Chłodna 3
15.05.2002
aktualizacja: 2002-05-24 15:35
Poprzednio pisałem o koszarach Mirowskich w dobie obydwu Sasów i za króla Stanisława Augusta. Dziś kontynuuję opowieść o późniejszych losach budynków
Gdy w 1815 r. na kongresie wiedeńskim utworzono Królestwo Polskie, car Aleksander I wyraził zgodę na odbudowę polskiego wojska. Choć niewielkie, niebawem miało się stać jedną z najlepiej wyszkolonych armii europejskich. Wojsko potrzebowało koszar. Wznoszono nowe budynki, ale też wykorzystywano stare. Tak też stało się z koszarami mirowskimi. Ok. 1815 r. zmodernizowano je. Stanęli tu strzelcy gwardii konnej Królestwa Polskiego.
Komendantem pułku był generał dywizji Zygmunt Kurnatowski. Jego adiutantem aż do 1831 r. był porucznik gwardii Ignacy Kruszewski. Kurnatowski cieszył się ogromnym zaufaniem księcia Konstantego. Oprócz dowodzenia pułkiem strzelców konnych i baterią artylerii konnej gwardii polskiej, miał pod komendą trzy pułki kawalerii gwardii rosyjskiej.
Listopadowa noc
Koszary stały się scenerią dramatu powstania listopadowego. Gdyby zgromadzeni tu generałowie podjęli decyzję szybkiego zdławienia zarzewia zrywu, być może do powstania w ogóle by nie doszło, zaś dzieje XIX-wiecznej Polski potoczyłyby się innymi torami.
Kruszewski mieszkał niedaleko koszar, w kamienicy przy pl. Żelaznej Bramy. Nocą 29 listopada 1830 r. właśnie wracał z wizyty, gdy spotkał na ulicy znajomego urzędnika.
"Cały wystraszony powiada mi: >Jakieś zamieszanie jest w Łazienkach Królewskich - Teatr Rozmaitości się rozszedł<" - wspomina Kruszewski. Gdy dotarł do domu, kazał kulbaczyć konia i ruszył do swego pułku w koszarach mirowskich. "Tam zastaję już generała Wincentego Krasińskiego, podpułkownika Kazimierza Trębickiego, adiutanta Cezarewicza i generała rosyjskiego Pęcherzewskiego, który był naszym generałem brygadnym. Generał Krasiński kazał zamknąć natychmiast rogatki koszar i dał rozkaz szyldwachowi wpuszczać przybywających, ale nikogo z nich nie wypuszczać. Tymczasem pułk wsiadł na koń i uszykował się. Generałowie z podpułkownikiem Trębickim, stanąwszy na czele, kazali maszerować, prowadzili nas małymi ulicami przez Grzybów ku Marszałkowskiej. Tam spotkaliśmy konno generała Stasia Potockiego, który wracał z Łazienek, a na zapytanie generała Krasińskiego, co się tam dzieje, odpowiedział: >To dzieci ze szkoły podchorążych zbuntowały się, ja jadę do miasta, by to uspokoić< - i pojechał dalej ku Warszawie".
Małpy w gaciach
Po upadku powstania listopadowego koszary zajęli Rosjanie. Ulokowano tu żandarmerię rosyjską. W drugiej połowie XIX w. żandarmi przenieśli się do budynków po zachodniej stronie ulicy Ciepłej, między Krochmalną a Grzybowską.
Z kolei w 1851 r. zachodnie pawilony koszar przekształcono w siedzibę IV Oddziału Straży Ogniowej. Adaptacji dokonano zgodnie z projektem architekta Józefa Lessla, który od strony Chłodnej, przy istniejącym do dziś pawilonie północno-wschodnim, wzniósł wysoką wieżę obserwacyjną straży. Druga podobna wznosiła się na Nowym Świecie 6. Z wież strażacy wypatrywali pożarów. Komendantem straży ogniowej w koszarach mirowskich był Józef Hłasko, w prostej linii dziadek pisarza Marka Hłaski. W latach 1918-22 Hłasko dowodził też całą warszawską strażą.
- Bywałem tam jako dziecko. Mieszkanie komendanta znajdowało się na piętrze budynku usytuowanego wzdłuż Chłodnej. Wejście wiodło od strony kościoła Karola Boromeusza. Wchodziło się po starych schodach. Hłasko mieszkał tam aż do swojej śmierci. Były tam m.in. stajnie i wozownie - wspomina Edward Schiele, spowinowacony z komendantem.
Hłasko miał duże poczucie humoru. - W stajniach w boksie trzymano małpy. Zwierzętom uszyto gacie na szelkach w kolorze strażackim i zabierano je na akcję. Wyjeżdżały w majtkach, by golizną nie obrażać poczucia moralności. Małpy wskakiwały w biegu na wóz strażacki zaprzężony w konie, które w szalonym tempie pędziły do pożaru - opowiada pan Schiele.
Jego ojciec, dyrektor browaru Haberbusch i Schiele, emocjonował się niektórymi pożarami. Był w dużej zażyłości z komendantem, który, gdy zdarzał się jakiś "atrakcyjny" pożar, kazał do dyrektora dzwonić swoim strażakom.
Trwało to jednak do czasu. - Kiedyś ojciec siedział w teatrze. Wołają go do telefonu. Słyszy, że jest wielki pożar. Ojciec nieco zaskoczony mówi: "Nie przeszkadzajcie z tymi telefonami, przecież siedzę w teatrze!". Na co słyszy: "Panie dyrektorze, bardzo przepraszam, że ośmielam się dzwonić, ale to pali się pański browar" - opowiada Edward Schiele.
Resztki koszar
Gdy zdarzyła się ta historia, po większości zabudowań dawnych koszar mirowskich nie było już śladu. W 1898 r. rozebrano niemal całkowicie dwie pary trójpawilonowych budynków. Równo sto lat temu w ich miejscu wzniesiono hale targowe. Przylgnęła do nich nazwa hal mirowskich, która okazała się znacznie trwalsza od samych koszar.
Z samych koszar aż do 1939 r. stał cały budynek południowo-zachodni. Równoległy do niego budynek północno-zachodni, ten, przy którym stanęła wieża straży, został skrócony o pawilon i łącznik.
Ocalał też jeden z pawilonów i kawałek skrzydła budynku środkowego. Obecnie jest tu jezdnia al. Jana Pawła II.
Budynki dotrwały do 1944 r., kiedy to spłonęły. Po wojnie w związku z przebijaniem trasy, rozebrano obydwa skrzydła ujmujące od południa pl. Mirowski. Odbudowano jedynie pozbawiony jednego pawilonu budynek północny. Jednak i tu zupełnie bez sensu rozebrano nieźle zachowaną wieżę straży pożarnej. Prace przy odbudowie prowadzono zgodnie z projektem Władysława Netto. W budynku ponownie znalazła się straż pożarna. Obecnie jest tu ekspozycja muzeum straży.
Komendantem pułku był generał dywizji Zygmunt Kurnatowski. Jego adiutantem aż do 1831 r. był porucznik gwardii Ignacy Kruszewski. Kurnatowski cieszył się ogromnym zaufaniem księcia Konstantego. Oprócz dowodzenia pułkiem strzelców konnych i baterią artylerii konnej gwardii polskiej, miał pod komendą trzy pułki kawalerii gwardii rosyjskiej.
Listopadowa noc
Koszary stały się scenerią dramatu powstania listopadowego. Gdyby zgromadzeni tu generałowie podjęli decyzję szybkiego zdławienia zarzewia zrywu, być może do powstania w ogóle by nie doszło, zaś dzieje XIX-wiecznej Polski potoczyłyby się innymi torami.
Kruszewski mieszkał niedaleko koszar, w kamienicy przy pl. Żelaznej Bramy. Nocą 29 listopada 1830 r. właśnie wracał z wizyty, gdy spotkał na ulicy znajomego urzędnika.
"Cały wystraszony powiada mi: >Jakieś zamieszanie jest w Łazienkach Królewskich - Teatr Rozmaitości się rozszedł<" - wspomina Kruszewski. Gdy dotarł do domu, kazał kulbaczyć konia i ruszył do swego pułku w koszarach mirowskich. "Tam zastaję już generała Wincentego Krasińskiego, podpułkownika Kazimierza Trębickiego, adiutanta Cezarewicza i generała rosyjskiego Pęcherzewskiego, który był naszym generałem brygadnym. Generał Krasiński kazał zamknąć natychmiast rogatki koszar i dał rozkaz szyldwachowi wpuszczać przybywających, ale nikogo z nich nie wypuszczać. Tymczasem pułk wsiadł na koń i uszykował się. Generałowie z podpułkownikiem Trębickim, stanąwszy na czele, kazali maszerować, prowadzili nas małymi ulicami przez Grzybów ku Marszałkowskiej. Tam spotkaliśmy konno generała Stasia Potockiego, który wracał z Łazienek, a na zapytanie generała Krasińskiego, co się tam dzieje, odpowiedział: >To dzieci ze szkoły podchorążych zbuntowały się, ja jadę do miasta, by to uspokoić< - i pojechał dalej ku Warszawie".
Małpy w gaciach
Po upadku powstania listopadowego koszary zajęli Rosjanie. Ulokowano tu żandarmerię rosyjską. W drugiej połowie XIX w. żandarmi przenieśli się do budynków po zachodniej stronie ulicy Ciepłej, między Krochmalną a Grzybowską.
Z kolei w 1851 r. zachodnie pawilony koszar przekształcono w siedzibę IV Oddziału Straży Ogniowej. Adaptacji dokonano zgodnie z projektem architekta Józefa Lessla, który od strony Chłodnej, przy istniejącym do dziś pawilonie północno-wschodnim, wzniósł wysoką wieżę obserwacyjną straży. Druga podobna wznosiła się na Nowym Świecie 6. Z wież strażacy wypatrywali pożarów. Komendantem straży ogniowej w koszarach mirowskich był Józef Hłasko, w prostej linii dziadek pisarza Marka Hłaski. W latach 1918-22 Hłasko dowodził też całą warszawską strażą.
- Bywałem tam jako dziecko. Mieszkanie komendanta znajdowało się na piętrze budynku usytuowanego wzdłuż Chłodnej. Wejście wiodło od strony kościoła Karola Boromeusza. Wchodziło się po starych schodach. Hłasko mieszkał tam aż do swojej śmierci. Były tam m.in. stajnie i wozownie - wspomina Edward Schiele, spowinowacony z komendantem.
Hłasko miał duże poczucie humoru. - W stajniach w boksie trzymano małpy. Zwierzętom uszyto gacie na szelkach w kolorze strażackim i zabierano je na akcję. Wyjeżdżały w majtkach, by golizną nie obrażać poczucia moralności. Małpy wskakiwały w biegu na wóz strażacki zaprzężony w konie, które w szalonym tempie pędziły do pożaru - opowiada pan Schiele.
Jego ojciec, dyrektor browaru Haberbusch i Schiele, emocjonował się niektórymi pożarami. Był w dużej zażyłości z komendantem, który, gdy zdarzał się jakiś "atrakcyjny" pożar, kazał do dyrektora dzwonić swoim strażakom.
Trwało to jednak do czasu. - Kiedyś ojciec siedział w teatrze. Wołają go do telefonu. Słyszy, że jest wielki pożar. Ojciec nieco zaskoczony mówi: "Nie przeszkadzajcie z tymi telefonami, przecież siedzę w teatrze!". Na co słyszy: "Panie dyrektorze, bardzo przepraszam, że ośmielam się dzwonić, ale to pali się pański browar" - opowiada Edward Schiele.
Resztki koszar
Gdy zdarzyła się ta historia, po większości zabudowań dawnych koszar mirowskich nie było już śladu. W 1898 r. rozebrano niemal całkowicie dwie pary trójpawilonowych budynków. Równo sto lat temu w ich miejscu wzniesiono hale targowe. Przylgnęła do nich nazwa hal mirowskich, która okazała się znacznie trwalsza od samych koszar.
Z samych koszar aż do 1939 r. stał cały budynek południowo-zachodni. Równoległy do niego budynek północno-zachodni, ten, przy którym stanęła wieża straży, został skrócony o pawilon i łącznik.
Ocalał też jeden z pawilonów i kawałek skrzydła budynku środkowego. Obecnie jest tu jezdnia al. Jana Pawła II.
Budynki dotrwały do 1944 r., kiedy to spłonęły. Po wojnie w związku z przebijaniem trasy, rozebrano obydwa skrzydła ujmujące od południa pl. Mirowski. Odbudowano jedynie pozbawiony jednego pawilonu budynek północny. Jednak i tu zupełnie bez sensu rozebrano nieźle zachowaną wieżę straży pożarnej. Prace przy odbudowie prowadzono zgodnie z projektem Władysława Netto. W budynku ponownie znalazła się straż pożarna. Obecnie jest tu ekspozycja muzeum straży.
1
2
następne »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

