W ekskluzywnych osiedlach też kup nie sprzątają

Grzegorz Lisicki
05.03.2010 aktualizacja: 2010-03-07 23:45
A A A Drukuj
Takie widoki można zastać na chodnikach w Miasteczku Wilanów Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Byt nie określił świadomości - mieszkańcy ekskluzywnych domów w Miasteczku Wilanów czy Marinie Mokotów też nie kwapią się do sprzątania po swoich psach
W wejściu do Miasteczka Wilanów (czyli na drewnianych schodów obok przystanku autobusowego) wita nas kobieta w kaloszach i z dużym psem na smyczy. Wyprowadziła zwierzaka poza osiedle. Gdy pies się załatwia, kobieta czyści kalosze (z błota?) w roztapiającym się śniegu. My wdrapujemy się po schodach i ruszamy na spacer między domami. Ulica Sarmacka: psy, które w domu jedzą i piją, właśnie tu przychodzą pozostawić produkty uboczne. W śniegu i na jezdni z kostki brukowej tkwi kilkanaście kup. Oto aż cztery egzemplarze obok siebie.

Domy w Miasteczku Wilanów są budowane nowocześnie - dlatego nawet na parterze okna stykają się z gruntem, a od chodnika oddziela je zaledwie pół metra cherlawego trawnika. Cóż to za atrakcja dla przyszłych mieszkańców - obserwować kucające psy, a później chyłkiem oddalających się sąsiadów. Taki scenariusz jest możliwy, bo nawet na tym półmetrowym spłachetku trawy co chwila spotykam zawijane balaski. Tym docieram aż do sporego skrzyżowania ul. Sarmackiej i szerokiej alei bez nazwy. Idę rozmiękłym trawnikiem. Tu też kilka niespodzianek, a przede wszystkim mnóstwo śmieci, które wylazły ze śniegu po zimie. Na tak ekskluzywnym osiedlu nie sprząta się podobnie jak na ponurym blokowisku z czasów PRL.

Docieram do skrzyżowania bezimiennej alei i ul. Rycerstwa Polskiego. Przy niebieskim słupku z dumną nazwą ulicy czerni się kilka bobków. To wcale nie pamiątka po rumaku zwycięzcy spod Grunwaldu. Obok bobków inna kupa, dla odmiany rozmazana czyimś butem. Najgorszy widok jest jednak na chodniku pośrodku alei - tutaj psy z Miasteczka Wilanów urządziły sobie zimą wielką toaletę. Kup leży i śmierdzi co najmniej kilkadziesiąt. Tak samo obok, na rogu bezimiennej alei i Sarmackiej 5k, gdzie kupy leżą rzędem (widocznie ludzie i psy wydeptały tędy w śniegu ścieżkę). Obok kipiący kosz na śmieci. Brud kontrastuje z elegancką elewacją.

Ul. Herbu Pogoń. Kupy leżą na trawniku obok tabliczki nakazującej sprzątanie po psie. Ale w koszu na psie odchody zauważam też kilka zawiązanych na supeł reklamówek. Na ul. Kieślowskiego gromada różnorakich kup nasuwa pytanie o kondycję psa jako zwierzęcia terytorialnego. Z rozważań wyrywa mnie szczęk zamykanej bramki. To pani Monika, która wychodzi na spacer z dziesięcioletnią spanielicą Moką. Do automatycznej smyczy przywiązała białą reklamówkę. - Nie, nie brzydzę się i znam tu wielu, którzy też się nie brzydzą - deklaruje pani Monika.

Inne ekskluzywne warszawskie osiedle Marina Mokotów przy Racławickiej otacza wysoki wał i pancerny płot. Ochroniarzom mówię, że idę do pizzerii i wdzieram się na zamknięty teren. Niespodzianka - uliczki wyczyszczone są z kup na glanc. A może wewnętrzny regulamin zakazuje trzymania zwierząt większych od chomika? Nie, bo zauważam spacerującą rodzinę ze sporym sznaucerem. W koszu na śmieci dostrzegam kilka - zawiązanych reklamówek. Jednak i tutaj kupy występują wolno w naturze. Po chwili odnajduję kilka w parku u podnóża wału chroniącego osiedle. Leżą w trawie, leżą w śniegu i - rozdeptane - na alejkach parkowych. Tutaj też mieszkają "normalni ludzie"...

Sprzątasz po swoim psie? Bądź z tego dumny. Wpisz się na listę sprzatających!





Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy