Wydał majątek, żeby zamieszkać w trzech pokojach z wanną

Jerzy S. Majewski
09.07.2010 aktualizacja: 2010-07-08 19:09
A A A Drukuj
Dzisiejsza fasada kamienicy przy Hożej 37, gdzie mieszkał Kazimierz Wierzyński. Poeta wprowadził się do mieszkania z oknami na podwórko studnię w 1924 roku fot. Wojciech Surdziel / AG
By zamieszkać w trzech pokojach z wanną - poeta Kazimierz Wierzyński musiał w 1923 r. wydać majątek na zapłacenie odstępnego. Pomógł mu w tym bogaty przedsiębiorca rozczytujący się w wierszach artysty.
Był rok 1929, gdy Wierzyński wrócił z Ameryki. Obejrzał tam 20 wielkich miast. Zjechał kontynent od Atlantyku po Pacyfik. Zwiedzał Nowy Jork, tajne kluby, w których mimo obowiązującej prohibicji pito na umór, i wytwórnie filmowe Hollywoodu, gdzie doszedł do wniosków budzących dziś zdziwienie: "Wielka góra rodziła i rodzi - moim zdaniem - małą, mizerną mysz. Film hollywoodzki nie bardzo przysługuje się sztuce i nie bardzo Ameryce. Poza kilkoma wyjątkami nie będzie z pewnością chlubą naszej epoki" - pisał.

Dotarł do Meksyku, który zaskoczył go skrajną nędzą. Wreszcie wrócił do Warszawy. Z ciężkimi walizkami wspiął się do swego mieszkania na czwarte piętro bez windy. Wyjrzał przez okno. Zobaczył przed sobą gołą ścianę szczytową sąsiedniej kamienicy i popadł w melancholię.

Księżyc ratunkowy

"Mocny wiatr tamtych przestrzeni z wolna przestawał szumieć mi w uszach, należało opędzić się od uczucia klaustrofobii i w równowadze ducha zasiąść przy dawnym biurku" - czytamy w "pamiętniku poety" Patrząc przez okno, jego wzrok uciekał ku górze. Ponad mroczne podwórko studnię. A tam w pogodne dni było widać błękit nieba z sunącymi armadami chmur albo nocą błyszczący księżyc. I wtedy, myślał, że jest on jak zwornik łączący jego życie tu, w kamienicy o skrzypiących schodach, chłodzie i zapachu wilgoci bijącym z głębiny podwórka studni - z szerokim światem pędzącej ku nowoczesności Ameryki.

Patrząc na księżyc zza swego biurka, napisał wiersz. Chyba jedyny taki o warszawskiej kamienicy, jej podwórku i księżycu pozwalającym wyrwać się daleko, daleko.

"Nie mam ogrodu i przy furcie

Stare nie pachną mi jabłonie,

To jedno chyba, że nasturcje

Żona zasiała na balkonie.



Widoku nie mam też żadnego:

Naprzeciw stoi mur podwórza,

Kominy czarne nieba strzegą,

Księżyc z kominów się wynurza.



On jeden tylko mnie uwodzi,

Zielony w niebie staw platyny -

Na dachach domów, w srebrnej łodzi,

Wysoką falą za nim płynę

Podziel się