzgadniało inwestycję przy Katowickiej 20: - Pozwoliliśmy na rozbudowę domu, nie na rozbiórkę - oznajmia Katarzyna Miłko.

Willa wprawdzie nie była wpisana do rejestru zabytków ani do ewidencji obiektów chronionych, lecz stała na zabytkowym obszarze historycznej Saskiej Kępy, gdzie każda zmiana wymaga akceptacji konserwatora.

Projekt inwestycji przygotowała architekt Anna Rostkowska znana z przywracania dawnego blasku warszawskim zabytkom.

- Ten dom sam w sobie nie stanowił większej wartości. Był zwykłą piętrową kostką zbudowaną z pustaków w latach 50. Czy miał znanego projektanta? Nie. Czy był wybitną architekturą? Nie. Czy był zabytkiem? Nie. Więc co tu chronić? Nie dajmy się zwariować - mówi Anna Rostkowska.

W swoim projekcie przewidziała jednak pozostawienie części starego budynku: frontowej elewacji i fragmentów bocznych ścian. Reszta miała być rozebrana i zbudowana od nowa, a bryła willi powiększona w głąb działki. - Taki projekt przekazałam wykonawcom. Co było dalej, to już inna sprawa - pointuje pani architekt.

Kierownik budowy inż. Ryszard Martyniuk twierdzi, że frontu willi zachować się nie dało.

- Z zewnątrz budynek wyglądał dobrze, a w środku - tragedia. Zniszczone ściany, zniszczone stropy. Pozostawienie części frontowej zagrażało moim pracownikom. Decyzja mogła być tylko jedna - mówi inż. Martyniuk.

Jego tłumaczenie nie przekonuje urzędników.

- Powiadomiliśmy już nadzór budowlany, który przeprowadzi kontrolę inwestycji. Z pewnością budowa zostanie wstrzymana, a sprawa skierowana do prokuratury - zapowiada Małgorzata Tytus. Te same kroki podjął też stołeczny konserwator zabytków. Katarzyna Miłko: - Zawiadomiliśmy powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Praga Południe

Zobacz więcej na temat:

Podziel się