Świadkowie o obławie na "agresywnego" psa
24.11.2009
aktualizacja: 2009-11-23 19:34
Ten list jest odpowiedzią na tekst "Obława na psa na Mokotowie" ("Gazeta Stołeczna", 22.11). I my, i inne osoby uczestniczące w wielogodzinnej akcji ratunkowej poczuliśmy się dotknięci sposobem przedstawienia zdarzeń. Chcielibyśmy podzielić się kilkoma faktami.
Około godz. 11 w Łazienkach Królewskich zauważyliśmy błąkającego się chudego owczarka niemieckiego. Bał się ludzi (w żadnym razie nie był agresywny), unikał osób dorosłych, lgnął do dzieci. Nie pozwalał się dotknąć, był zaniedbany, bardzo bojaźliwy i szukał opiekuna. (Może został wyrzucony z samochodu przy ul. Gagarina?).
Wezwaliśmy ekopatrol straży miejskiej (przy okazji warto przypomnieć numer telefonu - 986), ale tymczasem psem zainteresowała się niestety ochrona Łazienek. Czemu niestety? Otóż ochroniarze, mimo przekazanej informacji, że po psa jedzie ekopatrol, urządzili obławę. Jeżdżąc za nim w sześciu na rowerach, wygnali wilczura na środek ruchliwej ulicy Gagarina (są świadkowie). Mimo oburzenia osób, które widziały zajście, ochroniarze nie reagowali. Udało nam się ustalić, że polecenie wygnania psa poza teren parku (gdzie straży miejskiej o wiele trudniej było go złapać) dostali od zwierzchnika, a gdy poprosiliśmy, aby podali swoje nazwiska, jeden z panów odpowiedział lakonicznie: "Pocałuj mnie w dupę". To tyle o ochronie Łazienek Królewskich (Agencji Ochrony Osób i Mienia "Grom").
Przez kolejne godziny trwał pościg za coraz bardziej przerażonym psem, który mimo wycieńczenia wciąż kluczył po ulicach Dolnego Mokotowa. W pewnym momencie został (celowo, jak twierdzą świadkowie) potrącony przez kierowcę samochodu na ulicy Gagarina i dalej uciekał, krwawiąc z tylnej łapy. Wreszcie wbiegł na teren należący do BOR-u i tam dzięki uprzejmości borowców strażnicy miejscy w końcu zdołali go schwytać. Sprowadzony lekarz weterynarii wystrzelił zastrzyk uspokajający i pies został odwieziony do schroniska Na Paluchu.
Piszemy to w imieniu osób, które zaangażowały się w pomoc zwierzęciu brutalnie wypędzonemu z parku, potrąconemu, a wreszcie opisanemu jako "agresywny" pies.
PS Pies znajduje się w schronisku i czeka na swojego pana lub nowego opiekuna. Osoby, które będą dzwonić na Paluch, prosimy o podanie adresu, pod którym owczarek został złapany przez strażników - ul. Podchorążych 38.
Wezwaliśmy ekopatrol straży miejskiej (przy okazji warto przypomnieć numer telefonu - 986), ale tymczasem psem zainteresowała się niestety ochrona Łazienek. Czemu niestety? Otóż ochroniarze, mimo przekazanej informacji, że po psa jedzie ekopatrol, urządzili obławę. Jeżdżąc za nim w sześciu na rowerach, wygnali wilczura na środek ruchliwej ulicy Gagarina (są świadkowie). Mimo oburzenia osób, które widziały zajście, ochroniarze nie reagowali. Udało nam się ustalić, że polecenie wygnania psa poza teren parku (gdzie straży miejskiej o wiele trudniej było go złapać) dostali od zwierzchnika, a gdy poprosiliśmy, aby podali swoje nazwiska, jeden z panów odpowiedział lakonicznie: "Pocałuj mnie w dupę". To tyle o ochronie Łazienek Królewskich (Agencji Ochrony Osób i Mienia "Grom").
Przez kolejne godziny trwał pościg za coraz bardziej przerażonym psem, który mimo wycieńczenia wciąż kluczył po ulicach Dolnego Mokotowa. W pewnym momencie został (celowo, jak twierdzą świadkowie) potrącony przez kierowcę samochodu na ulicy Gagarina i dalej uciekał, krwawiąc z tylnej łapy. Wreszcie wbiegł na teren należący do BOR-u i tam dzięki uprzejmości borowców strażnicy miejscy w końcu zdołali go schwytać. Sprowadzony lekarz weterynarii wystrzelił zastrzyk uspokajający i pies został odwieziony do schroniska Na Paluchu.
Piszemy to w imieniu osób, które zaangażowały się w pomoc zwierzęciu brutalnie wypędzonemu z parku, potrąconemu, a wreszcie opisanemu jako "agresywny" pies.
PS Pies znajduje się w schronisku i czeka na swojego pana lub nowego opiekuna. Osoby, które będą dzwonić na Paluch, prosimy o podanie adresu, pod którym owczarek został złapany przez strażników - ul. Podchorążych 38.
Od redakcji: Informacje o poszukiwaniach "agresywnego" psa na terenie jednostki BOR dostaliśmy od straży miejskiej. Stąd w artykule znalazł się opis tylko ostatnich kilkudziesięciu minut zdarzenia. Wczoraj od Zdzisława Obiedzińskiego, szefa ochrony w Łazienkach Królewskich, usłyszeliśmy, że sprawa jest wyjaśniana. - W poniedziałek nie ma w pracy ochroniarzy, którzy byli w niedzielę. Chcę najpierw spytać o ich wersję wydarzeń - mówi Obiedziński.
Przeczytaj także: Obława na psa za zgodą BOR-u
-
Piszcie do Łazienek z prośbą o wyjaśnienie
nowotkomarceli4
24.11.09, 07:44
Niech każdy napisze krótki mail do Łazienek Królewskich (na "kontakt"), w którym wyrazi swoje oburzenie oraz poprosi o wyjaśnienie tej sytuacji. »
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


