Ratusz do kupców: Teraz namioty zamiast parasoli
04.12.2009
aktualizacja: 2009-12-03 21:25
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Nowe pomysły urzędników na ucywilizowanie handlu: jednolite kremowe namioty z logo Warszawy. Być może sukces już jest - choć pilotażowo miały pojawić się tylko na Mokotowie, można je dostrzec także w innych dzielnicach. Handlarze wychodzą z szarej strefy?
ZOBACZ TAKŻE
- Kupcy z KDT zapraszają na zakupy do CDC (26-02-10, 10:00)
- Zaczęli kopać pod bazar przy Marywilskiej (16-01-10, 13:00)
- Zdemontowali rzeźby z Kasprzaka. Ale wrócą. (08-12-09, 12:38)
- Komornik zajmie się 3 tysiącami nielegalnych handlarzy (08-12-09, 09:00)
- Zatrzymana za handel podrobionymi dresami pod stadionem (29-11-09, 11:12)
- To już pewne: Kupcy z KDT w wieżowcu Millennium Plaza (20-10-09, 14:24)
- Kupcy zostali na stadionie. Będzie nowa wojna? (01-10-09, 12:22)
- Kwitnie nielegalny handel podręcznikami (14-09-09, 09:00)
Poprzedni pomysł ratusza zakończył się spektakularną klapą. Sposobem na nielegalny handel miały być miejskie parasole - jasnokremowe, z kolorową syrenką i logo "Zakochaj się w Warszawie". Przygotowano ich ponad tysiąc. Ale zgłosiło się po nie zaledwie kilkunastu handlarzy. Być może odstraszyło ich to, że razem z parasolem otrzymywali miejscówkę, czyli jedno z wyznaczonych przez urzędników miejsc, którego nie mogli zmienić. Skarżyli się również na to, że parasole są niepraktyczne, "przepuszczają słońce, od którego więdną kwiaty", i że są za małe. Problem powierzchni udało się załatwić - najnowsza propozycja ratusza to zastąpienie małych parasoli dużymi namiotami, w których będą urządzane legalne stoiska. Jak niedawno napisało "Życie Warszawy", na pierwszy ogień ma pójść Mokotów. Dziesiątki nielegalnych handlarzy szczelnie oblepiających chodnik przy wyjściu z metra Wilanowska miałoby się przenieść nieco dalej - na ul. Bukowińską. Jeśli się uda na Mokotowie, kremowe namioty pojawią się w całym mieście. Jest tylko jeden kłopot - choć namioty w proponowanym przez miasto wzorze można kupić w wielu firmach, to trzeba to zrobić za własne pieniądze - ok. 500 zł. Miasto zapewni tylko logo "Zakochaj się w Warszawie" do umieszczenia na ścianie namiotu.
Ale okazuje się, że część dotychczas handlujących nielegalnie podchwyciła pomysł ratusza. Namioty w wymaganym przez ratusz kolorze écru pojawiły się m.in. na Woli. Jedno z takich stoisk zaobserwowaliśmy na rogu ulic Płockiej i Wolskiej. To stoisko owocowo-warzywne. O dziwo, oprócz namiotu sprzedający w nim pan Maciej ma także zapomniany już gdzie indziej miejski parasol z logo i przyczepioną do niego solidną kartką z numerem zezwolenia na handel.
Rozmowa z Maciejem Okrzejukiem, właścicielem stoiska z warzywami na rogu ul. Wolskiej i Płockiej.
Grzegorz Lisicki: Legalista z pana. Parasol z logo "Zakochaj się w Warszawie", numer zezwolenia, namiot w kolorze żądanym przez miasto...
Maciej Okrzejuk: No namiot legalny, ale to urzędnicy poradzili, żeby taki kupić. Już taki jeden mam, w niebiesko-białe pasy. Poszedłem do urzędu starać się o miejsce handlowe, a tam mi powiedzieli, że kremowy jest bardziej ”miejski”. No i przydaje się na jesień, jak wiatr albo deszcz zacina. Komponuje się też z parasolem.
To pan woli legalnie handlować.
- Poprzednio stałem nielegalnie, ale miałem dość ganiania się z urzędnikami. Strasznie się zrobiło ostatnio, męczyli człowieka co chwila. Nigdzie nie można było stanąć, bo towar zabierali, a jak miałem marchewkę czy truskawki, to wiadomo, że na zmarnowanie pójdzie.
A straż miejska?
- Mandaty to ja w nosie miałem, żadnego nie zapłaciłem. Skarbówka też nie ścigała. Ale w końcu sąd grodzki zdecydował, że mi za to wszystko grozi areszt. Poprosiłem o prace społeczne. Odpracowałem i stwierdziłem, że dość tego.
I jak się pan znalazł na Płockiej?
Wysłałem pismo do urzędu dzielnicy o wyznaczenie miejsca, rada dzielnicy się zgodziła i wszystko. Handluję.
Opłaca się "na legalu"?
- Wychodzi na to samo, jak stałem nielegalnie, to mi się też opłacało. I dalej bym handlował. Ale mam już 35 lat na karku, a teraz przynajmniej mi się liczy to stanie do wysługi lat, emerytury itp. Co prawda muszę płacić ZUS i podatki, ale mam spokój od urzędników i straży miejskiej.
Rozdaje pan ulotki, że w promieniu do 2 km rozwozi pan owocowo-warzywne zamówienia. To pana autorski pomysł?
Tak, stałem pod namiotem i wymyśliłem. A wzięło się stąd, że raz mnie jedna pani poprosiła o dostawę worka ziemniaków. Przed zimą ludzie dużo kupują: marchewki, kapustę, ziemniaki. No to ja im po południu mogę zawieźć te rzeczy pod drzwi za jedyne 30 zł.
Ale okazuje się, że część dotychczas handlujących nielegalnie podchwyciła pomysł ratusza. Namioty w wymaganym przez ratusz kolorze écru pojawiły się m.in. na Woli. Jedno z takich stoisk zaobserwowaliśmy na rogu ulic Płockiej i Wolskiej. To stoisko owocowo-warzywne. O dziwo, oprócz namiotu sprzedający w nim pan Maciej ma także zapomniany już gdzie indziej miejski parasol z logo i przyczepioną do niego solidną kartką z numerem zezwolenia na handel.
Rozmowa z Maciejem Okrzejukiem, właścicielem stoiska z warzywami na rogu ul. Wolskiej i Płockiej.
Grzegorz Lisicki: Legalista z pana. Parasol z logo "Zakochaj się w Warszawie", numer zezwolenia, namiot w kolorze żądanym przez miasto...
Maciej Okrzejuk: No namiot legalny, ale to urzędnicy poradzili, żeby taki kupić. Już taki jeden mam, w niebiesko-białe pasy. Poszedłem do urzędu starać się o miejsce handlowe, a tam mi powiedzieli, że kremowy jest bardziej ”miejski”. No i przydaje się na jesień, jak wiatr albo deszcz zacina. Komponuje się też z parasolem.
To pan woli legalnie handlować.
- Poprzednio stałem nielegalnie, ale miałem dość ganiania się z urzędnikami. Strasznie się zrobiło ostatnio, męczyli człowieka co chwila. Nigdzie nie można było stanąć, bo towar zabierali, a jak miałem marchewkę czy truskawki, to wiadomo, że na zmarnowanie pójdzie.
A straż miejska?
- Mandaty to ja w nosie miałem, żadnego nie zapłaciłem. Skarbówka też nie ścigała. Ale w końcu sąd grodzki zdecydował, że mi za to wszystko grozi areszt. Poprosiłem o prace społeczne. Odpracowałem i stwierdziłem, że dość tego.
I jak się pan znalazł na Płockiej?
Wysłałem pismo do urzędu dzielnicy o wyznaczenie miejsca, rada dzielnicy się zgodziła i wszystko. Handluję.
Opłaca się "na legalu"?
- Wychodzi na to samo, jak stałem nielegalnie, to mi się też opłacało. I dalej bym handlował. Ale mam już 35 lat na karku, a teraz przynajmniej mi się liczy to stanie do wysługi lat, emerytury itp. Co prawda muszę płacić ZUS i podatki, ale mam spokój od urzędników i straży miejskiej.
Rozdaje pan ulotki, że w promieniu do 2 km rozwozi pan owocowo-warzywne zamówienia. To pana autorski pomysł?
Tak, stałem pod namiotem i wymyśliłem. A wzięło się stąd, że raz mnie jedna pani poprosiła o dostawę worka ziemniaków. Przed zimą ludzie dużo kupują: marchewki, kapustę, ziemniaki. No to ja im po południu mogę zawieźć te rzeczy pod drzwi za jedyne 30 zł.
Przeczytaj także: Hala KDT tania jak barszcz: 100 tys. zamiast 10 mln
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


