Nie chcą płacić od metra za windy, śmieci i domofony

Małgorzata Zubik
11.03.2010 aktualizacja: 2010-03-10 20:49
A A A Drukuj
Winda z lat 30. w kamienicy przy Al. 3 Maja 5
Windą jeżdżą osoby, a nie metry - piszą do prezesa spółdzielni Energetyka niezadowoleni mieszkańcy. Protestują, bo opłata za windę, domofon i śmieci naliczana jest nie od osoby, ale od metrażu.
SERWISY
A dla wielu z lokatorów taki system oznacza podwyżkę. - Kto ma mieszkanie o większej powierzchni, więcej płaci niezależnie od tego, ile osób mieszka w lokalu - skarży się pan Alina z ul. Jałtańskiej. Jej protest poparła grupa sąsiadów z bloku.

Wszystko dlatego, że władze Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej postanowiły zmienić sposób naliczania opłat. Mieszkańcy osiedla Stegny-Północ dowiedzieli się, że od lutego za konserwację domofonów oraz utrzymywanie wind będą płacić w przeliczeniu na metr kwadratowy mieszkania. To samo dotyczy wywozu śmieci.

- Taki system uchwaliło walne zgromadzenie już w 2007 r. - wyjaśnia Leszek Kaczmarski z zarządu spółdzielni. - Teraz, kiedy ludzie dostali zawiadomienia o opłatach, dzwonią, piszą w tej sprawie. Mówią, że śmieci produkuje człowiek, a nie metr mieszkania. I że to ludzie jeżdżą windą, a nie metry kwadratowe.

Czy nie mają racji? Leszek Kaczmarski tłumaczy, że nie ma złotego środka, który by zadowolił wszystkich, a rachunki za budynki trzeba płacić. Różnice w nowych opłatach nie są takie duże. Przykład: jedna osoba w 27-metrowej kawalerce płaciła za śmieci 8 zł miesięcznie. Licząc według metrażu, wypada teraz 9,7 zł (niezależnie od liczby lokatorów). Winda to wcześniej ok.5 zł od osoby. Teraz w 30-metrowym mieszkaniu - 6 zł. Ale przy 60 m kw. to już 12 zł. Samotny lokator w kawalerce zapłaci więc o złotówkę więcej, ale samotny w M-3 o 7 zł więcej. I takie osoby protestują.

- Nasza spółdzielnia ma już 50 lat, jest tu wiele osób leciwych, jeśli żyją samotnie z emerytury czy renty, czują się poszkodowane - słyszymy. - Ale zadowolenie ze sposobu naliczania opłat rozkłada się wśród naszych mieszkańców po połowie.

Władze spółdzielni, zasypane protestami, zastanawiają się mimo to nad powrotem do poprzedniego sposobu. Ostateczna decyzja jest jednak w rękach walnego zgromadzenia. Najbliższy termin w czerwcu. Aby zmienić zasady naliczania opłat, musi się zebrać co najmniej 400 osób z liczącej sobie 18 tys. członków spółdzielni.

A i tak nie ma pewności, że wszyscy będą zadowoleni. - Pewna pani zapewniała, że windą jeździ tylko do góry, a na dół schodzi na piechotę i w związku z tym chciała płacić połowę stawki - opowiada Leszek Kaczmarski. - Gdy z kolei lokator z parteru był zwolniony z opłaty, zaraz jakiś sąsiad informował spółdzielnię o jego częstych odwiedzinach u znajomego z trzeciego piętra i korzystania z windy.

- Nie ma regulacji ustawowej, to spółdzielnie w swoich regulaminach decydują o rozwiązaniu - przypomina Jerzy Jankowski, przewodniczący Krajowej Rady Spółdzielczej. - Żaden z tych dwu sposobów nigdy nie będzie w pełni obiektywny. Jeśli ktoś chce płacić wyłącznie za siebie, powinien zamieszkać w domu jednorodzinnym. A jeśli mieszka w bloku, to zawsze będzie tak, że jedni będą system akceptować, a inni kontestować.

Przeczytaj także: Chamstwo, brak kultury, zero uśmiechu - tacy są Polacy?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy