Zakład fryzjerski z tradycjami padł przez urzędników

Małgorzata Zubik
25.02.2010 aktualizacja: 2010-02-24 20:20
A A A Drukuj
Pani Elżbieta w swoim zamkniętym salonie Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Zakład fryzjerski przy Chełmskiej padł, bo choć ma za sobą kilkadziesiąt lat tradycji, musiał przestać przyjmować klientki. To dlatego, że urzędnicy przez pięć lat nie podjęli decyzji dotyczącej lokalu.
SERWISY
Pani Elżbieta ma za sobą 50 lat pracy w zawodzie. Policzyła, że w tej sprawie powstało 51 pism. Dziesiątki razy dzwoniły telefony. - A efekt jest opłakany - mówi. - Musiałam zawiesić działalność i zwolnić parę osób. Jeszcze trochę i stracę wszystkie klientki. Walczę o zakład dla nich, bo strzyżemy tanio i układamy włosy w taki sposób, do jakiego starsze panie są przywiązane.

Do niedawna przy ul. Chełmskiej 36 działały jedynie fryzjer i Kebab. Lokatorów nie ma, bo dzielnica musiała wyprowadzić ich z powodu złego stanu technicznego budynku, na który administracja żałowała pieniędzy. Zakład fryzjerski został wbrew decyzji nadzoru budowlanego dlatego, że lokal (jedyny prywatny w budynku) należy do pani Elżbiety. Część z prawie 47 m kw. podnajęła jakiś czas temu pod gastronomię, w pozostałej urządziła już przed laty zaplecze z sanitariatem. Strzyżenie odbywało się w wynajmowanych od miasta, ale połączonych z jej częścią pomieszczeniach.

Co robić, gdy trzeba wynieść się z własnego lokalu z powodu współwłaściciela? Pani Elżbieta zaproponowała urzędnikom z Mokotowa już w 2001 r. zamianę na inny miejski lokal. I strzygła dalej w starym. Potem jednak administracja wymówiła jej najem. I odcięła ogrzewanie.

Wówczas pani Elżbieta poprosiła znowu o zamianę, tym razem na konkretny lokal przy Chełmskiej 24a. Kiedyś był tam sklep spożywczy, od ponad czterech lat to pustostan. - Klientki są z okolic, gdybym przeniosła zakład w inne miejsce, nie miałabym szans - wyjaśnia pani Elżbieta.

Wydawało się, że pomysł spodobał się urzędnikom, bo zapłacili za wycenę lokali. Ale na tym się skończyło. Potem korespondencję wymieniali m.in. urzędnicy Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, dzielnicy Mokotów, biur Gospodarki Nieruchomościami oraz Polityki Lokalowej. Ci z Mokotowa nie wiedzieli, czy zamiana jest dozwolona. Pytali tych z ratusza. W ratuszu zajmowali się sprawą nie ci, co trzeba. - Schodziliśmy nogi, dokumentacja zginęła, jechaliśmy za nią na pl. Starynkiewicza, a tam pytali nas, dokąd ją przesłać. Skąd my mamy wiedzieć? - pyta mąż pani Elżbiety.

Urzędnicy wciąż upominali ją, by wyprowadziła się z Chełmskiej. Latem 2007 r. zdawało się, że finał jest bliski. Do burmistrza napisał Marcin Bajko, szef biura gospodarki nieruchomościami: zamiana ma być załatwiona pilnie, bo nieruchomość przy Chełmskiej 36 będzie sprzedana w przetargu.

Dlaczego do dziś nic z tego nie wyszło? Rzecznik Mokotowa Jacek Dzierżanowski przekonuje, że sprawa jest w rękach pani Elżbiety. - Lokal przy ul. Chełmskiej 24 to jedno z zaproponowanych rozwiązań i czekający na ich decyzję od lat. Pani mogłaby wykupić go od miasta, oddając w rozliczeniu swój lokal i dopłacając pewną kwotę. Zamiana bez dopłaty nie jest możliwa, bo lokal miasta jest więcej wart niż położony w budynku wyłączonym z eksploatacji.

Pani Elżbieta i jej mąż są oburzeni: - Liczymy się z tym, że trzeba będzie dopłacić, jakoś dojdziemy do porozumienia. Dotąd jednak nikt nie zaproponował, ile mielibyśmy zapłacić, nikt nie napisał, że na zamianę się zgadza.

Ponad dwa tygodnie temu zakład fryzjerski został zamknięty. Pękła rura, a remont nie ma zdaniem urzędników sensu. Pani Elżbieta znowu napisała do władz Mokotowa, że prosi o zamianę. Co na to w urzędzie? Rzecznik mówi, że czekają na... ostateczną decyzję właścicielki zakładu fryzjerskiego.

Przeczytaj także: Koniec z nielegalnymi reklamami na zabytkach



Mokotów

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy