Mówi się na nie Seksmisja lub Szuflandia. Miłych skojarzeń nie budzą - wyglądają trochę jak kostnica - wnęki, w których prócz materaca i człowieka nic więcej się nie zmieści.
Chodzi o hotele kapsuły, z których od kilkudziesięciu lat korzystają Japończycy, kiedy ucieknie im ostatni pociąg do domu albo jeśli upiją się po pracy. Na Żoliborzu na ul. Felińskiego 37 powstał właśnie hostel, który prócz zwykłych pokoi wyposażony jest w osiem japońskich kapsuł. Po co?
- Tak jak chciał Lech Wałęsa: zbudowaliśmy w Polsce drugą Japonię - śmieje się współwłaściciel Wilson Hostel Przemek Grzywacz, z wykształcenia filozof chrześcijański. - Jeśli nasz gość poczuje się zmęczony w wieloosobowym pokoju, może wynająć sobie indywidualną kapsułę na kilka godzin: pospać, poczytać, popracować na laptopie. W całym budynku działa darmowy bezprzewodowy internet.
Godzina we wnęce kosztuje 1 euro. Doba: 20. Kosmiczne loże zaprojektował drugi właściciel hostelu Wilson Konrad Mąkosa.
- To był projekt z pamięci. Tak zapamiętałem kapsuły z Japonii - mówi. - Panowie budowniczy patrzyli na nas jak na wariatów. Pierwszy raz dostali takie zlecenie.
- Mamy z tego fun. A nasze kapsuły najbardziej przypominają miejsce zamieszkania Bruce'a Willisa w filmie "Piąty element" - twierdzi Przemek Grzywacz. Kasia Mąkosa, siostra Konrada i trzecia wspólniczka, dodaje:
- Po łóżka piętrowe też nie pojechaliśmy do Ikei, tylko sami zaprojektowaliśmy.
Właściciele przekonują, że testowali kapsuły i obalili stereotyp, że są klaustrofobiczne. Ponadto nie słychać odgłosów z sąsiednich łóżek, a konstrukcja kapsuł, podobnie jak całego hostelu, jest "wandaloodporna".
- Naszym kryterium projektowym był wściekły, pijany angielski kibic po porażce na Euro 2012 - śmieje się Konrad Mąkosa.
Kapsuły kapsułami, ale to niejedyna rzecz, która różni Wilson Hostel od innych tego typu przybytków w stolicy.
- Jesteśmy ekohostelem - mówią właściciele. - Ciepłą wodę i ogrzewanie zawdzięczamy energii słonecznej z paneli na dachu. Zainstalowaliśmy systemy oszczędzania wody, selekcjonujemy odpady.
Zielona ściana pnących roślin oczyszcza powietrze w hallu, a posadzony tu dzbanecznik pożera dokuczliwe muchy.
Wilson Hostel chce być związany z dzielnicą, bo właściciele uważają Żoliborz za najciekawszą.
- Sam budynek jest interesujący. Powstał w 1930 r. i mieściła się w nim apteka. Potem dom należał do naszego dziadka - mówią Kasia i Konrad. W tej części Europy zakwaterowanie w kapsułach było możliwe do tej pory tylko na Litwie.
poza kapsułą jest jeszcze kilka fajnych pokoi, bardzo ładny hol z kominkiem naparterze, ogródek. Schludnie, prosto i fajnie. Widzieliśmy na własne oczy. Dotego piękna okolica. »