Apartamentowiec na Mokotowie: mały sukces ekologów
10.08.2010
aktualizacja: 2010-08-09 19:29
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Ekolodzy unieważnili dokument, na którym pośrednio oparte było pozwolenie na budowę dla niezwykle kontrowersyjnego apartamentowca przy Jeziorku Czerniakowskim. Nie oznacza to jednak zatrzymania budowy.
ZOBACZ TAKŻE
- Jeziorko Czerniakowskie: będzie nowy plan ochrony (17-03-11, 09:00)
- Sąd: trzeba było wysłuchać ekologów (17-02-11, 13:59)
- Można budować bloki: "Nie wysuszą jeziorka" (04-11-10, 07:00)
- Apartamentowce wyrosną w parku? Powiśle oburzone (03-09-10, 09:00)
- Na miejscu kamienicy przy rondzie ONZ stanie wieżowiec? (12-08-10, 08:00)
- Kontrowersyjna inwestycja dostała zielone światło (08-05-10, 08:00)
- Nad Jeziorkiem Czerniakowskim stanie apartamentowiec? (23-03-10, 09:00)
- "Otulina to nie rezerwat". Bloki wyrosną przy jeziorku (21-10-10, 22:45)
Budowa pięciopiętrowego apartamentowca na łące na północ od ul. Bernardyńskiej zbliża się do półmetka. - Prawdopodobnie przed końcem wakacji na budynku pojawi się wiecha - mówi Michał Okoń z firmy Marvipol. Budynek jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych inwestycji prowadzonych w stolicy. Powstaje zaledwie 600 metrów od brzegu Jeziorka Czerniakowskiego, które jest rezerwatem przyrody. W tym miejscu studium zagospodarowania miasta zaleca budowę dwukrotnie niższych domów jednorodzinnych. W apartamentowcu będą 134 mieszkania. Budynek ma dwa piętra garażowe na prawie 200 aut zagłębione poniżej poziomu wód powierzchniowych. W planach inwestor ma jeszcze dwa kolejne domy. W sumie ma tam być pół tysiąca mieszkań z garażami na 650 samochodów.
Inwestycji ostro sprzeciwiają się okoliczni mieszkańcy wspierani przez ekologów, którzy twierdzą, że osiedle zaszkodzi jeziorku. Zaskarżyli między innymi decyzję regionalnego dyrektora ochrony środowiska, który uzgodnił warunki zabudowy dla apartamentowca - dokument na podstawie którego wydano pozwolenie na budowę. Ich protest uznał właśnie generalny dyrektor ochrony środowiska, unieważniając tę decyzję. Zganił jej autorów, wytykając, że rażąco naruszyli przepisy prawa. W skrócie chodzi o to, że RDOŚ uzgodnił warunki zabudowy, pod warunkiem że deweloper nie zakłóci stosunków wodnych, nakładając na niego obowiązek opracowania bezpiecznej technologii budowy. "W ten sposób odpowiedzialność za realizację inwestycji przeniesiono na wykonawcę uzgadnianej decyzji. Takie rozstrzygnięcie po pierwsze, nie odnosi się do meritum sprawy, a po drugie, nie zapewnia, że warunek ten zostanie spełniony" - napisała w uzasadnieniu decyzji Sylwia Jurzyk-Nordlów z GDOŚ.
- Teraz odpowiednie urzędy muszą unieważnić pozwolenie budowlane, gdyż inwestor prowadzi inwestycję na dzień dzisiejszy bez pełnej dokumentacji - triumfuje Joanna Mazgajska z Towarzystwa Ochrony Herpetofauny "Tryton", które zaskarżyło dokument RDOŚ.
- Konsekwencje unieważnienia dokumentu są kaskadowe i nie muszą prowadzić do unieważnienia pozwolenia na budowę - zaprzecza Mariola Berdysz, ekspert prawa budowlanego. Tłumaczy, że teraz regionalny dyrektor musi od początku zająć się uzgadnianiem warunków zabudowy. Tylko jeżeli w wyniku prac doszedłby do wniosku, że inwestycji w żaden sposób nie da się prowadzić tak, by nie zaszkodziła przyrodzie, mógłby odmówić ich uzgodnienia. Wtedy trzeba by unieważnić warunki zabudowy, a potem - pozwolenie na budowę.
- Decyzja GDOŚ nie ma dla nas znaczenia, nie zatrzymujemy budowy - mówi Michał Okoń. - Paradoksalnie, unieważniono dokument nakazujący nam zwracanie szczególnej uwagi na stosunki wodne. Moglibyśmy teraz zaoszczędzić sporo pieniędzy, budując prostszą metodą, nie oglądając się na wody gruntowe. Nie zrobimy tego, będziemy budować tak troskliwie jak dotąd. A od decyzji GDOŚ odwołamy się - zapowiada.
Inwestycji ostro sprzeciwiają się okoliczni mieszkańcy wspierani przez ekologów, którzy twierdzą, że osiedle zaszkodzi jeziorku. Zaskarżyli między innymi decyzję regionalnego dyrektora ochrony środowiska, który uzgodnił warunki zabudowy dla apartamentowca - dokument na podstawie którego wydano pozwolenie na budowę. Ich protest uznał właśnie generalny dyrektor ochrony środowiska, unieważniając tę decyzję. Zganił jej autorów, wytykając, że rażąco naruszyli przepisy prawa. W skrócie chodzi o to, że RDOŚ uzgodnił warunki zabudowy, pod warunkiem że deweloper nie zakłóci stosunków wodnych, nakładając na niego obowiązek opracowania bezpiecznej technologii budowy. "W ten sposób odpowiedzialność za realizację inwestycji przeniesiono na wykonawcę uzgadnianej decyzji. Takie rozstrzygnięcie po pierwsze, nie odnosi się do meritum sprawy, a po drugie, nie zapewnia, że warunek ten zostanie spełniony" - napisała w uzasadnieniu decyzji Sylwia Jurzyk-Nordlów z GDOŚ.
- Teraz odpowiednie urzędy muszą unieważnić pozwolenie budowlane, gdyż inwestor prowadzi inwestycję na dzień dzisiejszy bez pełnej dokumentacji - triumfuje Joanna Mazgajska z Towarzystwa Ochrony Herpetofauny "Tryton", które zaskarżyło dokument RDOŚ.
- Konsekwencje unieważnienia dokumentu są kaskadowe i nie muszą prowadzić do unieważnienia pozwolenia na budowę - zaprzecza Mariola Berdysz, ekspert prawa budowlanego. Tłumaczy, że teraz regionalny dyrektor musi od początku zająć się uzgadnianiem warunków zabudowy. Tylko jeżeli w wyniku prac doszedłby do wniosku, że inwestycji w żaden sposób nie da się prowadzić tak, by nie zaszkodziła przyrodzie, mógłby odmówić ich uzgodnienia. Wtedy trzeba by unieważnić warunki zabudowy, a potem - pozwolenie na budowę.
- Decyzja GDOŚ nie ma dla nas znaczenia, nie zatrzymujemy budowy - mówi Michał Okoń. - Paradoksalnie, unieważniono dokument nakazujący nam zwracanie szczególnej uwagi na stosunki wodne. Moglibyśmy teraz zaoszczędzić sporo pieniędzy, budując prostszą metodą, nie oglądając się na wody gruntowe. Nie zrobimy tego, będziemy budować tak troskliwie jak dotąd. A od decyzji GDOŚ odwołamy się - zapowiada.
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


