Radni o Warszawiance, czyli cienie nad klubem
27.11.2009
aktualizacja: 2009-11-26 22:41
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
- Chodzi tu o cienie ostatnich lat, niejasne sprawy nieruchomościowe, a nie chwalebną historię sportu - mówił w czwartek Marek Makuch, lider PiS w radzie miasta, po informacji ratusza o wygranym procesie z klubem Warszawianka.
ZOBACZ TAKŻE
- Ratusz chce odebrać działkę wartą miliard złotych (10-12-09, 10:00)
- Kto utopił miliony w basenie przy Łabiszyńskiej? (29-01-10, 09:00)
- Warszawianka pod lupą ministra sportu (21-12-09, 09:00)
- Warszawscy radni będą mieć społecznych asystentów? (11-12-09, 10:00)
- "PiS zasłużył na mniej niż zero" (04-12-09, 10:00)
- Radni podwyższyli podatki lokalne - jak co roku (27-11-09, 10:00)
- Poranne korki w Warszawie: wyjątkowo niewielkie (27-11-09, 08:42)
- Wyrok bez precedensu: Warszawianka traci ogromny majątek (26-11-09, 09:00)
- Warszawianka do kontroli: poszukają zagubionych milionów (17-11-09, 09:00)
- Jak towarzystwo inwestycyjne wydmuchało Warszawiankę (16-11-09, 10:00)
- Ratusz kontra Warszawianka: nie będzie "wiecie rozumiecie" (04-11-09, 09:00)
SERWISY
Doszło do niecodziennego zdarzenia. Makuch niemal cały dzień atakował rządzącą Warszawą Platformę Obywatelską, by pod koniec skomplementować urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz: - Dzięki Bogu sąd podjął korzystną decyzję dla warszawiaków. Ratusz wygrał, potrafimy to docenić - stwierdził.
Chodzi o bezprecedensowy wyrok. Wczoraj "Gazeta" napisała, że sąd unieważnił akt notarialny z 1992 r., który przekazywał Warszawiance 17 hektarów między ul. Merliniego a Piaseczyńską na Mokotowie. - Akt miał wadę prawną. Poza tym okazało się, że aż do czterech hektarów są roszczenia byłych właścicieli - informował radnych Marcin Bajko, szef miejskiego biura gospodarki nieruchomościami. - Roszczenia istniały od 1949 r. Muszę przyznać z żalem, że w momencie podpisywania altu notarialnego nie były rozpatrzone.
Wady prawne to niejedyny powód sporu ratusza z klubem Warszawianka. Ten latami nie płacił za użytkowanie wieczyste gruntu. Długi szły w miliony złotych i miasto musiało wysłać komornika. Wtedy okazało się, że klub ma kłopoty finansowe. Nie dotyczyło to jednak tworzonych przez niego spółek. Jak pisaliśmy, właśnie na nie klubowicze scedowali najatrakcyjniejsze grunty inwestycyjne, które potem sprzedali.
Dziś Warszawianka ma już tylko 12 hektarów. Pozostałe zajęły park wodny i apartamentowiec. Na pustych jeszcze działkach prywatni inwestorzy planują hotele i pensjonaty.
- Czy miasto przeprowadziło kiedykolwiek kontrolę klubu? - dopytywali radni PiS.
- Nie - odparł Marcin Bajko.
Ryszard Fijałkowski, prezes Warszawianki, narzekał, że "na żadnym etapie nikt z miasta, a w szczególności dyrektor Bajko, nie skontaktował się klubem, aby wyjaśnić problemy z wadliwym aktem notarialnym w trybie roboczym". Potem ostrzegł, że jeśli miasto odbierze klubowi grunt, ten zażąda odszkodowań - 7 mln zł płaconego przez lata podatku od nieruchomości i 20 mln zł za inwestycje, głównie w korty tenisowe, w tym centralny, na którym można rozgrywać zawody światowej rangi. - Odwołam się od niekorzystnej dla nas decyzji i najpewniej wygramy - zapowiedział Fijałkowski. - Szkoda, że musimy targać się po sądach - podsumował.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Chodzi o bezprecedensowy wyrok. Wczoraj "Gazeta" napisała, że sąd unieważnił akt notarialny z 1992 r., który przekazywał Warszawiance 17 hektarów między ul. Merliniego a Piaseczyńską na Mokotowie. - Akt miał wadę prawną. Poza tym okazało się, że aż do czterech hektarów są roszczenia byłych właścicieli - informował radnych Marcin Bajko, szef miejskiego biura gospodarki nieruchomościami. - Roszczenia istniały od 1949 r. Muszę przyznać z żalem, że w momencie podpisywania altu notarialnego nie były rozpatrzone.
Wady prawne to niejedyny powód sporu ratusza z klubem Warszawianka. Ten latami nie płacił za użytkowanie wieczyste gruntu. Długi szły w miliony złotych i miasto musiało wysłać komornika. Wtedy okazało się, że klub ma kłopoty finansowe. Nie dotyczyło to jednak tworzonych przez niego spółek. Jak pisaliśmy, właśnie na nie klubowicze scedowali najatrakcyjniejsze grunty inwestycyjne, które potem sprzedali.
Dziś Warszawianka ma już tylko 12 hektarów. Pozostałe zajęły park wodny i apartamentowiec. Na pustych jeszcze działkach prywatni inwestorzy planują hotele i pensjonaty.
- Czy miasto przeprowadziło kiedykolwiek kontrolę klubu? - dopytywali radni PiS.
- Nie - odparł Marcin Bajko.
Ryszard Fijałkowski, prezes Warszawianki, narzekał, że "na żadnym etapie nikt z miasta, a w szczególności dyrektor Bajko, nie skontaktował się klubem, aby wyjaśnić problemy z wadliwym aktem notarialnym w trybie roboczym". Potem ostrzegł, że jeśli miasto odbierze klubowi grunt, ten zażąda odszkodowań - 7 mln zł płaconego przez lata podatku od nieruchomości i 20 mln zł za inwestycje, głównie w korty tenisowe, w tym centralny, na którym można rozgrywać zawody światowej rangi. - Odwołam się od niekorzystnej dla nas decyzji i najpewniej wygramy - zapowiedział Fijałkowski. - Szkoda, że musimy targać się po sądach - podsumował.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Przeczytaj także: Ratusz kontra Warszawianka: nie będzie "wiecie rozumiecie"
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


