Eko-Warszawa piecze ekochleb i układa ekopuzzle
30.08.2010
aktualizacja: 2010-08-29 21:37
W niedzielę na pl. Narutowicza przyjechali chłopi ze wsi Cisownik i pokazywali struny z kiszek baranich, piekli ekologiczny chleb i robili masło. Obok dzieci układały ekopuzzle, ucząc się o segregacji odpadów.
ZOBACZ TAKŻE
- Policyjny radiowóz na prąd zepsuty. "Po to są testy" (02-09-10, 10:56)
- I do Warszawy zawitała moda na ekozakupy (04-09-10, 14:00)
- Impreza dla sześciolatków w Smyku. Zobacz zdjęcia (29-08-10, 23:00)
- Cała Unia buduje stolicę. A stolica informuje o Unii (29-08-10, 22:00)
- Cały świat bawił się w Warszawie. Zobacz WIDEO (29-08-10, 21:00)
- II Parada Labradorów. Rekord Guinnessa pobity! (29-08-10, 17:36)
- Komiksy to nie tylko książeczki dla dzieci (29-08-10, 14:04)
- Pomyślałem, że fajnie byłoby zasiać w centrum łan zboża. Rosło sobie od kwietnia - opowiada Jacek de Rosset, autor instalacji na pl Narutowicza. W niedzielę miały się tam odbyć miejskie dożynki. Przyjechali chłopi z sierpem, żeby ściąć zboże i upiec z ziaren chleb. Niestety, w mieście zboże nie wyrosło i żniwa odwołano.
Chłopi z Cisownika w Górach Świętokrzyskich wybudzili warszawiaków ze snu o wschodzie słońca - zaśpiewali "Kiedy ranne wstają zorze". W Cisowniku żyją 62 osoby (jeden mieszkaniec "w drodze"), ludzie stamtąd jeżdżą po Polsce i pokazują miastowym, jak się żyło na wsi 100 lat temu. Chłop Stachu Sosnowski grał na basetli, "co ryczy i buczy". Struny zrobił sam z baranich kiszek: najgrubszą aż z 80. Najdłuższa kiszka miała 80 metrów. - A jak śmierdziało, gdy rękoma z barana wyciągałem! - dodaje syn, Andrzej.
Stachu pokazywał, jak się na wsi spało. - Na sienniku kładło się słomę. Jak zaczynało drapać, znaczy, że pchły się zalęgły. Wtedy słomę się paliło. Jak bogaty gospodarz, to częściej wymieniał i miał mniej pcheł.
Żona Stacha ubijała ręcznie masło i piekła chleb: - Moja babka wstawała o trzeciej nad ranem, a jeden bochenek chleba robiła dwie godziny, a cztery bochenki starczały na cały tydzień.
Na żarnie z 1924 r. "miastowe" dzieci własnymi rękoma wyrabiały mąkę. - Warszawiacy to nam nie wierzą, że tak się żyło. Przychodzą i w śmiech, że kłamię - podsumował Stachu.
Obok dzieci układały puzzle wielkości siedem na siedem metrów z krasnoludkami segregującymi śmieci. To część kampanii Fundacji Ekologicznej ARKA. Skąd pomysł? - Chcemy uczyć dorosłych przez dzieci. Dziecko to domowy policjant. My je edukujemy, a one swoich rodziców - mówił prezes fundacji Wojciech Owczarz.
Czego nauczyły się dzieciaki? Janek, lat 10: - Że nie można marnować jedzenia, bo przy jego produkcji zużywa się węgiel i ropę, które zanieczyszczają atmosferę.
Wojtek, lat 8: - Jak tata zdejmie bagażnik z dachu samochodu, zaoszczędzimy jedną trzecią paliwa.
Kasia, lat 12: - Nie można śmieci palić, bo wydzielają się szkodliwe substancje. Czasem ich nie czuć. Potem można mieć alergię, a nawet raka.
- Polska, wstępując do UE, podpisała zobowiązania o ograniczeniu o 20 proc. do 2010 r. odpadów, które trafiają na wysypiska. Udało się tylko o 5 proc. Grozi nam nawet 200 tys. euro kary dziennie. To ostatni dzwonek dla Polski! - apeluje Wojciech Owczarz.
Chłopi z Cisownika w Górach Świętokrzyskich wybudzili warszawiaków ze snu o wschodzie słońca - zaśpiewali "Kiedy ranne wstają zorze". W Cisowniku żyją 62 osoby (jeden mieszkaniec "w drodze"), ludzie stamtąd jeżdżą po Polsce i pokazują miastowym, jak się żyło na wsi 100 lat temu. Chłop Stachu Sosnowski grał na basetli, "co ryczy i buczy". Struny zrobił sam z baranich kiszek: najgrubszą aż z 80. Najdłuższa kiszka miała 80 metrów. - A jak śmierdziało, gdy rękoma z barana wyciągałem! - dodaje syn, Andrzej.
Stachu pokazywał, jak się na wsi spało. - Na sienniku kładło się słomę. Jak zaczynało drapać, znaczy, że pchły się zalęgły. Wtedy słomę się paliło. Jak bogaty gospodarz, to częściej wymieniał i miał mniej pcheł.
Żona Stacha ubijała ręcznie masło i piekła chleb: - Moja babka wstawała o trzeciej nad ranem, a jeden bochenek chleba robiła dwie godziny, a cztery bochenki starczały na cały tydzień.
Na żarnie z 1924 r. "miastowe" dzieci własnymi rękoma wyrabiały mąkę. - Warszawiacy to nam nie wierzą, że tak się żyło. Przychodzą i w śmiech, że kłamię - podsumował Stachu.
Obok dzieci układały puzzle wielkości siedem na siedem metrów z krasnoludkami segregującymi śmieci. To część kampanii Fundacji Ekologicznej ARKA. Skąd pomysł? - Chcemy uczyć dorosłych przez dzieci. Dziecko to domowy policjant. My je edukujemy, a one swoich rodziców - mówił prezes fundacji Wojciech Owczarz.
Czego nauczyły się dzieciaki? Janek, lat 10: - Że nie można marnować jedzenia, bo przy jego produkcji zużywa się węgiel i ropę, które zanieczyszczają atmosferę.
Wojtek, lat 8: - Jak tata zdejmie bagażnik z dachu samochodu, zaoszczędzimy jedną trzecią paliwa.
Kasia, lat 12: - Nie można śmieci palić, bo wydzielają się szkodliwe substancje. Czasem ich nie czuć. Potem można mieć alergię, a nawet raka.
- Polska, wstępując do UE, podpisała zobowiązania o ograniczeniu o 20 proc. do 2010 r. odpadów, które trafiają na wysypiska. Udało się tylko o 5 proc. Grozi nam nawet 200 tys. euro kary dziennie. To ostatni dzwonek dla Polski! - apeluje Wojciech Owczarz.
Najnowsze wiadomości z Ochoty





