- Z chęcią powitałabym tu jakiś bar albo niedrogą restaurację. W pobliżu naprawdę nic nie ma, a o ile mi wiadomo, w bankach obiadów jeszcze nie serwują - żali się Monika Idycka, która na pl. Wilsona codziennie przesiada się do
metra. A razem z nią tysiące warszawiaków dojeżdżających z innych części Żoliborza, a także Bielan, Tarchomina czy Bródna.
Plac Wilsona zmienia się jednak nie tak, jakby chcieli. Po przedwojennym sklepie Małgosia została tylko pamiątkowa tablica i wspomnienia starszych mieszkańców. - To był sklep! Miła obsługa i jaka tradycja. Zawsze mieli świeże pieczywo, a i pogadać było z kim - opowiada pani Marta Hoffman z ul. Felińskiego. - A teraz to mogę tam sobie pójść co najwyżej po pożyczkę - dodaje. Legendarny spożywczak zniknął w 2004 r., bo na jego miejscu pojawiło się centrum pożyczkowe Aigo. Sterylne meble i jasne światła. Podobny los spotkał kawiarnię Różanka.
- A dla mnie mogliby zamknąć także delikatesy Mini Europa i otworzyć tam kolejny bank. Byłby przynajmniej spokój i pijaków mniej - mówi pan Tadeusz, który mieszka bezpośrednio przy placu.
Finansiści polubili to miejsce, bo jest punktem przesiadkowym dla wielu warszawiaków. - A prezesi spółdzielni wolą wynajmować lokale bankom niż pod sklepy czy knajpy. Płacą terminowo, a są zamykane wcześnie. Nie ma obaw, że głośna muzyka będzie dudnić wieczorami. Tylko szkoda, że zabrakło w tym umiaru. Żal tych niepowtarzalnych, klimatycznych miejsc, które na zawsze znikają z mapy Żoliborza - uważa rzecznik dzielnicy Andrzej Kawka. W jej centralnej części naliczył już 30 placówek, różnych ajencji, filii i oddziałów bankowych. - I cały czas powstają nowe - opowiada.
Po zamkniętym sklepie z dżinsami przy pl. Wilsona (wcześniej był tu Bekon z wędlinami) właśnie trwa remont pod placówkę Polbanku. Po punkcie z materiałami papierniczymi po drugiej stronie kina Wisła wkrótce wprowadzi się Deutsche Bank. Przy następnej stacji metra (Marymont) w nowym narożnym budynku na dziewięć lokali użytkowych aż siedem zajęły banki. W piątek w żadnym z nich nie było tłumów. - Nasze oddziały otwieramy tak, by klienci mieli jak najłatwiejszy dostęp - twierdzi dyrektor marketingowy Polbanku Paweł Maliszewski. Nie zgadza się z tym, że banków na pl. Wilsona jest już za dużo. - To nie jest przeszkodą dla mieszkańców tej okolicy. Wręcz przeciwnie, ułatwia im szybkie załatwienie wielu ważnych spraw - przekonuje.
W podobnym tonie wypowiada się Sabina Salamon z Deutsche Banku. Odmawia jednak odpowiedzi na pytanie, czy sama chciałaby mieszkać w okolicy, gdzie dookoła są same banki.
Prof. Andrzej Kiciński, architekt, który mieszka na
Żoliborzu, mówi, że pl. Wilsona przypomina mu dziś paryskie Champs Elysées sprzed kilkunastu lat: banki, salony samochodowe i zakłady optyczne. - Bo tylko takie firmy stać było na wygórowane czynsze. Smutne, ale klimat naszego miasta powoli przestaje istnieć - uważa.