Mieszkańcy bez wody, właściciele budynku bez pieniędzy

Małgorzata Zubik
21.02.2010 aktualizacja: 2010-02-19 21:08
A A A Drukuj
kurki fot.
Mieszkańcy domu w al. Promienistych na Mokotowie prawie dwa tygodnie są bez wody. Właścicielka budynku mówi, że zaworu nie odkręci, choćby miała pójść do więzienia. Bo na wodę jej nie stać, a nie wszyscy za nią płacą.
SERWISY
- Zrobiło się strasznie - mówi pani Grażyna. - Wodę nosimy od sąsiadów, ale jak długo tak można żyć? Do tego dach jest jak sito, w mieszkaniu mamy grzyb.

Willa przy al. Promienistych kilkadziesiąt lat temu musiała być piękna. Po wojnie przejęło ją państwo, a do czterech dużych mieszkań wprowadziło lokatorów z tzw. kwaterunku. Administracja o budynek nie dbała. Lokatorzy na własną rękę wymieniali okna, w kaflowych piecach zakładali elektryczne grzałki. Jedno z mieszkań na parterze latami stało puste. Jest zdewastowane. Cały budynek się rozpada. W prywatnych rękach jest od czterech lat. Latami ciągną się procesy między trojgiem współwłaścicieli nieruchomości a lokatorami, których samorząd pozbył się razem z budynkiem.

Płacą tyle, ile mogą

To jedna z wielu dramatycznych historii, które dzieją się w Warszawie, gdy miasto zwraca nieruchomości dawnym właścicielom. - Kilka lat walki o mieszkanie zniszczyło naszą rodzinę - opowiada pani Grażyna, która zamieszkała w al. Promienistych u męża i jego rodziny. - Teść dostał przydział w latach 50. A my staliśmy się z dnia na dzień intruzami, osobami mieszkającymi tu bezprawnie. Nie możemy się z tym pogodzić. Chętnie się wyprowadzimy, ale nie stać nas ani na własne mieszkanie, ani na wynajem na wolnym rynku.

Pani Grażyna pracuje w służbie zdrowia, mąż jest inwalidą po udarze. Dwie córki studiują. Wiążą jakoś koniec z końcem, ale na czynsz 1,2 tys. zł, którego domagali się właściciele, nie stać ich. - Nie było miesiąca, żebyśmy nie płacili za mieszkanie - słyszymy. - Płacimy tyle, ile naliczała nam administracja. Inni przestali w ogóle płacić po niekorzystnych dla siebie wyrokach sądowych.

W efekcie awaria stała się pretekstem do zakręcenia kurka z wodą na dobre. - Nie ma żadnej możliwości, żebym odkręciła wodę - mówi nam właścicielka budynku. - Jestem emerytką, dwoje pozostałych właścicieli również. Potrzebuję pieniędzy na leki, nie stać mnie na to, żeby płacić za wodę dla lokatorów. Bo oni za nią nie płacą.

Starszej pani łamie się głos. Opowiada, że dostaje za budynek niecałe 350 zł od jedynej rodziny, która cokolwiek płaci. - Lokatorzy mają tylko wymagania, a z czego ja mam zrobić jakikolwiek remont? - pyta właścicielka. - Płacę za sprzątanie, wywóz śmieci, bo ciąży na mnie prawo.

Gdzie ta sprawiedliwość

Właścicielka opowiada, jak w 1947 r. władza zabrała budynek - pięknie wyremontowany po zniszczeniach wojennych. I działkę o powierzchni 800 m kw., z której odzyskała tylko połowę. Opłata za użytkowanie - urzędnikom nie spieszy się z przekształceniem we własność - kosztuje 2,6 tys. zł rocznie, do tego właściciele płacą kilkaset złotych podatku od nieruchomości.

- Niech mnie oskarżą o wszystko, co chcą. A jak mi dadzą wyrok o karze finansowej, to poproszę o więzienie, niech się cała Polska dowie, jaka jest sprawiedliwość - mówi twardo właścicielka nieruchomości.

Po naszej interwencji w sprawę zaangażują się władze Mokotowa. - Zdaniem burmistrza takie zachowanie, to skandal - mówi nam rzecznik dzielnicy Jacek Dzierżanowski. - To, że budynek jest prywatny, nie oznacza, że nie obowiązuje tam ustawa o ochronie praw lokatorów. Wyślemy tam komisję z mokotowskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która zbada sytuację i określi, czy i w jaki sposób możemy lokatorom pomóc - słyszymy.

Pani Grażyna w poniedziałek spotyka się z urzędnikami z wydziału zasobów lokalowych. Jej rodzina kwalifikuje się do przydziału mieszkania komunalnego dla niezamożnych, ale brakowało im wypowiedzenia umowy najmu. A to dlatego, że właściciele dotąd nie uznawali ich za lokatorów.

Przeczytaj także: Urzędnicy oblężeni przez lokatorów kamienicy bez gazu



Mokotów

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy