Konserwator zwolniona za parowozownię. PINB upomniany

Tomasz Urzykowski
27.08.2010 aktualizacja: 2010-08-27 09:13
A A A Drukuj
Zabytkowa hala parowozowni przy ul. Wileńskiej rozjeżdżana przez koparkę Fot. Filip Klimaszewski / AG
  • Zburzona parowozownia przy Wileńskiej
  • Barbara Jezierska
Gdyby nie błędy urzędników, praska parowozownia nadal by istniała - stwierdził wojewoda Jacek Kozłowski i ogłosił odwołanie wojewódzkiej konserwator zabytków Barbary Jezierskiej. Inspektor budowlany, który zgodził się na zburzenie cennej hali, dostał tylko upomnienie
SERWISY
Swoją decyzję wojewoda ogłosił na specjalnie zwołanej w czwartek konferencji prasowej. Tuż przed nią spotkał się z Barbarą Jezierską, której oznajmił, że ją odwołuje. Dymisję musi jeszcze zaakceptować generalny konserwator zabytków - wiceminister kultury Piotr Żuchowski. - Cygan zawinił, kowala powiesili. Jestem kozłem ofiarnym - skomentowała Barbara Jezierska.

Winy konserwatora

Jacek Kozłowski przedstawił dziennikarzom wyniki kontroli, którą przeprowadzili jego inspektorzy po zburzeniu miesiąc temu praskiej parowozowni przy ul. Wileńskiej. Był to wyjątkowo cenny obiekt, najstarszy zachowany na terenie warszawskiego węzła kolejowego. Wzniesiony w latach 1860-62 miał unikatową konstrukcję. Parowozownię zrównała z ziemią firma Budrem z Ostrowa Wielkopolskiego, która w tym miejscu planuje domy mieszkalne. Zgodę na rozbiórkę dostała w 2007 r. od wydziału architektury dzielnicy Praga-Północ, ale w kwietniu 2009 r. wojewódzka konserwator Barbara Jezierska wszczęła procedurę wpisu parowozowni do rejestru zabytków, co wstrzymuje działania inwestora. Ale deweloper to zignorował i w maju 2009 r. rozpoczął rozbiórkę. Zburzył wtedy większość hali. Buldożery zostały w ostatniej chwili zatrzymane przez Barbarę Jezierską (w trybie natychmiastowym wpisała parowozownię do rejestru) i stołeczną konserwator Ewę Nekandę-Trepkę (nakazała wstrzymanie prac i odbudowę zniszczonego obiektu). Rok później Budrem dostał zgodę na rozbiórkę reszty hali. Wydał ją wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego Jaromir Grabowski, uzasadniając to zagrożeniem, jakie stwarza ruina przy Wileńskiej. Oburzyło to obrońców zabytków, którzy domagali się odwołania Grabowskiego ze stanowiska.

- To, to co się stało z parowozownią, jest skandalem. Błędy urzędników doprowadziły do tego, że ten obiekt nie istnieje - oświadczył wojewoda.

Jego inspektorzy skontrolowali działania wojewódzkiego i stołecznego konserwatora zabytków, a także wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego. W efekcie pracę ma stracić nie Jaromir Grabowski, ale zaangażowana w obronę parowozowni Barbara Jazierska. Zaskoczeni dziennikarze pytali o powody takiej decyzji. - O wartości parowozowni od dawna wiedziały wojewódzka i stołeczna konserwator zabytków. Dlaczego zatem wojewódzka konserwator nie wpisała tego obiektu do rejestru? Gdyby to zrobiła, do wyburzenia by nie doszło - tłumaczył Jacek Kozłowski.

Przyznał wprawdzie, że po latach zaniedbań przez poprzedników to właśnie ona zaczęła nadrabiać zaległości we wpisach cennych obiektów do rejestru, lecz zaraz dodał, że robiła to chaotycznie. Zarzucił Barbarze Jezierskiej brak strategii ochrony zabytków na Mazowszu i złą współpracę z innymi instytucjami administracji publicznej. - Wobec tego występuję dziś do ministra kultury z prośbą o akceptację odwołania pani konserwator i wspólne wyłonienie jej następcy w drodze konkursu - ogłosił.

Błąd inspektora

Wojewoda zwróci się też do prezydenta Warszawy o wyciągnięcie konsekwencji wobec stołecznej konserwator Ewy Nekandy-Trepki. Powód: zła współpraca z wojewódzkim konserwatorem. Z kolei wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego Jaromir Grabowski otrzyma jedynie upomnienie z wpisem do akt. Jacek Kozłowski przekonywał, że Grabowski miał podstawę, by wydać zgodę na rozbiórkę resztki parowozowni. Oparł się bowiem na ocenie jej stanu technicznego przygotowanej na zlecenie stołecznego konserwatora i dwukrotnych oględzinach.

- Jego błędem było to, że o swojej decyzji zezwalającej na rozbiórkę poinformował inwestora, a do organów ochrony zabytków wysłał informację pocztą. W rezultacie o zburzeniu parowozowni dowiedziały się one po fakcie i nie mogły już zareagować - bronił podwładnego Jacek Kozłowski.

Dla Barbary Jezierskiej odwołanie ze stanowiska nie było zaskoczeniem. Twierdzi, że od dawna się tego spodziewała. Wojewoda już raz próbował ją zdymisjonować w 2008 r. i zastąpić byłym dyrektorem Muzeum Narodowego Ferdynandem Ruszczycem. Plany te pokrzyżował jednak ówczesny generalny konserwator zabytków Tomasz Merta, który nie wyraził na to zgody. W obronie Jezierskiej stanęli też społecznicy, którzy dobrze oceniają jej pracę. Wojewoda ustąpił.

- Od tamtej pory szukał na mnie haka. Kontrolę w moim urzędzie przeprowadził, gdy byłam na urlopie. O odwołaniu poinformował mnie przed samą konferencją prasową, nie dając mi prawa do obrony - stwierdziła Barbara Jezierska. Krytykę wojewody uznała za bezzasadną: - Na zarzut, że powinnam wcześniej wpisać parowozownię do rejestru, zapytałam: "Kiedy wcześniej?". Pan wojewoda nie odpowiedział.

Praga Północ

Podziel się

  • Superdowód na premedytacją Grabowskiego!!! danuta49 27.08.10, 11:10

    Przedstawił jego szef:>- Jego błędem było to, że o swojej decyzji zezwalającej na rozbiórkę poinformował inwestora, a do organów ochrony zabytków wysłał informację pocztą. W rezultacie o»