Co zrobić z człowiekiem, który chce żyć na ulicy
05.05.2009
aktualizacja: 2009-05-05 18:12
Fot. Gazeta.pl
60-letni Marek, schorowany mężczyzna na wózku inwalidzkim, zamieszkał na warszawskim podwórku przy ul. Grójeckiej. Spędza tu całe dnie, a nocuje przy pobliskim śmietniku. Część mieszkańców skarży się na jego obecność, inni przynoszą mu jedzenie. Pan Marek nie chce się wynieść z podwórka, więc tzw. władze zamierzają go ubezwłasnowolnić
ZOBACZ TAKŻE
- Ubezwłasnowolnienie sposobem na niepokornych (18-11-09, 07:31)
- 6 lat za pobicie bezdomnego na śmierć (27-04-09, 19:46)
- Gra w bezdomnych w Berlinie hitem internetu (23-04-09, 11:28)
- "Zakochaj się w Warszawie", ale nie przy dworcu (22-08-08, 09:42)
- Bezdomni na Dworcu Nadodrze - czyj problem? (04-04-08, 17:42)
Informację o bezdomnym, który zamieszkał na podwórku przy ul. Grójeckiej 78 dostaliśmy na Alert24.
- Czy my mieszkańcy okolicznych domów mamy czekać na jego śmierć głodową? - pisze Anna. - On całymi dniami siedzi albo na asfalcie albo na swoim wózku. Nie trzeba chyba dużo wyobraźni, by zdać sobie sprawę jak radzi sobie z potrzebami fizjologicznymi.
60-letni Marek zamieszkuje podwórko na Grójeckiej już od miesiąca, zimę spędzał na ławce przy ul. Hynka. Mężczyzna jest niepełnosprawny. Ma amputowane nogi, jeździ na zdezelowanym wózku. Całe dnie spędza na podwórku albo przejeżdża kilka metrów za bramę, by pogadać z kolegami handlującymi na chodniku starymi rupieciami. Nocą wjeżdża na podwórko i śpi koło śmietnika, na ziemi. Ubrany w łachmany, zarośnięty, nie myty od wielu dni.
Niektórzy mieszkańcy starają się mu pomóc. - Wynosimy mu czasem coś do zjedzenia - mówi pan Karol, emeryt. - To biedny schorowany człowiek, choćby chciał, na utrzymanie nie zarobi. - Pomagamy mu nawet wjechać wózkiem w podwórko. Niech tu śpi, skoro nie ma gdzie, chociaż chluby to naszej wspólnocie nie przynosi. Agresywny nie jest, spokojny z niego człowiek.
- Odór, który się wokół niego unosi jest nie do zniesienia - denerwuje się pan Jan, jeden z mieszkańców domu pod numerem 78. - Wdziera się na klatki schodowe, a potem do naszych mieszkań. Niech ten pan sobie tu siedzi, ale niech się raz dziennie umyje.
Pan Marek od urodzenia mieszka w Warszawie. Jest rozwiedziony, ma 30-letniego syna. Nie ma z nim kontaktu, nie wie nawet, czy jest już dziadkiem. - Mam mieszkanie na Rakowcu, ale nie będę tam sam siedział - mówi. Jak mam się tarabanić z trzeciego piętra w tę i z powrotem?! - Tu mam kolegów, zawsze ktoś coś do jedzenia przyniesie i da parę złotych.
Pan Marek znany jest i pracownikom pomocy społecznej i straży miejskiej. - Był u nas przez jakiś czas, ale na siłę go przecież nie zatrzymamy - mówi Agnieszka Domka z noclegowni przy ul. Potrzebnej we Włochach. - Jeździłam do niego w zimie, kiedy leżał na ławce przy ul. Hynka i nie chciał się stamtąd ruszyć.
Pan Marek niechętnie wspomina pobyty w noclegowniach. - Już więcej do tego burdelu nie wrócę - mówi.
- Dostajemy mnóstwo interwencji od mieszkańców, którzy domagają się, by go zabrać. Za każdym razem przyjeżdżamy na miejsce, jednak niewiele możemy zrobić - mówi Marek Kulesza ze straży miejskiej. - Pan Marek nie ma na koncie wykroczeń, nie stwarza zagrożenia dla otoczenia. Na siłę nie umieścimy go w żadnym ośrodku, bo prawo na to nie pozwala.
- Pomocy od nikogo nie chcę. Tylko pieniędzy - nie kryje pan Marek. - Na jedzenie, na papierosy, bo palę jak smok, a rzucić jakoś nie potrafię. I niech się wszyscy ode mnie odp...lą
Jednak władze nie zamierzają zostawić pana Marka w spokoju. - Jedyne, co można zrobić w sprawie mężczyzny to złożyć w sądzie wniosek o jego ubezwłasnowolnienie - mówi Kulesza. - Takie kroki podjął już ochocki Ośrodek Pomocy Społecznej.
Zanim wniosek trafi do sadu, Pan Marek będzie musiał przejść badania psychiatryczne. Zapewne nie stawi się na nie dobrowolnie, dlatego psychiatra będzie go musiał zbadać na podwórku.
- Czy my mieszkańcy okolicznych domów mamy czekać na jego śmierć głodową? - pisze Anna. - On całymi dniami siedzi albo na asfalcie albo na swoim wózku. Nie trzeba chyba dużo wyobraźni, by zdać sobie sprawę jak radzi sobie z potrzebami fizjologicznymi.
60-letni Marek zamieszkuje podwórko na Grójeckiej już od miesiąca, zimę spędzał na ławce przy ul. Hynka. Mężczyzna jest niepełnosprawny. Ma amputowane nogi, jeździ na zdezelowanym wózku. Całe dnie spędza na podwórku albo przejeżdża kilka metrów za bramę, by pogadać z kolegami handlującymi na chodniku starymi rupieciami. Nocą wjeżdża na podwórko i śpi koło śmietnika, na ziemi. Ubrany w łachmany, zarośnięty, nie myty od wielu dni.
Niektórzy mieszkańcy starają się mu pomóc. - Wynosimy mu czasem coś do zjedzenia - mówi pan Karol, emeryt. - To biedny schorowany człowiek, choćby chciał, na utrzymanie nie zarobi. - Pomagamy mu nawet wjechać wózkiem w podwórko. Niech tu śpi, skoro nie ma gdzie, chociaż chluby to naszej wspólnocie nie przynosi. Agresywny nie jest, spokojny z niego człowiek.
- Odór, który się wokół niego unosi jest nie do zniesienia - denerwuje się pan Jan, jeden z mieszkańców domu pod numerem 78. - Wdziera się na klatki schodowe, a potem do naszych mieszkań. Niech ten pan sobie tu siedzi, ale niech się raz dziennie umyje.
Pan Marek od urodzenia mieszka w Warszawie. Jest rozwiedziony, ma 30-letniego syna. Nie ma z nim kontaktu, nie wie nawet, czy jest już dziadkiem. - Mam mieszkanie na Rakowcu, ale nie będę tam sam siedział - mówi. Jak mam się tarabanić z trzeciego piętra w tę i z powrotem?! - Tu mam kolegów, zawsze ktoś coś do jedzenia przyniesie i da parę złotych.
Pan Marek znany jest i pracownikom pomocy społecznej i straży miejskiej. - Był u nas przez jakiś czas, ale na siłę go przecież nie zatrzymamy - mówi Agnieszka Domka z noclegowni przy ul. Potrzebnej we Włochach. - Jeździłam do niego w zimie, kiedy leżał na ławce przy ul. Hynka i nie chciał się stamtąd ruszyć.
Pan Marek niechętnie wspomina pobyty w noclegowniach. - Już więcej do tego burdelu nie wrócę - mówi.
- Dostajemy mnóstwo interwencji od mieszkańców, którzy domagają się, by go zabrać. Za każdym razem przyjeżdżamy na miejsce, jednak niewiele możemy zrobić - mówi Marek Kulesza ze straży miejskiej. - Pan Marek nie ma na koncie wykroczeń, nie stwarza zagrożenia dla otoczenia. Na siłę nie umieścimy go w żadnym ośrodku, bo prawo na to nie pozwala.
- Pomocy od nikogo nie chcę. Tylko pieniędzy - nie kryje pan Marek. - Na jedzenie, na papierosy, bo palę jak smok, a rzucić jakoś nie potrafię. I niech się wszyscy ode mnie odp...lą
Jednak władze nie zamierzają zostawić pana Marka w spokoju. - Jedyne, co można zrobić w sprawie mężczyzny to złożyć w sądzie wniosek o jego ubezwłasnowolnienie - mówi Kulesza. - Takie kroki podjął już ochocki Ośrodek Pomocy Społecznej.
Zanim wniosek trafi do sadu, Pan Marek będzie musiał przejść badania psychiatryczne. Zapewne nie stawi się na nie dobrowolnie, dlatego psychiatra będzie go musiał zbadać na podwórku.
-
Co zrobić z człowiekiem, który chce żyć na ulicy
gozal
05.05.09, 20:46
wolność wolnością, ale pewnie śmierdzi na tym podwórku i g... się walają podnogami, a szczochy leją strumieniem! to straszne. współczuję mieszkańcom.»
-
Co zrobić z człowiekiem, który chce żyć na ulicy
tonik777
05.05.09, 22:26
Nic już nie rozumiem. Skoro ma własne mieszkanie to dlaczego w nim nie mieszka? I proszę, nie piszcie mi, że tylko dlatego, że mieszkanie jest na trzecim piętrze. Takie można sprzedać lub »
-
Co zrobić z człowiekiem, który chce żyć na ulicy
elkoguto11
12.05.09, 22:32
tacy właśnie są uczciwymi ludźmi, którzy w dupie mają cały ten poj...y system.200lat temu wybudowałby sobie chłop sam, własnymi rękoma domek nad rzeczką,dbałby o swój ogródek i kilka liści »
Najnowsze wiadomości z Ochoty



