Zakaz sypania chodników solą. Niszczy buty, rani nogi
12.12.2010
aktualizacja: 2010-12-12 18:09
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
- Prosimy nie solić zimą naszych chodników! - przypominają dozorcom mieszkańcy ul. Biały Kamień koło Pola Mokotowskiego. Bo sól rani nogi ich psów, pustoszy osiedlową zieleń, niszczy buty i podłogę w mieszkaniach
ZOBACZ TAKŻE
- Pogoda na poniedziałek i wtorek. Po odwilży mróz (12-12-10, 15:57)
- Prezydent chce sypać żwirem. Obiecała to 4 lata temu (10-12-10, 08:00)
- "Kto właściwie ma odśnieżać?" - prezydent zapyta Sejm (09-12-10, 19:54)
„Korzyść z solenia ma tylko osoba odgarniająca śnieg: jest mniej roboty. Wszyscy inni za to tracą: nasze buty są potem zniszczone, mieszkania i klatki schodowe zapaskudzone solą, trawa nie chce rosnąć, drzewa usychają. Psy mają popękane i pokrwawione opuszki łap. To wstyd, że mieszkając na osiedlach »ekologicznych «, tak dewastujemy swoje otoczenie” - czytamy w sąsiedzkim portalu Biały Kamień. „Ostatnie opady śniegu pokazały zresztą, że solenie niewiele daje. Już wolę brnąć w śniegu niż w słonej mokrej śniegowej brei. Chodząc po śniegu, przynajmniej nie przemoczyłem butów” - komentuje jeden z mieszkańców.
Poznań ogranicza solenie
- Dzięki podobnym apelom udało się doprowadzić do tego, że większość wspólnot przy naszej ulicy już nie soli - przyznaje z satysfakcją Jan Rychter, który prowadzi portal. - Mam psa labradora i na jego łapach tworzyły się krwawe rany, bardzo cierpiał. To jeden ze skutków solenia chodników. Ten problem występuje w całej Warszawie.
Poprzedniej zimy poznański dodatek "Gazety" wspólnie z tamtejszym Zarządem Dróg Miejskich zachęcały mieszkańców, by zgłaszali ulice, gdzie zimą zamiast soli powinien być sypany piasek. Za przykład podano osiedle Podolany, gdzie sąsiedzi z sukcesem chronią lipy i wiekowe kasztanowce. - Ludzie sami sprawdzają, czy z piaskarek na pewno nie leci sól. Przynajmniej tak możemy zadbać o nasze drzewa - mówił naszej dziennikarce Justynie Sucheckiej Piotr Zubielik z rady osiedla.
Wzdłuż ulic na Podolanach stanęły znaki ostrzegające kierowców, że zimą mogą się spodziewać trudniejszych warunków jazdy. W gospodarnym Poznaniu ZDM postanowił rozszerzyć tę akcję na kolejne części miasta przede wszystkim w trosce o przyuliczną zieleń, ale też ze względu na niższe koszty.
Żwirek dzieli warszawiaków
W Warszawie wielką dyskusję wywołała zeszłotygodniowa wypowiedź prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz w Radiu TOK FM. Zaproponowała, by pilotażowo sprawdzić, jak w roli soli sprawdziłby się specjalny żwirek wielokrotnego użytku. "Mówię o tym, żebyśmy mieli większą świadomość, że taki moment kiedyś nadejdzie. W innych krajach śniegu nie sprzątają i ludzie się do tego przyzwyczajają" - przyznała, przytaczając wielkie kwoty, które pochłania walka z zimą dotychczasowymi metodami.
W zeszłym roku sam tylko Zarząd Oczyszczania Miasta wydał przeszło 100 mln zł na główne ulice, którymi kursują autobusy. Do tego trzeba doliczyć koszty odśnieżania przystanków, chodników i mniejszych ulic. Tym razem suma, jaką pochłonęła zima od końca listopada, dobija już do 20 mln zł.
Z pierwszych komentarzy wynika, że pomysł pani prezydent mocno podzielił warszawiaków. Część go chwali, ale niektórzy traktują go jako wymówkę dla nieskuteczności służb miejskich. Ujawniło się też silne lobby, które by na tym straciło. Bo tony soli wysypywane na warszawskie ulice cieszą np. kopalnię w Kłodawie, firmy, które po każdej akcji wzbogacają się o 1-2 mln zł, a także wielu nieprzepadających za zmianami urzędników. Pojawia się więc argument, że Polska to nie Skandynawia, gdzie mróz trzyma przez całą zimę, a u nas śnieżyce przeplatają się z odwilżami. A jednak w Berlinie czy Wiedniu żwirek stosowany jest z powodzeniem.
Mniejszym osiedlom mieszkańcy Białego Kamienia przy Polu Mokotowskim polecają jeszcze jeden sprawdzony sposób. - Mamy tu pana, który od razu po opadach śniegu uruchamia traktorek i wszystko zmiata szczotką na boki - podpowiada Jan Rychter. - Wcale nie trzeba więc solić, a chodniki są czyste.
Poznań ogranicza solenie
- Dzięki podobnym apelom udało się doprowadzić do tego, że większość wspólnot przy naszej ulicy już nie soli - przyznaje z satysfakcją Jan Rychter, który prowadzi portal. - Mam psa labradora i na jego łapach tworzyły się krwawe rany, bardzo cierpiał. To jeden ze skutków solenia chodników. Ten problem występuje w całej Warszawie.
Poprzedniej zimy poznański dodatek "Gazety" wspólnie z tamtejszym Zarządem Dróg Miejskich zachęcały mieszkańców, by zgłaszali ulice, gdzie zimą zamiast soli powinien być sypany piasek. Za przykład podano osiedle Podolany, gdzie sąsiedzi z sukcesem chronią lipy i wiekowe kasztanowce. - Ludzie sami sprawdzają, czy z piaskarek na pewno nie leci sól. Przynajmniej tak możemy zadbać o nasze drzewa - mówił naszej dziennikarce Justynie Sucheckiej Piotr Zubielik z rady osiedla.
Wzdłuż ulic na Podolanach stanęły znaki ostrzegające kierowców, że zimą mogą się spodziewać trudniejszych warunków jazdy. W gospodarnym Poznaniu ZDM postanowił rozszerzyć tę akcję na kolejne części miasta przede wszystkim w trosce o przyuliczną zieleń, ale też ze względu na niższe koszty.
Żwirek dzieli warszawiaków
W Warszawie wielką dyskusję wywołała zeszłotygodniowa wypowiedź prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz w Radiu TOK FM. Zaproponowała, by pilotażowo sprawdzić, jak w roli soli sprawdziłby się specjalny żwirek wielokrotnego użytku. "Mówię o tym, żebyśmy mieli większą świadomość, że taki moment kiedyś nadejdzie. W innych krajach śniegu nie sprzątają i ludzie się do tego przyzwyczajają" - przyznała, przytaczając wielkie kwoty, które pochłania walka z zimą dotychczasowymi metodami.
W zeszłym roku sam tylko Zarząd Oczyszczania Miasta wydał przeszło 100 mln zł na główne ulice, którymi kursują autobusy. Do tego trzeba doliczyć koszty odśnieżania przystanków, chodników i mniejszych ulic. Tym razem suma, jaką pochłonęła zima od końca listopada, dobija już do 20 mln zł.
Z pierwszych komentarzy wynika, że pomysł pani prezydent mocno podzielił warszawiaków. Część go chwali, ale niektórzy traktują go jako wymówkę dla nieskuteczności służb miejskich. Ujawniło się też silne lobby, które by na tym straciło. Bo tony soli wysypywane na warszawskie ulice cieszą np. kopalnię w Kłodawie, firmy, które po każdej akcji wzbogacają się o 1-2 mln zł, a także wielu nieprzepadających za zmianami urzędników. Pojawia się więc argument, że Polska to nie Skandynawia, gdzie mróz trzyma przez całą zimę, a u nas śnieżyce przeplatają się z odwilżami. A jednak w Berlinie czy Wiedniu żwirek stosowany jest z powodzeniem.
Mniejszym osiedlom mieszkańcy Białego Kamienia przy Polu Mokotowskim polecają jeszcze jeden sprawdzony sposób. - Mamy tu pana, który od razu po opadach śniegu uruchamia traktorek i wszystko zmiata szczotką na boki - podpowiada Jan Rychter. - Wcale nie trzeba więc solić, a chodniki są czyste.
-
Zakaz sypania chodników solą. Niszczy buty, ran...
krwe
12.12.10, 18:37
popieram w całej rozciągłości zakaz solenia.od tego taplania się w brei, odechciewa się żyć.»
-
Zakaz sypania chodników solą. Niszczy buty, ran...
por1
13.12.10, 12:32
Ale to trzeba od razu posprzatac po pierwszym sniegu. Nic by sie tez nie stało gdyby własciciele posesji tez cos odrzucili(najlepiej snieg)....»
-
Zakaz sypania chodników solą. Niszczy buty, ran...
ko_kartka
13.12.10, 12:34
Taaa, no właśnie. W zeszłą zimę zasypano mi ulice wkoło domu piaskiem. Bo solić nie wolno! To było w styczniu. A w lipcu, w letnie ulewy... Wieczny problem z zatkanymi przez piasek »
Najnowsze wiadomości z Mokotowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy


