Warszawianka chce odbić miastu 12 ha ziemi

Iwona Szpala
25.07.2011 aktualizacja: 2011-07-24 20:40
A A A Drukuj
Gruzowisko, które pozostało po stadionie Warszawianki. W tle u góry widać Park Wodny Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Klub sportowy Warszawianka chce odzyskać 12 ha gruntów na Mokotowie. - Jest jak w boksie: dwie pierwsze rundy zakończyły się remisem, prowadzimy na punkty - ocenia sytuację Ryszard Fijałkowski, prezes klubu. - Na punkty prowadzimy my - uważa Marcin Bajko z ratusza. - Jest trzy dwa.
Chodzi o spory sądowe między Warszawianką a ratuszem, których stawką jest pokaźna nieruchomość między ulicami Piaseczyńską a Merliniego. Klub stracił ją wyrokiem z jesieni 2010 r. Teraz jednak zabiega o przywrócenie pełni praw do tej ziemi.

Kosztowne rachunki

Klub sportowy - od blisko 20 lat użytkownik wieczysty gruntu - zaczął mieć problemy w poprzedniej kadencji samorządu. W 2009 r. rachunki z niezapłaconego podatku od gruntu sięgnęły 2,2 mln zł. Roczna opłata to 560 tys. zł. Komornikowi wysłanemu tam przez miasto udało się ściągnąć z klubowych kont tylko 600 tys. zł, bo kasa była pusta.

Prezes Fijałkowski przyznaje, że Warszawianka nie płaci dalej. Mizeria finansowa klubu, która sprowokowała miasto do działania, może zastanawiać. Działacze sprzedali nadające się pod zabudowę działki. Dziś zajmuje je apartamentowiec, w planach są hotele i pensjonaty, czyli inwestycje, które niewiele mają wspólnego ze sportową misją klubu. Na części terenu stanął fundowany przez miasto Park Wodny. Z 17 ha Warszawiance zostało 12. Prócz starych, zrujnowanych obiektów i zieleni zajmuje je głównie sportowy kompleks, m.in. 29 kortów. To jedyna dochodowa część Warszawianki budowana z finansowym wsparciem Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Prowadzi je Centrum Tenisa, Golfa i Futbolu - spółka powiązana personalnie z działaczami klubu. Do niej trafia cały zysk z kortów. Jedyne, na co może liczyć Warszawianka, to dywidenda, w najlepszych latach sięgająca 100 tys. zł.

Do klubu dokłada się też stołeczny samorząd, głównie prowadząca baseny przy ul. Merliniego fundacja Wodny Park, której fundatorem jest miasto. W zamian za przekazany pod inwestycję grunt Warszawianka ma udział w zyskach Parku Wodnego. Idące w miliony złotych sumy, które dotąd wpłynęły na klubowe konta, pochłonęła "działalność statutowa oraz rachunki za prąd i gaz".

Hektary wracają na rynek

W 2010 r. majątek klubu znalazł się na liście adresów, które miasto postanowiło odebrać dotychczasowym gospodarzom. Spełniali wszelkie kryteria: wysokie zadłużenie, brak inwestycji, który usprawiedliwiałby posiadanie tak dużych terenów, oraz wątpliwe prawnie wyprowadzanie majątku do spółek deweloperskich.

Ratusz oddał sprawę do sądu. Ten pod koniec 2010 r. orzekł, że akt notarialny Warszawianki jest nieważny. Jak się także okazało - był to dokument z istotną wadą prawną, który m.in. nie uwzględniał stojących na gruncie zabudowań ani 4 ha objętych roszczeniami przedwojennych właścicieli.

Jak zapewniali wówczas przedstawiciele ratusza - po wyroku właściciel, czyli samorząd, pozbył się użytkownika nieruchomości i mógł swobodnie dysponować majątkiem. To miał być początek porządków. Marcin Bajko, dyrektor miejskiego biura nieruchomości, zapowiedział, że podobny los spotka kilkadziesiąt innych instytucji, które użytkują grunty niezgodnie z umowami notarialnymi. Odzyskane hektary miały ponownie znaleźć się na rynku i zasilić samorządową kasę w kryzysowych czasach.

Byliśmy i będziemy

Szczęśliwego finału jednak nie ma. - A to dlatego, że my też poszliśmy do sądu - wyjaśnia Ryszard Fijałkowski. W ramach sądowego boju, który ma doprowadzić do ponownego podpisania aktu notarialnego, Warszawianka wystąpiła o zakaz obrotu nieruchomością. Grunt jest więc "zaaresztowany" do czasu zakończenia sporu. Prezes Fijałkowski jest pewny zwycięstwa: - Byliśmy tam i będziemy.

Dyrektor Bajko potwierdza, że miasto nie może swobodnie dysponować swoją własnością. - Klub próbuje w procesie sądowym zmusić nas do podpisania nowego aktu notarialnego - mówi.

I dodaje, że niezależnie od sądowych rozstrzygnięć Warszawianka nie odzyska już 12 ha - co najmniej 4 ha wrócą do przedwojennych właścicieli.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy