Wybuchy na Wiśle - Będzie zadyma? Będzie! - przekrzykiwali się żołnierze przed piątkowym desnatem wojsk generał Berlinga na lewy brzeg Wisły. - Przyjechaliśmy znad morza, jest nas 21 - mówi Piotr z Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej. Bo desnat był oczywiście inscenizacją.
Plan był taki: 60 żołnierzy w dziewięciu łodziach startuje z prawego brzegu Wisły, przepływa rzekę, na lewym brzegu odbija powstańców z rąk Niemców i wraca. Widzowie dopisali - tłumnie oblegli most Śląsko-Dąbrowski, nadwiślańskie bulwary i brzeg po prawej stronie rzeki. Kiedy po 20. zaczęły się pierwsze wybuchy, dało się słychać grupowe "łaaaaał!". - Nie bój się, panowie strzelają na niby - uspokajała mama płaczącego chłopca.
Zaraz potem Wisłę spowiły kłęby czarnego dymu. Pojawiły się pierwsze łodzie. Były serie z karabinów, detonacje ładunków w wodzie, krzyki żołnierzy. Wszystko trwało może 10 minut i nagle ucichło. W tym zamieszaniu nikt nie był jednak w stanie powiedzieć, czy żołnierzom udało się dopłynąć na drugi brzeg.
Barykady na Długiej W piątek na Starówce rozpoczęła się 63-godzinna rekonstrukcja walk Powstania Warszawskiego. Barykady na Starym Mieście nie sposób przegapić. Wokół niej od 9 rano gromadzi się tłum gapiów - najwięcej turystów, ale przyszli też warszawiacy, przeważnie rodzice z dziećmi. Po przebiciu się przez tłum można dojrzeć prowizoryczny murek z cegieł i desek, leżące na ziemi koce, szklane butelki, menażki. Jest i działo, a w górze powiewa poszarpana biało-czerwona flaga.
W środku siedzi kilkunastu powstańców w mundurach. Wszyscy mają biało-czerwone opaski. - To prawdziwy mundur? - pytam.
- No pewnie. Można je znaleźć na Allegro albo na bazarze na Kole. Ja mam na sobie panterkę SS, tzw. palmówkę, a kolega panterkę Wehrmachtu "splinter" - zdradza 11-letni Bartosz Domański ps. "Niedźwiadek".
Bartosz uczestniczy w rekonstrukcji pierwszy raz. Należy do warszawskiej grupy historycznej Zgrupowanie Radosław. Jest tu od ósmej rano. - Jeśli będzie trzeba, jestem gotowy zostać 63 godziny - deklaruje 18-letni Michał Szczepaniak.
Zaczyna się akcja: powstańcy wytaczają małe działo, kilku podbiega pod mury Zamku Królewskiego. Słychać wystrzał, czuć zapach prochu. Tłum napiera na barykadę. Jeden z powstańców wyjaśnia trzem młodym dziewczynom, jak działały powstańcze "bomby" - butelki napełniane benzyną z lontem ze szmaty.
- Synu, trzymasz karabin, stój jak mężczyzna! - strofuje kilkulatka ojciec, robiąc mu zdjęcie na tle barykady.
- Idźcie na barykadę na Długiej, tam mają szpital! - zachęcają kilkunastoletni chłopcy z granatami w rękach.
Na Długiej barykady są dwie. Gapiów jest mało. Dwie młode łączniczki stoją smutne. - Nie smutne, tylko głodne - precyzuje jedna z nich. - Od rana nic nie jadłam i mam problem, bo jestem wegetarianką, a w powstańczej kuchni jest tylko grochówka z kiełbasą.
Kilkanaście metrów od barykady rozstawił się powstańczy szpital: łóżko, kilka par noszy, pudła z bandażami i kawałkami prześcieradeł. - Czy tu można zmierzyć ciśnienie? - zainteresował się jakiś starszy pan.
- Niestety, opatrujemy tylko rannych - odpowiada chłopak w białym kitlu.
- Ja chcę być ranny! - krzyczy 11-letni mały powstaniec Kacper Łumiński i biegnie w stronę barykady. Po chwili niosą go na noszach dwie sanitariuszki. - Przewrócił się, zranił się w nogę - tłumaczą.
Lekarz: - Na szczęście nie jest złamana, tylko mocno stłuczona. Przez parę dni może mocno boleć.
Obok barykady na Starówce przystaje ponad 70-letnia Maria Brokman. - Patrz, granat! - krzyczy do swojego męża. - Jak patrzę na te dzieciaki w hełmach i mundurach, łza w oku się kręci. Przykro mi, gdy słyszę, jak w telewizji ludzie mówią, że Powstanie było niepotrzebne. Tylu ludzi zginęło i co? Niepotrzebnie?
W czasie kiedy po Starym Mieście biegali powstańcy, w Muzeum Powstania Warszawskiego odbyła się uroczystość przekazania mikrofonu do repliki radiostacji Błyskawica. Dralowit Reporter DR2 to ten sam typ mikrofonu, który był używany w czasie Powstania. Muzeum przekazał go dotychczasowy właściciel Henryk Berezowski.
Obchody 65. rocznica Powstania Warszawskiego