Nie chcą kolonii karnej w pięknej dzielnicy

Wojciech Karpieszuk
29.08.2009 aktualizacja: 2009-08-28 21:46
A A A Drukuj
Protest lokatorów przeciw podwyżce czynszów w mieszkaniach komunalnych Fot. Adrian Włodarczyk
Nie będzie kolonii karnej na Żoliborzu. Radnemu, który lobbował za postawieniem kilku baraków dla "wyrachowanych" dłużników, dostało się od faszystów.
O barkach dla lokatorów, którzy nie płacą czynszu i demolują mieszkania komunalne, napisaliśmy w lutym. Plan zbudowania koloni karnej na Żoliborzu, fachowo nazwaną "mieszkaniowym zespołem kontenerowym", lansował radny dzielnicy Grzegorz Hlebowicz (PiS). - Ale mi się dostało po artykule. Odzew był ogromny. Sporo anonimów. Kalumnie: że jestem faszysta, żebym sobie pod domem postawił te baraki. Podobno zaprotestowali nawet urzędnicy Kancelarii Prezydenta RP - opowiada radny. - Ale pamiętam jeden list od pani, która opisywała swoje doświadczenia z imprezowymi sąsiadami. Obok niej melina, czynszu nie płacą, a ona nic nie może zrobić. A kolonia karna miała być właśnie takim miejscem dla wyrachowanych dłużników.

Jej projekt stworzył, a później forsował Adam Berthold, emerytowany już naczelnik wydziału zasobów lokalowych na Żoliborzu. - Jedenaście lat starań o postawienie takiej jednostki mieszkaniowej. I nic. Przeciąć wstęgę nowego przedszkola to fajnie, ale postawić baraki, niekoniecznie - twierdzi. - A przecież takich baraków Żoliborz bardzo potrzebuje. Nie stać nas na to, żeby odpuścić sobie i zostawić w spokoju tych, którzy, mało tego, że nie płacą, to jeszcze demolują. A proszę wierzyć, ludzie potrafią z mieszkania komunalnego wynieść wszystko: kuchenkę, umywalkę, a nawet sedes. Konkubina zamknęła się, to konkubent wywala drzwi. Są też tacy lokatorzy, którzy wiedzą, że nic im nie możemy zrobić i z premedytacją nie płacą.

Berthold przekonuje, że baraki miały być przede wszystkim straszakiem. - Tak, żeby zawsze można pokazać dłużnikowi: idź i zobacz, co na ciebie czeka, jak nie zaczniesz szanować mieszkania komunalnego.

Dwa trzyosobowe i cztery dwuosobowe baraki miały stanąć w okolicach Szamockiej i Elbląskiej, tuż przy granicy z Wolą. Obok - kontener sanitarny, kuchenny i dozorcówka. Koszt 250-300 tys. - Miejsce w sam raz. Koniec świata. Nie ma domów. Sąsiedztwo nikomu by nie przeszkadzało - uzasadnia emerytowany naczelnik. I podkreśla: - To nie miało być żadne getto, bo zaplanowaliśmy niewiele miejsc. Część i taka miała stać pusta, jako straszak właśnie. Bez eksmisji do baraków osób starszych i rodzin z dziećmi.

Dr Marek Majchrzak ze Szkoły Głównej Handlowej, specjalista od zarządzania nieruchomościami doradzający samorządom, tak oceniał w lutowej "Gazecie" ten pomysł: - Każde miasto powinno mieć taki straszak dla lokatorów, którzy nie płacą czynszu. Jeżeli kontenery nie zajmą dużo miejsca, nie ma mowy o getcie.

Za byli radni (koalicja i opozycyja) i władze Żoliborza. Kolonia jednak nie powstanie.

- Nie znaleźliśmy miejsca. Elbląska się nie nadaje, bo te tereny nie są przeznaczone pod budownictwo - tłumaczy Witold Sielewicz, wiceburmistrz dzielnicy. - Teoretycznie można by spróbować zlokalizować to przy trasie Armii Krajowej. Ale vis-a-vis są wille. Jak powiedzieć tym ludziom, że wstawimy tam baraki? - pyta. I potwierdza, że były protesty, nawet z Kancelarii Prezydenta RP. - Że siedlisko patologii w pięknej dzielnicy tworzymy.

- Po co tereny pod budownictwo? - dziwi się Berthold. - Przecież to są kontenery. Inwestycja tymczasowa. Nikt nie zakłada, że ludzie będą tam mieszkać na stałe. Jeżeli ktoś nie chce tego zrobić, to jest tysiąc wymówek.

- Tu nie chodzi o brak lokalizacji. Może strach przed podjęciem trudnej decyzji? Może lenistwo? - uważa Hlebowicz. I zapowiada, że nie odpuści. - Daję czas do listopada. A później złożę wniosek o odwołanie zarządu dzielnicy.

Przeczytaj także: Deweloper chce rozmnożyć budynek



Podziel się

Lubisz Żoliborz?

Najnowsze informacje Ekskluzywne zdjęcia prosto na Twojego Facebooka

Najnowsze wiadomości z Warszawy