- Chcemy, by w Forcie Sokolnickiego jak najszybciej zagościła kultura. Rozmawiamy z paniami, które wygrały
przetarg, jak im pomóc - zapewnia Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza. I dodaje: - Dajemy sobie osiem tygodni na wypracowanie porozumienia.
Zapytana, czy miasto ma plan awaryjny, odpowiada: - Bądźmy optymistami. Ale gdyby coś nie zagrało, przedstawimy inne rozwiązanie.
Pytanie jest zasadne, bo fort na tyłach parku Żeromskiego, tylko co wyremontowany za 18 mln zł, stoi pusty i nie zapowiada się, że w najbliższym czasie coś zacznie się tam dziać. Konsorcjum, które ponad dwa miesiące temu wygrało przetarg na jego prowadzenie, nie podpisało umowy z miastem.
W forcie miało powstać dzielnicowe centrum kultury. Plan był taki, by prowadził je prywatny przedsiębiorca lub konsorcjum przedsiębiorców. Miasto określiło jedynie, co ma tam być. W listopadzie przetarg na prowadzenie centrum kultury wygrało konsorcjum Nowy Fort, które stworzyło siedem pań. Była to już druga próba wyłonienia gospodarza tego miejsca. Latem pierwszy konkurs unieważniła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Jak już pisaliśmy, konsorcjum umowy nie podpisuje, bo zgłosiło uwagi, co do stanu fortu. Mimo remontu na ścianach pojawił się grzyb. - Jeżeli miasto czegoś nie zrobi - z nami, czy bez nas - ten fort popadnie w ruinę. Pragniemy, by umowa doszła do skutku, ale zastrzega ona, że po dziesięciu latach mamy oddać budynek w stanie niepogorszonym. Tymczasem jego stan pogarsza się z dnia na dzień - alarmuje Magdalena Nowak z konsorcjum Nowy Fort. Opisuje, że na ścianach są już wykwity, a zawilgocenie przechodzi z piwnicy na poziom zero.
Miasto nie ma pieniędzy na kulturalną działalność w forcie. Konsorcjum miało na nią zarobić, m.in. prowadząc tam
restaurację. I tu jest drugi problem. W forcie nie ma zaplecza kuchni, brakuje wyciągów, okapów, kanalizacji tłuszczowej, a gaz jest doprowadzony tylko do piwnicy. - Budynek nie zarobi na utrzymanie bez
restauracji. Startując w
przetargu, byłyśmy przekonane, że można ją tam otworzyć. Na pytanie, co oznacza zapis "działalność gastronomiczna", była jednoznaczna odpowiedź: restauracja, kantyna, bar. Fort nie jest do tego przygotowany - podkreśla Nowak.
Tymczasem według architekt Barbary Kozłowskiej ze Stołecznego Zarządu Rozbudowy Miasta, które było inwestorem zastępczym remontu, w Forcie Sokolnickiego nie ma warunków do prowadzenia restauracji, a projekt robót nigdy tego nie zakładał. - Zdziwiłam się, kiedy przeczytałam warunki przetargu z
restauracją. To kompletne nieporozumienie - uważa. Tymczasem jednym z warunków przetargu, który przygotował ratusz, było "udokumentowanie niezbędnej wiedzy, potencjału, środków i umiejętności w prowadzeniu działalności gastronomicznej (dyplom, praktyka) wraz z referencjami za okres minimum dwóch lat".
A co z wilgocią? Kozłowska: - W forcie nie było pełnego osuszenia, bo to podrożyłoby remont. Konserwator zabytków rozważała możliwość odkopania fosy, co pomogłoby w osuszeniu. Ale pomysł rozbił się o kwestię finansową.
Marcin Bajko, dyrektor biura gospodarki nieruchomościami w ratuszu, w niedawnej rozmowie z "Gazetą" stwierdził, że remont w forcie został źle przeprowadzony i miasto wymusi na wykonawcy poprawki. To firma PBM Południe, która do tej pory słynęła ze staranności (adaptowała m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego). Ale okazuje się, że jej pracownicy jeszcze w 2009 r. zwracali SZRM kilkakrotnie uwagę, że przy remoncie fortu nie zaprojektowano "izolacji poziomej", co w przyszłości może skutkować "podciąganiem wilgoci". Wtedy urzędnicy skwitowali to: budować zgodnie z projektem. - Nie mamy sobie nic do zarzucenia - mówi Zbigniew Gontarz, prezes PBM Południe.
- Fort Sokolnickiego nie powinien popadać w ruinę, tylko kwitnąć. Nie dziwię się paniom z konsorcjum, że się wahają, bo ryzykują swój majątek. Tu są potrzebne odważne decyzje miasta, i to szybko. Niezależnie od tego, kto będzie gospodarzem w forcie, musi wygospodarować środki na poprawki - uważa Grzegorz Hlebowicz, radny dzielnicy.