Ta kamienica ma 10 lat. I ciągle jest remontowana
19.11.2009
aktualizacja: 2009-11-18 22:42
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Grzyb na ścianach, odpadający tynk z sufitów, odklejająca się klepka. Nie tego spodziewali się lokatorzy komunalni, którzy chcieli lepiej mieszkać i przenosili się do nowiutkiej czynszówki na Mokotowie z wysokim czynszem
ZOBACZ TAKŻE
- Są dodatkowe miliony na remonty kamienic (15-12-09, 09:00)
- Obcy ludzie w jednym domu, czyli stołeczne kołchozy (02-02-10, 10:00)
- Zamontowali okno. Za krótkie o 37 centymetrów! (26-11-09, 09:00)
- Strychowcy z Warszawy wciąż mają kłopoty (25-11-09, 09:00)
- Ratusz: ci z mieszkań komunalnych wcale nie są biedni (18-11-09, 09:00)
- Warszawianka do kontroli: poszukają zagubionych milionów (17-11-09, 09:00)
- Wola: 300 rodzin dostanie mieszkania komunalne (10-11-09, 08:00)
- Co dziesiąte mieszkanie komunalne wynajęte na lewo (23-10-09, 10:00)
SERWISY
Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska mieszka na siódmym piętrze bloku przy ul. Abramowskiego 9. - Od sierpnia mam remont na balkonie - pokazuje. - I wszystkie okna przygotowane do wymiany. Trzymają się tylko prowizorycznie, największe dziury pozaklejano pianką. Ale i tak wieje. Okno w kuchni omal nie wypadło z otworu.
O nowe okna mieszkańcy siódmego piętra upominali się od dawna. Te, które mają, są nieszczelne. Nowe okna miały być zamontowane u pani Alicji oraz jej sąsiadów na początku października. A potem padały kolejne terminy: jutro, pojutrze, w weekend. - Do dziś ich nie ma - skarży się pani Alicja. - Od jednego z robotników usłyszałam, że jak okna będą w grudniu, to będzie dobrze.
Nie tylko balkon i okna trzeba było w mieszkaniu poprawić. Wcześniej naprawiano inne usterki w mieszkaniu. - Wówczas poszło szybko, w dwa tygodnie uwinęli się z wymianą terakoty, poprawili spękania na ścianie - słyszymy.
"Apartamentowiec" z klepką i terakotą
Ekipy remontowe zapukały w tym roku do 44 mieszkań przy ul. Abramowskiego 9 (w budynku jest ich w sumie 48). Lokatorzy czekali na remont pięć lat. Już w 2004 r. urzędnicy mieli w rękach ekspertyzę, z której wynikało, że w lokalach trzeba usunąć usterki. Do naprawy nadawały się m.in. tynki, odparzona glazura, odklejająca się posadzka z drewna, trzeba było też usunąć grzyb. W tym roku Zakład Gospodarowania Nieruchomościami na Mokotowie ogłosił przetarg i zaczęła się naprawa.
A wszystko to w budynku, który ma dopiero dziesięć lat. Gdy czynszówkę zbudowano, gazety pisały o niej "apartamentowiec". Uchodziła za luksusową, bo choć budowana z gminnych pieniędzy, to z mieszkaniami o powierzchni ponad 80 m kw. Standard miały podnosić terakota i klepka na podłodze zamiast PCV. I świetna lokalizacja - w pobliżu stacji metra Wierzbno.
Droższa czynszówka na zamianę
Dom przy Abramowskiego to tylko jedna z sześciu czynszówek wymyślonych w dawnej gminie Centrum. Powstały wówczas domy m.in. przy ul. Marii Kazimiery na Żoliborzu i przy Ząbkowskiej i Meissnera na Pradze. W sumie to ponad 800 mieszkań o średniej powierzchni 90 m kw.
Idea urzędników gminy Centrum była taka: zamożniejsi warszawiacy mają przenosić się do lepszych i droższych czynszówek, a w zamian oddawać miastu swoje mieszkanie: komunalne, spółdzielcze, własnościowe. W ten sposób znajdą się lokale dla osób z kolejki po przydział lokalu komunalnego. Pomysł okazał się niewypałem. Czynszówki były bardzo kosztowne. Dla przykłady cena m kw. przy Abramowskiego to 4,5 tys. zł, a przy ul. Mickiewicza na Żoliborzu 5,1 tys. zł. Do tego latami w blokach stały pustostany, ponieważ brakowało chętnych. Do tej pory ratusz boryka się z wynajmowaniem mieszkań w czynszówkach na Pradze. Teraz urzędnicy szukają np. chętnych na dwupoziomowe mieszkanie o powierzchni 160 m kw. przy ul. Ząbkowskiej. I dziwią się rozmachowi dawnych włodarzy gminy Centrum.
- Ja przeprowadziłam się tutaj w 2001 r. ze starej kamienicy przy ul. Bagatela, przekazałam mieszkanie kwaterunkowe miastu - opowiada pani Alicja. - Z tego nowego jestem zadowolona, jest jasne i ładne. Byłoby dobrze, gdyby nie te remonty.
Tym bardziej że czynsz wynosił do tej pory 10 zł za m kw. W tym roku administracja zgodziła się na złotówkę obniżki z powodu usterek w mieszkaniach.
Spijamy teraz to mleko
- Co mogę powiedzieć? Dostaliśmy budynek z dobrodziejstwem inwentarza od dawnej gminy Centrum - mówi Dariusz Bieda, rzecznik ZGN Mokotów. - I spijamy teraz to mleko, które wówczas się rozlało, po tym wykonawcy i po odbiorze technicznym, który był, jaki był. Usterki usuwamy cały czas.
Wykonawca ogłosił upadłość jeszcze w trakcie obowiązywania gwarancji, samorządowi udało się zabezpieczyć tylko część pieniędzy na naprawy. Potem za remonty w czynszówce płaciła kasa miasta - to już ok. 600 tys. zł.
- Na pewno temat okien będzie załatwiony - obiecuje rzecznik Bieda. - Wybrany w przetargu wykonawca ma czas do końca listopada. Po tym terminie grożą mu drakońskie kary. Wiemy, że ma kłopoty z dostawcą okien, ale to jego problem.
O nowe okna mieszkańcy siódmego piętra upominali się od dawna. Te, które mają, są nieszczelne. Nowe okna miały być zamontowane u pani Alicji oraz jej sąsiadów na początku października. A potem padały kolejne terminy: jutro, pojutrze, w weekend. - Do dziś ich nie ma - skarży się pani Alicja. - Od jednego z robotników usłyszałam, że jak okna będą w grudniu, to będzie dobrze.
Nie tylko balkon i okna trzeba było w mieszkaniu poprawić. Wcześniej naprawiano inne usterki w mieszkaniu. - Wówczas poszło szybko, w dwa tygodnie uwinęli się z wymianą terakoty, poprawili spękania na ścianie - słyszymy.
"Apartamentowiec" z klepką i terakotą
Ekipy remontowe zapukały w tym roku do 44 mieszkań przy ul. Abramowskiego 9 (w budynku jest ich w sumie 48). Lokatorzy czekali na remont pięć lat. Już w 2004 r. urzędnicy mieli w rękach ekspertyzę, z której wynikało, że w lokalach trzeba usunąć usterki. Do naprawy nadawały się m.in. tynki, odparzona glazura, odklejająca się posadzka z drewna, trzeba było też usunąć grzyb. W tym roku Zakład Gospodarowania Nieruchomościami na Mokotowie ogłosił przetarg i zaczęła się naprawa.
A wszystko to w budynku, który ma dopiero dziesięć lat. Gdy czynszówkę zbudowano, gazety pisały o niej "apartamentowiec". Uchodziła za luksusową, bo choć budowana z gminnych pieniędzy, to z mieszkaniami o powierzchni ponad 80 m kw. Standard miały podnosić terakota i klepka na podłodze zamiast PCV. I świetna lokalizacja - w pobliżu stacji metra Wierzbno.
Droższa czynszówka na zamianę
Dom przy Abramowskiego to tylko jedna z sześciu czynszówek wymyślonych w dawnej gminie Centrum. Powstały wówczas domy m.in. przy ul. Marii Kazimiery na Żoliborzu i przy Ząbkowskiej i Meissnera na Pradze. W sumie to ponad 800 mieszkań o średniej powierzchni 90 m kw.
Idea urzędników gminy Centrum była taka: zamożniejsi warszawiacy mają przenosić się do lepszych i droższych czynszówek, a w zamian oddawać miastu swoje mieszkanie: komunalne, spółdzielcze, własnościowe. W ten sposób znajdą się lokale dla osób z kolejki po przydział lokalu komunalnego. Pomysł okazał się niewypałem. Czynszówki były bardzo kosztowne. Dla przykłady cena m kw. przy Abramowskiego to 4,5 tys. zł, a przy ul. Mickiewicza na Żoliborzu 5,1 tys. zł. Do tego latami w blokach stały pustostany, ponieważ brakowało chętnych. Do tej pory ratusz boryka się z wynajmowaniem mieszkań w czynszówkach na Pradze. Teraz urzędnicy szukają np. chętnych na dwupoziomowe mieszkanie o powierzchni 160 m kw. przy ul. Ząbkowskiej. I dziwią się rozmachowi dawnych włodarzy gminy Centrum.
- Ja przeprowadziłam się tutaj w 2001 r. ze starej kamienicy przy ul. Bagatela, przekazałam mieszkanie kwaterunkowe miastu - opowiada pani Alicja. - Z tego nowego jestem zadowolona, jest jasne i ładne. Byłoby dobrze, gdyby nie te remonty.
Tym bardziej że czynsz wynosił do tej pory 10 zł za m kw. W tym roku administracja zgodziła się na złotówkę obniżki z powodu usterek w mieszkaniach.
Spijamy teraz to mleko
- Co mogę powiedzieć? Dostaliśmy budynek z dobrodziejstwem inwentarza od dawnej gminy Centrum - mówi Dariusz Bieda, rzecznik ZGN Mokotów. - I spijamy teraz to mleko, które wówczas się rozlało, po tym wykonawcy i po odbiorze technicznym, który był, jaki był. Usterki usuwamy cały czas.
Wykonawca ogłosił upadłość jeszcze w trakcie obowiązywania gwarancji, samorządowi udało się zabezpieczyć tylko część pieniędzy na naprawy. Potem za remonty w czynszówce płaciła kasa miasta - to już ok. 600 tys. zł.
- Na pewno temat okien będzie załatwiony - obiecuje rzecznik Bieda. - Wybrany w przetargu wykonawca ma czas do końca listopada. Po tym terminie grożą mu drakońskie kary. Wiemy, że ma kłopoty z dostawcą okien, ale to jego problem.
Przeczytaj także: Ratusz: ci z mieszkań komunalnych wcale nie są biedni
-
Ta kamienica ma 10 lat. I ciągle jest remontowana
cioran11
19.11.09, 11:12
Mieszkam niedaleko i często tamtędy przechodzę. Ten budynek wyglada z zewnątrz dużo lepiej niż okoliczne "apartamentowce", w bardzo dobrej lokalizacji, bardzo ładne widoki z okien. Nigdy bym»
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


