- Plan Żoliborza Południowego to najgorszy przykład warszawskiego planowania przestrzennego. Miasto chyba nie chce go uchwalić, choć w kryzysie jest na to świetny czas - złości się Witold Weszczak ze stowarzyszenia Forum Rozwoju Warszawy.
66-hektarowy teren między ulicami Krasińskiego, Powązkowską, Duchnicką i Broniewskiego to jeden z największych obszarów pod zabudowę w środku miasta. To tak zwany Żoliborz Przemysłowy, gdzie wcześniej działały zakłady ZREMB czy FSO. Są już zamknięte. W tym miejscu może powstać przedłużenie Żoliborza - fragment miasta wolny od błędów prześladujących Białołękę czy Pola Wilanowskie. Ratusz jest jednak na najlepszej drodze, by tę szansę zaprzepaścić.
Kryzys zatrzymał blokowisko
Nad planem zagospodarowania Żoliborza Przemysłowego od 2004 r. pracował urbanista Andrzej Kiciński. Proponował zabudowę nawiązującą do przedwojennych osiedli - Kolonii Staszica czy Lubeckiego. Nakreślił gęsto obsadzone zielenią koncentryczne aleje. Przy nich miały powstać wysokie na 20-25 m domy z usługami w parterze. Spory teren zarezerwował pod szkoły. Wystarczyłby dla osiedla, na którym miało zamieszkać 9-15 tys. osób.
Akurat wtedy rozpoczął się boom budowlany. Tereny Żoliborza Przemysłowego niemal w całości wykupili deweloperzy. Zaczęli starać się o zgody na intensywniejszą zabudowę. Ratusz w ubiegłej kadencji sprzyjał im, wydając warunki zabudowy na osiedla nawet dziesięciopiętrowych bloków. Co ciekawe, projekt planu Kicińskiego władze miasta uznały za zbyt zachowawczy i nierealistyczny, bo wymagał wykupów gruntów m.in. pod miejskie place. Nagle okazało się, że wydane warunki zabudowy pozwalają na powstanie osiedli na ponad 20 tys. osób - połowę tego, ile liczy dziś cały Żoliborz. Rozpoczęło się poszukiwanie sposobów na zdobycie terenów pod szkoły i narady z deweloperami.
Żoliborz Południowy nie zamienił się jednak w ogromny plac budowy. Częściowo dlatego, że jesienią ubiegłego roku przyszedł kryzys i ludzie przestali kupować mieszkania. Na 66-hektarowym terenie powstaje tylko jeden budynek - dziesięciopiętrowy blok firmy Robyg. - Sprzedaż mieszkań już trochę odżyła, ale wciąż mamy lokale do sprzedania. Rozpoczynanie kolejnych budów byłoby nieracjonalne - ocenia Agnieszka Krzywicka z Robyga.
Inni deweloperzy też się nie śpieszą. Nawet ci, którzy mają pozwolenia na budowę.
Dziewięć miesięcy marazmu
To szansa na sensowne zaplanowanie Żoliborza Południowego. Jednak ratusz nie kwapi się, by z niej skorzystać. Prace nad planem są w tym samym punkcie co dziewięć miesięcy temu, kiedy to prof. Kiciński zmarł, a żoliborscy radni zaapelowali o powierzenie prac komuś innemu. - Proces planistyczny jest zamrożony - przyznaje Marek Mikos, szef miejskiego biura architektury. - Nie rozwiązaliśmy jeszcze kontraktu na opracowanie planu ze spadkobiercami Andrzeja Kicińskiego.
- Niestety, władze Warszawy mają tendencję do interesowania się planami zagospodarowania dopiero wtedy, gdy trzeba zapobiec jakiejś katastrofie. Nikt nie ma głowy do planowania, jeżeli ma to uporządkować rozwój miasta - ubolewa urbanista Grzegorz Buczek.
Tak właśnie było z planem Pola Mokotowskiego - gotowy obrastał kurzem w szufladach, dopóki deweloper nie zaczął grodzić południowego fragmentu parku. Pod naciskiem opinii publicznej radni ekspresowo go uchwalili. Miała w tym swój udział "Gazeta Stołeczna" - pod apelem w tej sprawie zebraliśmy ponad 16 tys. podpisów warszawiaków.
Nikt nie potrafi określić, kiedy powstanie plan Żoliborza Południowego. Ratusz z jego uchwalaniem chce zaczekać, aż zostanie przyjęty pakiet zmian do studium zagospodarowania miasta, m.in. podnoszący intensywność zabudowy w tym rejonie do poziomu, na jaki pozwalają wydane deweloperom warunki zabudowy.