Kolejna przedwojenna willa zagrożona wyburzeniem
09.01.2010
aktualizacja: 2010-01-08 21:04
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Zabytkowemu domowi przedwojennego aktora Władysława Waltera na Sadybie grozi rozbiórka. Prywatny właściciel planuje tu nowy budynek.
ZOBACZ TAKŻE
- Podejrzany pożar willi zbada prokurator (17-04-09, 11:00)
- Przedwojenny dom znów w płomieniach (16-04-09, 10:00)
- Gorące noce w Willi Żoliborz (05-04-09, 19:19)
- Nie wolno burzyć historii. Nie dopuścimy do tego! - zapowiada Andrzej Łokaj z zarządu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasta Ogród Sadyba.
W zimowej aurze willa wygląda jak tajemniczy dom z planu filmowego. - Jest jedną z trzech, które zbudowano przed wojną w tej części Sadyby - przypomina Maria Sołtys, architekt związana z Sadybą. Willa powstała po 1929 r. dla aktora Władysława Waltera i jego żony Marii. Modernistyczny budynek imponował rozmiarami. Wciąż ujmuje dobrymi proporcjami. Uwagę zwraca zjazd do garażu z zamurowaną dziś bramą. - Walter, który zagrał przed wojną w wielu filmach, był zamożny. Miał własny samochód, był też bawidamkiem - podpowiada Maria Sołtys.
- Chcielibyśmy na elewacji budynku wyświetlać filmy, w których występował, m.in. "Złotą Maskę" i "Młody las" - dodaje Andrzej Łokaj. W tym ostatnim pozostawił po sobie niezapomnianą rolę skorumpowanego woźnego w rosyjskim gimnazjum.
Po wojnie budynek przejęło państwo dekretem Bieruta. W 1998 r. po trwających niecały rok staraniach odzyskał go Roman Kloc, który wcześniej przejął roszczenia do nieruchomości od spadkobierców dawnych właścicieli. - Dom jest w fatalnym stanie - ocenia. - W przyszłości chcę go przekazać synowi i jego rodzinie. Być może trzeba go będzie zburzyć i zbudować w jego miejscu nowy o podobnej architekturze. Może też być całkiem współczesny.
W trakcie rozmowy z "Gazetą" wycofuje się z tych planów. - Dom stoi w strefie ochrony konserwatorskiej miasta ogrodu Sadyba, zatem bez uzgodnień z konserwatorami nic nie zrobię - uspokaja. I dodaje, że dopóki mieszka w nim lokatorka, jest czas, żeby się zastanowić nad przyszłością willi.
To samotna pani Zdzisława, która przy Iwonickiej 40 żyje od 30 lat. Boi się, że czeka ją poniewierka. Wprowadziła się do kwaterunkowego mieszkania męża, który mieszkał tam od zakończenia wojny z rodzicami. Gdy władze Mokotowa przekazały budynek w prywatne ręce, była zaskoczona. Ciężko chora emerytka nie płaciła za 46-metrowe lokum tyle, ile chciał właściciel. - Daję 150 zł, a on żąda 551 zł - opowiada. - A w mieszkaniu nie ma centralnego ogrzewania ani ciepłej wody.
Właściciel złożył przeciw niej pozew do sądu. A ten orzekł eksmisję z mieszkania bez prawa do lokalu socjalnego. Nakazał też spłacić dług. - Miałem pięciu lokatorów - opowiada Roman Kloc. - Z czterema rodzinami doszedłem do ugody, proponując im mieszkania. Ostatniej lokatorce proponuję dożywotnio najem mieszkania na Sielcach z naprawdę niskim czynszem - zapewnia.
Pani Zdzisława boi się podwyżek czynszu. O pomoc do miasta dotąd nie wystąpiła. - Nie wiedziałam, że mogę - mówi.
Tymczasem w lipcu zeszłego roku Rada Warszawy przyjęła nowe przepisy dotyczące lokatorów komunalnych w reprywatyzowanych kamienicach. Części z nich umożliwiają one starania o przydział mieszkania miejskiego. - Ta pani powinna przyjść do naszego wydziału zasobów lokalowych, który pozna dokładnie jej sytuację i oceni, czy można jej pomóc - proponuje rzecznik Mokotowa Jacek Dzierżanowski. - Szkoda, że dotąd nie przyszła do urzędu.
W zimowej aurze willa wygląda jak tajemniczy dom z planu filmowego. - Jest jedną z trzech, które zbudowano przed wojną w tej części Sadyby - przypomina Maria Sołtys, architekt związana z Sadybą. Willa powstała po 1929 r. dla aktora Władysława Waltera i jego żony Marii. Modernistyczny budynek imponował rozmiarami. Wciąż ujmuje dobrymi proporcjami. Uwagę zwraca zjazd do garażu z zamurowaną dziś bramą. - Walter, który zagrał przed wojną w wielu filmach, był zamożny. Miał własny samochód, był też bawidamkiem - podpowiada Maria Sołtys.
- Chcielibyśmy na elewacji budynku wyświetlać filmy, w których występował, m.in. "Złotą Maskę" i "Młody las" - dodaje Andrzej Łokaj. W tym ostatnim pozostawił po sobie niezapomnianą rolę skorumpowanego woźnego w rosyjskim gimnazjum.
Po wojnie budynek przejęło państwo dekretem Bieruta. W 1998 r. po trwających niecały rok staraniach odzyskał go Roman Kloc, który wcześniej przejął roszczenia do nieruchomości od spadkobierców dawnych właścicieli. - Dom jest w fatalnym stanie - ocenia. - W przyszłości chcę go przekazać synowi i jego rodzinie. Być może trzeba go będzie zburzyć i zbudować w jego miejscu nowy o podobnej architekturze. Może też być całkiem współczesny.
W trakcie rozmowy z "Gazetą" wycofuje się z tych planów. - Dom stoi w strefie ochrony konserwatorskiej miasta ogrodu Sadyba, zatem bez uzgodnień z konserwatorami nic nie zrobię - uspokaja. I dodaje, że dopóki mieszka w nim lokatorka, jest czas, żeby się zastanowić nad przyszłością willi.
To samotna pani Zdzisława, która przy Iwonickiej 40 żyje od 30 lat. Boi się, że czeka ją poniewierka. Wprowadziła się do kwaterunkowego mieszkania męża, który mieszkał tam od zakończenia wojny z rodzicami. Gdy władze Mokotowa przekazały budynek w prywatne ręce, była zaskoczona. Ciężko chora emerytka nie płaciła za 46-metrowe lokum tyle, ile chciał właściciel. - Daję 150 zł, a on żąda 551 zł - opowiada. - A w mieszkaniu nie ma centralnego ogrzewania ani ciepłej wody.
Właściciel złożył przeciw niej pozew do sądu. A ten orzekł eksmisję z mieszkania bez prawa do lokalu socjalnego. Nakazał też spłacić dług. - Miałem pięciu lokatorów - opowiada Roman Kloc. - Z czterema rodzinami doszedłem do ugody, proponując im mieszkania. Ostatniej lokatorce proponuję dożywotnio najem mieszkania na Sielcach z naprawdę niskim czynszem - zapewnia.
Pani Zdzisława boi się podwyżek czynszu. O pomoc do miasta dotąd nie wystąpiła. - Nie wiedziałam, że mogę - mówi.
Tymczasem w lipcu zeszłego roku Rada Warszawy przyjęła nowe przepisy dotyczące lokatorów komunalnych w reprywatyzowanych kamienicach. Części z nich umożliwiają one starania o przydział mieszkania miejskiego. - Ta pani powinna przyjść do naszego wydziału zasobów lokalowych, który pozna dokładnie jej sytuację i oceni, czy można jej pomóc - proponuje rzecznik Mokotowa Jacek Dzierżanowski. - Szkoda, że dotąd nie przyszła do urzędu.
Przeczytaj także: Spektakularny remont na Pradze: remiza odzyskała wieżę
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


