Tłok w metrze na Bielanach. Jedna awaria i duże kłopoty

red.
03.03.2010 aktualizacja: 2010-03-03 20:38
A A A Drukuj
Stacja metra Plac Wilsona Fot. Filip Klimaszewski / AG
W środę rano przez trzydzieści minut nie kursowało metro w kierunku centrum. Na stacjach momentalnie zebrały się tłumy ludzi. Nasza czytelniczka opisuje, jak w takich sytuacjach sprawdza się komunikacja miejska.
SERWISY
Około godz. 8 rano na stacji Dworzec Gdański zepsuły się hamulce w rosyjskim pociągu. Zanim udało się uruchomić skład i udrożnić tor, pociągi przez 30 minut nie kursowały w kierunku Kabat. W takiej sytuacji niełatwo wydostać się z Bielan i Żoliborza. Oto list naszej czytelniczki:

Dziś jak co dzień próbowałam się dostać metrem do pracy w porannych godzinach szczytu z Placu Wilsona. Zazwyczaj korzystam z tej formy transportu, bo jest po prostu najszybsza. Do tłoku idzie się przyzwyczaić (w końcu do stacji Centrum to tylko niecałe 10 min). Problem polega na tym, że dziś po raz kolejny metro zawiodło. Gdy weszłam na stację metra zobaczyłam już pokaźny tłum zajmujący połowę peronu, na zegarze pokazującym czas od odjazdu ostatniego wagonika zabrakło miejsca.

W momencie kiedy wychodziłam ze stacji w kierunku przystanku autobusowego usłyszałam komunikat: "Pociągi w kierunku Kabat nie odjeżdżają". Tłum ruszył, więc był to prawdopodobnie pierwszy taki komunikat. Na przystanku oczywiście natychmiast zjawiły się tłumy, udało mi się wejść do 5 lub 6 autobusu (ok. 20 min. czekania). Spóźnienie do pracy oczywiście murowane, bo trzeba się jeszcze po drodze do Centrum przesiąść w tramwaj. Bezpośrednich autobusów brak, bo jak tłumaczą władze miasta jest metro. Zastępczych autobusów brak.

Od urodzenia mieszkam na Bielanach i zawsze uważałam się za szczęśliwą mieszkankę DOBRZE skomunikowanej z centrum cichej i zielonej dzielnicy. Tak było do momentu zakończenia budowy I linii metra. Co prawda dzielnica nie przestała być przyjazna i zielona, to jednak o dziwo ta olbrzymia inwestycja w infrastrukturę komunikacyjną pogorszyła mój dostęp do centrum. Zlikwidowano bowiem wszystkie połączenia z centrum, zmuszając ludzi do wciskania się w metro, które ma jakąś określoną przepustowość. Na marginesie, czy ktoś tą przepustowość policzył? Skąd wiadomo, że całe Bielany, Żoliborz, Tarchomin i Białołęka oraz część Bemowa zmieści się w ten środek komunikacji.

O ile rozumiem brak tramwajów wzdłuż Mickiewicza (wiadukt po prostu się rozpadł), to kompletnie nie rozumiem, dlaczego zrezygnowano z autobusu bezpośredniego do centrum. Przecież nie wszyscy muszą chcieć jeździć metrem. W razie awarii byłaby też jakaś alternatywa (a awarie, szczególnie w godzinach szczytu, zdarzają się często). Czemu ludzie mieszkający w północnych dzielnicach są skazani na jeden, w dodatku nie w pełni wydolny, system komunikacji.

Pasażer Metra



Przeczytaj także: Budowa drugiej linii Metra



kontakt

Podziel się

  • Re: Tłok w metrze na Bielanach. Jedna awaria i du wmraf 03.03.10, 22:16

    Niestety nie można utrzymywać linii "na wszelki wypadek". A autobusy, którejeździły na 520 zostały skierowane w inne okolice, gdzie są bardziej potrzebne.Jasne, że gdy jest awaria metra, to »

  • Tłok w metrze na Bielanach. Jedna awaria i duże... mk72 03.03.10, 22:41

    Mialem pecha znaleźć się kilkanaście minut przed godz. ósmą na stacji metra Centrum. Awaria trwała 30 minut, dezorganizacja w ruchu dużo dłużej. Peron pełen ludzi, brak informacji, brak »

  • Kupować samochody three-gun-max 04.03.10, 09:02

    Nie będziecie uzależnieni od pomysłów ludzi, którzy zatrzymali się mentalnie w poprzednim ustroju.»

Lubisz Żoliborz?

Najnowsze informacje Ekskluzywne zdjęcia prosto na Twojego Facebooka

Najnowsze wiadomości z Warszawy