- Chodziło o rzecz wielką: stworzenie nowej cywilizacji, a nie tylko budowę mieszkań - mówią jej autorzy. Widać to na 36 planszach, które można obejrzeć na skwerku przy ul. Słowackiego między urzędem dzielnicy a sklepem Merkury. Wzbudziły duże zainteresowanie przechodniów. Pokazują rzeczy, które ludziom niezaznajomionym solidnie z historią miasta, muszą wydawać się wręcz nieprawdopodobne.
Pierwsze zdjęcia pokazują
Żoliborz po I wojnie światowej: drewniane baraki, namioty dla biedoty, brukowane ulice z rynsztokami. Możemy obejrzeć prekursorski dokument Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z 1921 r. z prośbą o wpisanie do rejestru. Widnieje pod nim podpis Bolesława Bieruta. - Był wtedy jeszcze przyzwoitym działaczem PPS - mówi Jacek Sochan, jeden z twórców wystawy i działacz SLD.
Potem obserwujemy wybuch spółdzielczości: w miejscu XIX-wiecznej, zapyziałej dzielnicy jak grzyby po deszczu rosną modernistyczne kamienice. - Nasz polski, spółdzielczy modernizm różnił się od światowego skromnością. Widać to m.in. w prostocie elewacji domów wzdłuż ul. Krasińskiego - mówi Leszek Lachowiecki, główny organizator wystawy, działacz SLD i prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Warszawa w Europie".
Jednak spółdzielczy Żoliborz to również coś, co w międzywojniu określano mianem życia towarzyskiego. Powstawały spółdzielcze sklepy oferujące artykuły po cenach niższych niż u prywatnej konkurencji, szkoły, łaźnie, ogrody, kluby sportowe, bank. W budynku kotłowni Warszawskiej Spółdzielczej Mieszkaniowej przy ul. Suzina założono
teatr. - Spółdzielcy chcieli mieć własną kotłownię, ale władze miasta sprzeciwiały się, bo w ich opinii psuło to estetykę miasta. Architekci znaleźli rozwiązanie - obudowali komin schodami, a na szczycie umieścili platformę widokową, z której można było podziwiać panoramę miasta - mówi Leszek Lachowiecki. I pokazuje planszę z fotografią komina przypominającą latarnię morską.
Przekonuje, że polityka nie jest głównym tematem wystawy. - Jednak unosi się nad nią lewicowy duch - przyznaje. Darmowy "podpowiednik" po wystawie otwiera przedwojenne logo PPS.
- Idea spółdzielczości była ponadpartyjna, ale program PPS, jej idea ukształtowały charakter Żoliborza. Zdecydowały o jego szczególnym etosie łączącym wrażliwość społeczną z otwartością myślową, patriotyzm z szacunkiem dla odmienności. Tu nie dotarły antysemickie nastroje, które pod koniec lat 30. ubiegłego wieku opanowały nawet elitarne środowiska akademickie - opowiada Lachowiecki.
Jednak nie wszystkie idee udało się spełnić. Do domów, w których mieli zamieszkać robotnicy, wprowadzili się głównie inteligenci, przedstawiciele wolnych zawodów.
Wystawa kosztowała ok. 40 tys. zł. Złożyły się na nią Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne "Warszawa w Europie" oraz finansowana z budżetu federalnego Niemiec Fundacja im. Róży Luksemburg. Można ją oglądać do końca listopada. Jest też dostępna w internecie: www.wystawazoliborz.pl.
Przeczytaj także: Mieszkańcy do burmistrza: "Zbyniu, nie tędy droga!"