Puławska 61 (Morskie Oko 5)
2007-02-05
aktualizacja: 2007-02-05 00:00
Czy ocaleje willa króla warszawskich kuśnierzy Arpada Chowańczaka na Mokotowie? Aż z Buenos Aires nadszedł list od jego potomka zaniepokojonego losem zabytku.
Gdy oglądam przedwojenne zdjęcia w albumie rodzinnym, moja babcia, jej siostra, ich znajome pokazują się na mieście w futrze. Obojętne, czy leży śnieg, czy są to zdjęcia jesienne, czy też wczesnowiosenne. Futro nie zawsze chroni przed trzaskającym mrozem, bo na niektórych zdjęciach babcia ma je nonszalancko rozpięte. To raczej fason.
Na ulicach przedwojennej Warszawy od października po kwiecień aż się roiło od pań w futrach. Tłumaczył to dziennikarz tygodnika "Świat" z 1927 r.: "W środkowej Europie futro przez pół roku się nosi tylko dla ciepła. Bardziej niż dla ciepła, nosi się jej jednak dla splendoru. Nic tak kobiety nie ozdabia jak futro, jedwab, koronki i klejnoty" - czytamy.
Około 1925 r. wielkie firmy futrzarskie wpadły na pomysł stworzenia nowego rodzaju okryć. Jesiennych i... letnich! Były to futra lekkie, niegrzejące, a noszone wyłącznie dla ozdoby. "Ze zwierząt dotąd lekceważonych przez kuśnierstwo powstają letnie i jesienne, najmodniejsze płaszcze. Cielaki, źrebaki, kozy, zające, konie, gazele i króliki po odpowiednim wyprawieniu zmieniają się nie do poznania. W kombinacji z futrami szlachetnymi dają efekty wprost olśniewające" - zachwycała się prasa.
Futrzarskie arcydzieła tworzyli warszawscy kuśnierze: Karmazyn na Miodowej, Apfelbaum na Marszałkowskiej, Kowalski przy Senatorskiej, Sznajdrowicz z Hożej, czy wreszcie Chowańczak przy Krakowskim Przedmieściu. To była futrzarska arystokracja. Kogo nie stać było na futro od Chowańczaka, szedł do znacznie tańszych kupców na Nalewki czy plac Krasińskich.
Wtulanie w futro
Cena futra od Arpada Chowańczaka potrafiła przyprawić o zawrót głowy. Były to jednak kuśnierskie arcydzieła finezją mogące się równać z dziełami najlepszych warszawskich jubilerów. Już sam jego sklep przy Krakowskim Przedmieściu 17 zachwycał nowoczesnością i elegancją.
Zaprojektował go Zbigniew Puget, nadając witrynom proste formy. Ponad wielkimi witrynami otoczonymi gładką ścianą z marmuru kieleckiego widniał napis z chromowanych liter: A. Chowańczak & Swie.
Chłodna, prosta architektura wnętrza stanowiła neutralne tło dla wystawianych tu futer. Sklep wypełniały modne meble z rur stalowych i szkła powstałe w Zakładach Wyrobów Metalowych Konrada Jarnuszkiewicz i Ska, obszerne kanapy o niklowanych elementach konstrukcyjnych i miękkich siedziskach, lada kasowa wyłożona fornirem orzechowym i zdobna chromoniklowymi okuciami, stalowe stoły z podnoszonymi drewnianymi blatami do wykładania futer. Były tu wreszcie duże lustra zainstalowane przez zakład szklarski Jana Szulca. Lustra nieco oszukiwały. Lekko wyszczuplały panie przeglądające się w zwierciadle.
Sklep wspominał Zbigniew Pakalski w książce "Warszawa moich wspomnień": "Nastrój był miękki i ciepły. Robiło to wrażenie, że wtulamy się w te włochate lisy różnych barw, rude, białe, srebrne i ciemnobrunatne, których pełno było we wnętrzu. Pamiętam wielobarwne pęki zawieszone tak, że na wysokości twarzy zwisały ich puszyste grzbiety i grubaśne, miękkie ogony".
Dla pięknych pań i prezydenta Mościckiego
Wielka firma futrzarska Chowańczaka powstała jeszcze w XIX wieku. Założył ją Arpad Chowańczak, który przed 1900 r. prowadził przechowalnie futer w podwórku kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Miał też zakład na Mokotowie założony w upadłej fabryce papieru Cartonage działającej na mokotowskich gruntach Franciszka Szustra. Z czasem wspólnikami Arpada stali się jego synowie - Jan Daniel i Władysław.
O warszawskich początkach firmy pisze w liście z Argentyny do Tomasza Markiewicza (prezesa Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy ZOK) Andrzej Chowańczak: "Arpad Chowańczak urodził się w Tatrach w 1863. Legenda mówi, że jego przodkowie pomagali słynnemu Janosikowi. W roku 1886 przybył do Warszawy i zaczął pracować, szyjąc futra. Założył maleńką firmę futrzarską, która z czasem bardzo się rozwinęła (...). Miała siedzibę na Krakowskim Przedmieściu, fabrykę na Puławskiej 61, i zatrudniała przeszło 500 osób. Wśród klientów figurowali: Pola Negri, Prezydent Polski Ignacy Mościcki, Ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Józef Potocki, Ambasador Wielkiej Brytanii w Warszawie, arystokrata sir Howard Kennan, figury rządowe i słynne osobistości. Firma eksportowała do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i do Chin".
Przy ulicy Koracjego
Dziś po imperium Chowańczaka nic nie pozostało. Przetrwała jednak jego willa na Mokotowie przy ul. Morskie Oko 5. Początkowo miała adres od ulicy Puławskiej 61. Potem tuż obok willi zamierzano wytyczyć nową ulicę. Koracjego, czyli dzisiejsze Morskie Oko. Warto dodać, że ów Koracji to spolszczone nazwisko wybitnego architekta doby klasycyzmu Antonio Corazziego.
Po drugiej stronie parku Szustra (wówczas od strony Puławskiej stanowiącego kłębowisko komórek, składów z wapnem i drewnem) zamierzano wytyczyć uliczkę równoległą do Koracjego. Miała ona nosić imię innego architekta epoki konstytucyjnego Królestwa Polskiego Hilarego Szpilowskiego.
Willa króla warszawskich kuśnierzy powstała zapewne po 1927 r. Malownicza, usytuowana pomiędzy ulicą Puławską a skarpą, nieopodal neogotyckiego pałacyku Szustra musiała początkowo wydawać się miejscem nieomal sielankowym. Nakryta wysokimi dachami, ożywiona toskańskimi kolumienkami z elewacją ogrodową przyozdobioną jońskimi pilastrami i półkolistym ryzalitem była urokliwym miejscem. Tuż obok od strony Puławskiej wznosiły się niskie zabudowania fabryczne, a nieco dalaj, od strony Puławskiej 61, w 1939 r. trwała budowa nowoczesnej kamienicy Chowańczaków. Przed wybuchem wojny kamienica nie została ukończona. Jej surowe żelbetowe mury, prowizorycznie zaadaptowane stały do 1944 r.
Jak pisze Andrzej Chowańczak, w czasie okupacji willa stała się ważnym miejscem na mapie konspiracyjnej Warszawy. Syn Arpada "Jan Daniel Chowańczak jeszcze przed Powstaniem skupował broń z własnych środków. Współpracował on również z prezydentem Stefanem Starzyńskim [we wrześniu 1939 r.] podczas organizacji obrony miasta Warszawy".
W siedzibie firmy na Krakowskim Przedmieściu urządzał tajne komplety, Niemcy go w końcu aresztowali i wywieźli do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. W jego willi na Mokotowie ukrywane były żydowskie rodziny przedwojennych pracowników firmy, m.in. Biegunów. "Dr Marcos Resnizky z Towarzyszenia Polsko-Żydowskiego w Argentynie podjął starania o zasadzenie w jerozolimskim instytucie Yad Washem drzewa w alei Pamięci upamiętniającego Jana Daniela Chowańczka" - czytamy w liście z Argentyny.
Dodajmy jeszcze, że w 1944 r. w pułku Baszta walczył wnuk Arpada kapral podchorąży Stanisław Chowańczak.
Na ulicach przedwojennej Warszawy od października po kwiecień aż się roiło od pań w futrach. Tłumaczył to dziennikarz tygodnika "Świat" z 1927 r.: "W środkowej Europie futro przez pół roku się nosi tylko dla ciepła. Bardziej niż dla ciepła, nosi się jej jednak dla splendoru. Nic tak kobiety nie ozdabia jak futro, jedwab, koronki i klejnoty" - czytamy.
Około 1925 r. wielkie firmy futrzarskie wpadły na pomysł stworzenia nowego rodzaju okryć. Jesiennych i... letnich! Były to futra lekkie, niegrzejące, a noszone wyłącznie dla ozdoby. "Ze zwierząt dotąd lekceważonych przez kuśnierstwo powstają letnie i jesienne, najmodniejsze płaszcze. Cielaki, źrebaki, kozy, zające, konie, gazele i króliki po odpowiednim wyprawieniu zmieniają się nie do poznania. W kombinacji z futrami szlachetnymi dają efekty wprost olśniewające" - zachwycała się prasa.
Futrzarskie arcydzieła tworzyli warszawscy kuśnierze: Karmazyn na Miodowej, Apfelbaum na Marszałkowskiej, Kowalski przy Senatorskiej, Sznajdrowicz z Hożej, czy wreszcie Chowańczak przy Krakowskim Przedmieściu. To była futrzarska arystokracja. Kogo nie stać było na futro od Chowańczaka, szedł do znacznie tańszych kupców na Nalewki czy plac Krasińskich.
Wtulanie w futro
Cena futra od Arpada Chowańczaka potrafiła przyprawić o zawrót głowy. Były to jednak kuśnierskie arcydzieła finezją mogące się równać z dziełami najlepszych warszawskich jubilerów. Już sam jego sklep przy Krakowskim Przedmieściu 17 zachwycał nowoczesnością i elegancją.
Zaprojektował go Zbigniew Puget, nadając witrynom proste formy. Ponad wielkimi witrynami otoczonymi gładką ścianą z marmuru kieleckiego widniał napis z chromowanych liter: A. Chowańczak & Swie.
Chłodna, prosta architektura wnętrza stanowiła neutralne tło dla wystawianych tu futer. Sklep wypełniały modne meble z rur stalowych i szkła powstałe w Zakładach Wyrobów Metalowych Konrada Jarnuszkiewicz i Ska, obszerne kanapy o niklowanych elementach konstrukcyjnych i miękkich siedziskach, lada kasowa wyłożona fornirem orzechowym i zdobna chromoniklowymi okuciami, stalowe stoły z podnoszonymi drewnianymi blatami do wykładania futer. Były tu wreszcie duże lustra zainstalowane przez zakład szklarski Jana Szulca. Lustra nieco oszukiwały. Lekko wyszczuplały panie przeglądające się w zwierciadle.
Sklep wspominał Zbigniew Pakalski w książce "Warszawa moich wspomnień": "Nastrój był miękki i ciepły. Robiło to wrażenie, że wtulamy się w te włochate lisy różnych barw, rude, białe, srebrne i ciemnobrunatne, których pełno było we wnętrzu. Pamiętam wielobarwne pęki zawieszone tak, że na wysokości twarzy zwisały ich puszyste grzbiety i grubaśne, miękkie ogony".
Dla pięknych pań i prezydenta Mościckiego
Wielka firma futrzarska Chowańczaka powstała jeszcze w XIX wieku. Założył ją Arpad Chowańczak, który przed 1900 r. prowadził przechowalnie futer w podwórku kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Miał też zakład na Mokotowie założony w upadłej fabryce papieru Cartonage działającej na mokotowskich gruntach Franciszka Szustra. Z czasem wspólnikami Arpada stali się jego synowie - Jan Daniel i Władysław.
O warszawskich początkach firmy pisze w liście z Argentyny do Tomasza Markiewicza (prezesa Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy ZOK) Andrzej Chowańczak: "Arpad Chowańczak urodził się w Tatrach w 1863. Legenda mówi, że jego przodkowie pomagali słynnemu Janosikowi. W roku 1886 przybył do Warszawy i zaczął pracować, szyjąc futra. Założył maleńką firmę futrzarską, która z czasem bardzo się rozwinęła (...). Miała siedzibę na Krakowskim Przedmieściu, fabrykę na Puławskiej 61, i zatrudniała przeszło 500 osób. Wśród klientów figurowali: Pola Negri, Prezydent Polski Ignacy Mościcki, Ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Józef Potocki, Ambasador Wielkiej Brytanii w Warszawie, arystokrata sir Howard Kennan, figury rządowe i słynne osobistości. Firma eksportowała do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i do Chin".
Przy ulicy Koracjego
Dziś po imperium Chowańczaka nic nie pozostało. Przetrwała jednak jego willa na Mokotowie przy ul. Morskie Oko 5. Początkowo miała adres od ulicy Puławskiej 61. Potem tuż obok willi zamierzano wytyczyć nową ulicę. Koracjego, czyli dzisiejsze Morskie Oko. Warto dodać, że ów Koracji to spolszczone nazwisko wybitnego architekta doby klasycyzmu Antonio Corazziego.
Po drugiej stronie parku Szustra (wówczas od strony Puławskiej stanowiącego kłębowisko komórek, składów z wapnem i drewnem) zamierzano wytyczyć uliczkę równoległą do Koracjego. Miała ona nosić imię innego architekta epoki konstytucyjnego Królestwa Polskiego Hilarego Szpilowskiego.
Willa króla warszawskich kuśnierzy powstała zapewne po 1927 r. Malownicza, usytuowana pomiędzy ulicą Puławską a skarpą, nieopodal neogotyckiego pałacyku Szustra musiała początkowo wydawać się miejscem nieomal sielankowym. Nakryta wysokimi dachami, ożywiona toskańskimi kolumienkami z elewacją ogrodową przyozdobioną jońskimi pilastrami i półkolistym ryzalitem była urokliwym miejscem. Tuż obok od strony Puławskiej wznosiły się niskie zabudowania fabryczne, a nieco dalaj, od strony Puławskiej 61, w 1939 r. trwała budowa nowoczesnej kamienicy Chowańczaków. Przed wybuchem wojny kamienica nie została ukończona. Jej surowe żelbetowe mury, prowizorycznie zaadaptowane stały do 1944 r.
Jak pisze Andrzej Chowańczak, w czasie okupacji willa stała się ważnym miejscem na mapie konspiracyjnej Warszawy. Syn Arpada "Jan Daniel Chowańczak jeszcze przed Powstaniem skupował broń z własnych środków. Współpracował on również z prezydentem Stefanem Starzyńskim [we wrześniu 1939 r.] podczas organizacji obrony miasta Warszawy".
W siedzibie firmy na Krakowskim Przedmieściu urządzał tajne komplety, Niemcy go w końcu aresztowali i wywieźli do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. W jego willi na Mokotowie ukrywane były żydowskie rodziny przedwojennych pracowników firmy, m.in. Biegunów. "Dr Marcos Resnizky z Towarzyszenia Polsko-Żydowskiego w Argentynie podjął starania o zasadzenie w jerozolimskim instytucie Yad Washem drzewa w alei Pamięci upamiętniającego Jana Daniela Chowańczka" - czytamy w liście z Argentyny.
Dodajmy jeszcze, że w 1944 r. w pułku Baszta walczył wnuk Arpada kapral podchorąży Stanisław Chowańczak.
Koszmar z Belgijskiej
W trakcie Powstania Warszawskiego willa została zajęta przez żołnierzy 3. Plutonu Porucznika Kępińskiego ps. "Krzywosąd" z Dywizjonu Pułku Szwoleżerów Marszałka Józefa Piłsudskiego pod dowództwem Porucznika Aleksandra Tyszkiewicza ps. "Góral".
- Willę zajęliśmy nocą z 5 na 6 sierpnia. Nie było tam wówczas nikogo. Za to nie brakowało śladów zamieszkiwania przez Niemców. Pozostawione części umundurowania i dwie skrzynki francuskiego koniaku Martel - wspomina Jerzy Sienkiewicz, "Rudy" walczący wówczas w rejonie pałacyku Szustra pod dowództwem "Górala". Jak wspomina, powstańcy wypędzili wówczas Niemców, którzy wymordowali ok. 200 osób na Belgijskiej.
- Cała Belgijska zasłana była lekko nadpalonymi trupami cywili. Mniej więcej na wysokości willi Chowańczaka pamiętam martwą kobietę z dwójką małych 3-4 letnich dzieci. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z taką zbrodnią - opowiada "Rudy".
Zakochana Hanka
Andrzej Chowańczak przypomina jeszcze jeden powstańczy epizod związany z willą. Podobno znalazła w niej schronienie młoda dziewczyna Hanka. Zakochała się w powstańcu. Nocą zapragnęła podarować ukochanemu bukiet kwiatów. Gdy w białej koszuli wyszła nocą do ogrodu, by zerwać różę, dosięgła ją kula.
"Punktem obronnym ważniejszym od willi była niedokończona kamienica Chowańczaków na Puławskiej 61. Z tego miejsca został unieruchomiony m.in. niemiecki pancerny wóz bojowy" - czytamy w liście z Buenos Aires.
Jerzy Sienkiewicz opowiada z kolei, że budynek był znakomitym punktem strzelniczym.
- Chodziłem tam na takie "polowania" z kolegą. Zabieraliśmy dobre karabiny. Ja miałem mausera piechoty z długą lufą. Na obudowie miał on wybity napis Danzig 1918. Był bardzo celny. Strzelaliśmy do Niemców przebiegających Puławską kilkaset metrów dalej na wysokości domu Wedla u zbiegu z Madalińskiego - opowiada pan Sienkiewicz i mówi, że linia frontu przebiegała wówczas wzdłuż projektowanej uliczki Koracjego.
Powstańcy trzymali pobliski pałacyk Szustra, a 20 metrów dalej od strony Dworkowej były pozycje niemieckie. Niemcy wybili też otwory w ścianie szczytowej budynku u zbiegu Dworkowej i Puławskiej mieszczącej dziś pocztę. Tam mieli stanowiska broni maszynowej.
"Na Puławską, przed dom Wedla, Niemcy wyciągnęli trzepaki i zawiesili na nich dywany osłaniające ulicy. Gdy któregoś dnia czailiśmy się w kamienicy Chowańczaka, podmuch wiatru zwiał dywany. Zobaczyliśmy kilkunastu Niemców. Zaczęliśmy strzelać. Raniliśmy lub zabiliśmy trzech z nich" - wspomina Jerzy Sienkiewicz.
Zarówno willa, sąsiednia fabryka, jak i konstrukcja kamienicy przetrwały wojnę. 22 września 1944 r. niemiecki Stukas zbombardował Puławską, ale bomba zwaliła sąsiednią kamienicę przy Puławskiej 63 na rogu z Belgijską. Po wojnie kamienicę prowizorycznie ukończono i przekształcono na biura.
Los willi dopiero się warzy. Nowy właściciel zaniedbanego budynku zamierza go zburzyć i wznieść w jego miejsce apartamentowiec.
W trakcie Powstania Warszawskiego willa została zajęta przez żołnierzy 3. Plutonu Porucznika Kępińskiego ps. "Krzywosąd" z Dywizjonu Pułku Szwoleżerów Marszałka Józefa Piłsudskiego pod dowództwem Porucznika Aleksandra Tyszkiewicza ps. "Góral".
- Willę zajęliśmy nocą z 5 na 6 sierpnia. Nie było tam wówczas nikogo. Za to nie brakowało śladów zamieszkiwania przez Niemców. Pozostawione części umundurowania i dwie skrzynki francuskiego koniaku Martel - wspomina Jerzy Sienkiewicz, "Rudy" walczący wówczas w rejonie pałacyku Szustra pod dowództwem "Górala". Jak wspomina, powstańcy wypędzili wówczas Niemców, którzy wymordowali ok. 200 osób na Belgijskiej.
- Cała Belgijska zasłana była lekko nadpalonymi trupami cywili. Mniej więcej na wysokości willi Chowańczaka pamiętam martwą kobietę z dwójką małych 3-4 letnich dzieci. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z taką zbrodnią - opowiada "Rudy".
Zakochana Hanka
Andrzej Chowańczak przypomina jeszcze jeden powstańczy epizod związany z willą. Podobno znalazła w niej schronienie młoda dziewczyna Hanka. Zakochała się w powstańcu. Nocą zapragnęła podarować ukochanemu bukiet kwiatów. Gdy w białej koszuli wyszła nocą do ogrodu, by zerwać różę, dosięgła ją kula.
"Punktem obronnym ważniejszym od willi była niedokończona kamienica Chowańczaków na Puławskiej 61. Z tego miejsca został unieruchomiony m.in. niemiecki pancerny wóz bojowy" - czytamy w liście z Buenos Aires.
Jerzy Sienkiewicz opowiada z kolei, że budynek był znakomitym punktem strzelniczym.
- Chodziłem tam na takie "polowania" z kolegą. Zabieraliśmy dobre karabiny. Ja miałem mausera piechoty z długą lufą. Na obudowie miał on wybity napis Danzig 1918. Był bardzo celny. Strzelaliśmy do Niemców przebiegających Puławską kilkaset metrów dalej na wysokości domu Wedla u zbiegu z Madalińskiego - opowiada pan Sienkiewicz i mówi, że linia frontu przebiegała wówczas wzdłuż projektowanej uliczki Koracjego.
Powstańcy trzymali pobliski pałacyk Szustra, a 20 metrów dalej od strony Dworkowej były pozycje niemieckie. Niemcy wybili też otwory w ścianie szczytowej budynku u zbiegu Dworkowej i Puławskiej mieszczącej dziś pocztę. Tam mieli stanowiska broni maszynowej.
"Na Puławską, przed dom Wedla, Niemcy wyciągnęli trzepaki i zawiesili na nich dywany osłaniające ulicy. Gdy któregoś dnia czailiśmy się w kamienicy Chowańczaka, podmuch wiatru zwiał dywany. Zobaczyliśmy kilkunastu Niemców. Zaczęliśmy strzelać. Raniliśmy lub zabiliśmy trzech z nich" - wspomina Jerzy Sienkiewicz.
Zarówno willa, sąsiednia fabryka, jak i konstrukcja kamienicy przetrwały wojnę. 22 września 1944 r. niemiecki Stukas zbombardował Puławską, ale bomba zwaliła sąsiednią kamienicę przy Puławskiej 63 na rogu z Belgijską. Po wojnie kamienicę prowizorycznie ukończono i przekształcono na biura.
Los willi dopiero się warzy. Nowy właściciel zaniedbanego budynku zamierza go zburzyć i wznieść w jego miejsce apartamentowiec.
-
Puławska 61 (Morskie Oko 5)
helmut.berlin
09.02.07, 10:56
Ciekaw jestem kto jest "nowym" wlascicielem?»
-
I tak wiemy...
kamilo_82
12.02.10, 10:55
Niestety ktoś skasował mój post. Ta willa jest systematycznie niszczona, demolowana przez obecnego rzekomego "właściciela". W ubiegłym roku pracownicy firmy C wzniecili w domu pożar, aby »
-
Tak szkoda tej willi...
ossett
29.09.10, 15:54
Na artykuł trafiłam przypadkowo dopiero teraz (a przed paru laty bez skutku szukałam w internecie jakiejkolwiek informacji informacji na temat firmy Chowańczaka, bo tam pracował jako »
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


