Jej rekord to 143 pisanki dziennie
22.03.2010
aktualizacja: 2010-03-21 21:12
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Ręcznie malowane pisanki i pająki z bibułkowych kwiatów i łubinu - kto tak jeszcze potrafi? W weekend do Warszawy przyjechali artyści ludowi z Lipska w Podlaskiem.
ZOBACZ TAKŻE
- Strusie jaja hitem tegorocznych świąt (02-04-10, 14:00)
- Wielkanoc droższa niż rok temu (02-04-10, 13:00)
- Więźniowie i bezrobotni sprzątają miasto po zimie (24-03-10, 08:00)
- Wiosna już w Warszawie: Zielono na skwerze Hoovera (22-03-10, 09:00)
- Zima odeszła? Marzanny spalone i utopione (21-03-10, 23:00)
- Zaczęłam pisać, gdy miałam osiem lat. Pisać, czyli malować wydmuszki. To wychodzi, że robię to już 60 - śmieje się Krystyna Cieśluk, pochylając się nad skorupką jajka. W ręku trzyma patyczek zakończony wbitą do połowy szpilką. Jej główka służy za piórko. Pani Krystyna co chwila macza ją w szalce z farbą podgrzewanej na elektrycznej kuchence. Po chwili skorupka pokrywa się słoneczkami, dzierażkami i bocianimi nóżkami. - Słoneczka czy inaczej gwiazdki to podstawowy wzór na pisankach. Dzierażki to malunki dookoła skorupki. No a bocianie łapki to takie niebieskie kwiatki w życie. Jak przekwitną, to usychają w taki właśnie kształt - opowiada pani Krystyna, nawet na chwilę nie przerywając malowania.
Jesteśmy w sklepie z produktami benedyktyńskimi przy ul. Racławickiej 27 prowadzonym przez Aleksandrę Turkiewicz i Jacka Górskiego. Ona jest kanadyjską wokalistką jazzową polskiego pochodzenia. On w latach 80. zakładał Federację Młodzieży Walczącej, a teraz tworzy skansen na Mazurach Garbatych. Przy Racławickiej prowadzą sklep połączony z galerią Sudawia, która promuje tradycyjną żywność i zwyczaje. Pan Jacek uwija się za kasą, obsługując klientów - co chwila ktoś życzy sobie, a to wielkanocnego mazurka, a to piernika w czekoladzie z orzechami. Kilka osób przygląda się pracy pani Krystyny.
- Wzory pisanek są tradycyjne. Mam je w głowie, a prawie każda inna. Nie wiem, czy jest jakiś kraj na świecie, gdzie nie ma naszych pisanek. Tyle że dodajemy do nich sznurek. Na świecie pisanki się wiesza, u nas leżą na talerzach - mówi.
Pani Krystyna pochodzi z Lipska koło Augustowa. To znane w Polsce "zagłębie pisankarskie". A pani Krystyna jest twórczynią ludową. Jej specjalność to pisanki, koronki, hafty, tkactwo, palmy wielkanocne i wycinanki. - Dziennie mogę zrobić nawet 30 pisanek - chwali się. - A miałam i tak, że jednego dnia zrobiłam 143 jajka. Ale więcej się na to nie porwę. Teraz pan spróbuje - mówi i wręcza mi patyczek do pisania i wydmuszkę.
Niestety, potrafię postawić tylko kilka niekształtnych kropek i dwie liche kreski. - To dlatego, że pan leworęczny. Miałam taką uczennicę. W końcu się nauczyła, koronki też robi - pociesza pani Krystyna. Za chwilę kilkuletni chłopiec pracowicie pokrywa pisankę nieco chaotycznym wzorkiem.
Wybór pisanek na stoliku jest ogromny, obok leży jeszcze kipiąca nimi waliza. Jest nawet jedna ogromna ze strusiego jaja za 100 zł. Tuż obok powstaje właśnie pająk. Tutaj też trzeba wykazać się zdolnościami manualnymi. Pająka wykonuje Sławomir Chomiczewski, również z Lipska. Nanizuje na sznurek ziarna łubinu. Później połączy je na drucianej ramie, doda zrobione przez siebie bibułkowe kwiaty i wielkanocny pająk będzie gotowy do zawieszenia u powały.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Jesteśmy w sklepie z produktami benedyktyńskimi przy ul. Racławickiej 27 prowadzonym przez Aleksandrę Turkiewicz i Jacka Górskiego. Ona jest kanadyjską wokalistką jazzową polskiego pochodzenia. On w latach 80. zakładał Federację Młodzieży Walczącej, a teraz tworzy skansen na Mazurach Garbatych. Przy Racławickiej prowadzą sklep połączony z galerią Sudawia, która promuje tradycyjną żywność i zwyczaje. Pan Jacek uwija się za kasą, obsługując klientów - co chwila ktoś życzy sobie, a to wielkanocnego mazurka, a to piernika w czekoladzie z orzechami. Kilka osób przygląda się pracy pani Krystyny.
- Wzory pisanek są tradycyjne. Mam je w głowie, a prawie każda inna. Nie wiem, czy jest jakiś kraj na świecie, gdzie nie ma naszych pisanek. Tyle że dodajemy do nich sznurek. Na świecie pisanki się wiesza, u nas leżą na talerzach - mówi.
Pani Krystyna pochodzi z Lipska koło Augustowa. To znane w Polsce "zagłębie pisankarskie". A pani Krystyna jest twórczynią ludową. Jej specjalność to pisanki, koronki, hafty, tkactwo, palmy wielkanocne i wycinanki. - Dziennie mogę zrobić nawet 30 pisanek - chwali się. - A miałam i tak, że jednego dnia zrobiłam 143 jajka. Ale więcej się na to nie porwę. Teraz pan spróbuje - mówi i wręcza mi patyczek do pisania i wydmuszkę.
Niestety, potrafię postawić tylko kilka niekształtnych kropek i dwie liche kreski. - To dlatego, że pan leworęczny. Miałam taką uczennicę. W końcu się nauczyła, koronki też robi - pociesza pani Krystyna. Za chwilę kilkuletni chłopiec pracowicie pokrywa pisankę nieco chaotycznym wzorkiem.
Wybór pisanek na stoliku jest ogromny, obok leży jeszcze kipiąca nimi waliza. Jest nawet jedna ogromna ze strusiego jaja za 100 zł. Tuż obok powstaje właśnie pająk. Tutaj też trzeba wykazać się zdolnościami manualnymi. Pająka wykonuje Sławomir Chomiczewski, również z Lipska. Nanizuje na sznurek ziarna łubinu. Później połączy je na drucianej ramie, doda zrobione przez siebie bibułkowe kwiaty i wielkanocny pająk będzie gotowy do zawieszenia u powały.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


