Warszawianka do kontroli: poszukają zagubionych milionów

fus, iwo
17.11.2009 aktualizacja: 2009-11-16 21:56
A A A Drukuj
Wodny Park przynosi zyski. Duża ich część jest przekazywana na konta zadłużonego klubu Warszawianka Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
Jest wniosek do ministerstwa sportu o kontrolę klubu sportowego Warszawianka. Kwerenda miałaby dotyczyć m.in. sposobu gospodarowania milionami złotych, które w ostatnich latach trafiły na klubowe konta.
SERWISY
W reakcji na nasz tekst, w którym opisaliśmy biznesy działaczy sportowych, prześwietlenia klubu z Merliniego domaga się Paweł Poncyljusz, warszawski poseł PiS. Jak twierdzi w liście do ministra sportu Adama Giersza, byłaby to pierwsza po 1989 r. kontrola "odpowiednich organów państwowych" w mokotowskim klubie. I pisze: "Z napływających do mnie od mieszkańców informacji wynika, iż istnieje uzasadnione podejrzenie, że przez podstawione osoby oraz spółki odbywało się i nadal odbywa wyprowadzanie z Klubu korzyści finansowych dla osób prywatnych, powiązanych z nim w różny sposób. Osiągają one bowiem wysokie dochody kosztem Klubu".

- Sprawa dotyczy rodzinnych powiązań w spółce powołanej na majątku Warszawianki - precyzuje. - Jak pisaliście, prezesem Centrum Tenisa jest syn wiceprezesa klubu Janusza Jakubowskiego. Wiceprezes Jakubowski zasiada w zgromadzeniu wspólników, które nadzoruje syna i prezesa Centrum. To nie jest dobra sytuacja. Interesuje mnie, czy to jedyne powiązania rodzinne w klubie. Warto, by minister to sprawdził, tym bardziej że resort sportu był jednym z donatorów klubu - mówi Poncyljusz.

Poseł żąda też szczegółowych informacji o liczbie, bilansach i majątku wszystkich spółek powoływanych przez działaczy sportowych. Pyta, czy tego typu działalność była zgodna ze statutowymi celami klubu. "W latach 2005-09 najprawdopodobniej miało miejsce wyprowadzenie części składników Klubu poprzez zawiązywanie spółek korzystających na preferencyjnych warunkach z majątku Klubu. (...) Były one wyposażone przez klub w postaci aportu nieruchomości gruntowych i wkładów pieniężnych. Sam klub też zbywał nieruchomości gruntowe" - pisze ministrowi.

Jak podaliśmy, klub pozbył się najatrakcyjniejszych działek inwestycyjnych po cenach wielokrotnie niższych od rynkowych. Sprzedawano poza konkursem czy przetargiem.

Poncyljusz przypomina o fatalnym stanie finansów Warszawianki: niepłaconych od lat rachunkach za użytkowanie wieczyste, komorniku, który zajął jej konta, zobowiązaniach wobec firm zewnętrznych i klubowych trenerów.

Warszawianka uwłaszczona w 1992 r. na 17 ha była jednym z zamożniejszych klubów w Warszawie. Dziś zostało jej 12 ha, na których nie może budować komercyjnie. Ma jednak kompleks 29 kortów oraz kort centralny, który nadaje się na turnieje najwyższej rangi. Korzystna umowa z miastem gwarantuje klubowi zyski z pobliskiego parku wodnego. Przekazywanie pieniędzy z basenów to główny cel statutowy fundacji, która zarządza sportowym kompleksem. Dotąd Warszawianka dostała 4 mln zł. Setki tysięcy dotacji na klub płynęły latami z kasy samorządu.

Ostatnio ratusz zmienił strategię. Chce unieważnić decyzję uwłaszczeniową z 1992 r. Pozew jest już w sądzie. Jak się okazuje, klub przez lata handlował gruntami, które mają przedwojennych właścicieli. Miasto stanęło więc przed alternatywą: wypłata idących w miliony zł odszkodowań albo odebranie klubowi tego, co po kolejnych transakcjach jeszcze mu zostało.

O Warszawiankę zamierzają się także upomnieć radni PiS. - Przed najbliższą sesją zgłosimy prośbę o informację prezydent Warszawy na temat tego klubu - zapowiada lider PiS Marek Makuch.

Przeczytaj także: Jak towarzystwo inwestycyjne wydmuchało Warszawiankę



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy