W domu przy ul. Słowackiego przeżyła kilkadziesiąt lat. Wprowadziła się do teściowej, która mieszkała tu jeszcze przed wojną. - A teraz się wyprowadzam - opowiada Alicja Tomaszewska. - Została jeszcze szafa do wyniesienia. Postanowiłam żyć jak wolny człowiek. Uznałam, że zdrowie jest najważniejsze, i nie będę się szarpać.
Pani Alicja jak tysiące innych warszawiaków miała pecha. Budynek komunalny, w którym przez lata mieszkała, miasto oddało dawnym właścicielom. Lokatorzy trafili w prywatne ręce razem z domem. - Pierwszy właściciel mówił, że mu nie zależy na przegonieniu ludzi - podkreśla pani Alicja. - Ale odsprzedał dom i zrobiło się niewesoło.
Kolejny właściciel podniósł stawki tak, że za 40 m kw. płaciła 800 zł.
Najgorsze było jednak to, że pani Alicja straciła prawa lokatorki. Wcześniej mogła starać się zamianę
mieszkania na inne - np. mniejsze (to, które oddaje, jest dla niej za duże), nawet w innej dzielnicy. Miała niewysoki czynsz ustalony przez radnych miasta. Mieszkanie mogła stracić tylko wówczas, gdyby przestała za nie płacić albo je zdewastowała i uprzykrzała życie sąsiadom. - Gdy po oddaniu budynku w prywatne ręce próbowałam się od urzędników dowiedzieć, kto jest nowym właścicielem, słyszałam, że nie jestem stroną. Nie znam więc jego nazwiska. Nie mam z nim umowy - opowiada.
Nie chciała być zakładnikiem tej sytuacji. Umowę najmu próbowała wypowiedzieć miastu, ale urzędnicy wyjaśnili jej, że to nie ich sprawa - lokatorki nic już z miastem nie łączy. - W decyzji o zwrocie
nieruchomości jest mowa o tym, że właściciel jest stroną najmu - wyjaśnia Dariusz Bieda, rzecznik Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami na
Mokotowie.
Najbardziej panią Alicję martwi jedno: jak teraz zdobyć meldunek? - Wiadomo, że jak ktoś wynajmuje mieszkanie, to meldować nikogo w nim nie chce. Bez meldunku jest trudno. A ja mam swoje lata. Ile osób jest w takiej sytuacji? Co z nimi? - pyta.
Radca prawny biura administracji i spraw obywatelskich ratusza Claudia Frendler-Bielicka przypomina: - Istnieje obowiązek meldunkowy. Jeśli chodzi o zameldowanie na stałe, wiąże się ono z miejscem, które jest centrum interesów życiowych konkretnej osoby.
Ci, którzy wynajmują mieszkania, wolą jednak uniknąć tych formalności. - Z obawy, że ktoś się nie wyprowadzi i będzie go trudno eksmitować - mówi Claudia Frendler-Bielicka. - A z brakiem meldunku wiąże się sporo komplikacji. Na przykład trudno otworzyć konto w banku.
Przepisy mają się jednak zmienić. Podobno ułatwią życie i właścicielom mieszkań na wynajem, i lokatorom.
- O tym, żeby to lokator wypowiedział umowę właścicielowi budynku, dotąd nie słyszeliśmy - dziwi się Dariusz Bieda. - To właściciele wypowiadają umowy lokatorom, a ci potem przychodzą do miasta po pomoc.
Pani Alicja pomocy nie chce. W administracji dowiedziała się, że może dostać zwrot wpłaconej przed laty kaucji. Pamięta, że były to trzy pensje - 5,6 tys. zł. Dziś to 56 groszy. - Kaucja nie podlega rewaloryzacji. Podpisałam więc dokument, że jej nie chcę - opowiada. - Po co ma się to za mną ciągnąć? Szkoda tylko pieniędzy, które włożyliśmy przez lata w mieszkanie. Ale co zrobić. Nie mam żadnych praw.
Przeczytaj także: Działki na pl. Defilad wracają do dawnych właścicieli
