Jestem mieszkanką Warszawy od urodzenia, niemal pół wieku, i nadal nie mogę wyjść z podziwu, że małe miasteczka czy wsie mają kanalizację, a my mieszkańcy Bielan załatwiamy się do wymurowanych dołów.
Mieszkam na osiedlu Wólka Węglowa, mamy za sąsiadów Hutę Warszawa, walcownię metali kolorowych i co najważniejsze, cmentarz, na którym leży cała Warszawa i okolice. Czy zapomnieli o nas żywych? Nie wszyscy mają wodę miejską (koszty podłączenia są ogromne), a kanalizacja, owszem, częściowo jest, ale kończy się tam, gdzie były burmistrz ma dom. Zbieg okoliczności, czy czysty przypadek, że dalej już brak planów i pieniędzy na kanalizację?
Jestem w stanie zrozumieć, że są ważniejsze inwestycje dla Warszawy, no ale skoro tyle martwych warszawiaków ze wszystkich dzielnic tutaj sobie leży, zanieczyszczając glebę i powietrze (krematorium), to niech wszystkie dzielnice złożą się i dadzą trochę cywilizacji do naszego zapomnianego przez Boga i ludzi osiedla. Zróbcie coś z tym w "Gazecie", bo nas nie chcą słuchać, za mało nas, nie palimy gum, nie krzyczymy, tylko cierpliwie czekamy, żeby w Warszawie była kanalizacja. Jednak cierpliwość jest już z lekka nadszarpnięta. Jestem ciekawa, jak zachowają się ludzie odwiedzający groby, kiedy nasze szamba się przepełnią i wyleją na ulicę. Prawdopodobnie zostaniemy ukarani, ale smród będzie wielki.
Przeczytaj także: Wściekłość na blokujących skrzyżowania