- Drugi tydzień już się grzebią. Mieli skończyć do soboty, a w sobotę dopiero zaczęli - krytykuje Ryszard Strużkiewicz, który przedstawił się jako "warszawiak od 65 lat". - Wlecze się ta robota strasznie, ale co to by była za Warszawa bez rozkopanych ulic. Żeby dojechać do pl. Wilsona, trzeba teraz nadłożyć 3 km.
Kolejne tarapaty komunikacyjne na
Żoliborzu zaczęły się 7 lipca. Do zamkniętego od wiosny przejazdu nad torami przy Dworcu Gdańskim dołączyła ul. ks. Popiełuszki, kolejna ważna arteria tej dzielnicy. Tramwaje znikły z jej centralnej części już na dobre, a na ulicach zapanowało zamieszanie. Jadąc od strony dawnego ronda Babka, trzeba skręcić albo w al. Wojska Polskiego, albo w ul. Broniewskiego. Niektórzy przedzierają się małymi uliczkami. Inni ryzykują jazdę jezdnią wyłączoną z ruchu. Wczoraj rano widzieliśmy, jak kierowca daewoo szarżował pod prąd na przedzielonym barierami skrzyżowaniu z ul. Krasińskiego.
Przyczyna tych problemów to fatalny stan podziemnej komory, w której gromadzą się ścieki z dwóch kolektorów sanitarnych (stąd unoszący się w okolicy smrodek) oraz woda z burzowca. Nie wiadomo, dlaczego ogromne urządzenie powstało pod ruchliwymi jezdniami i torowiskiem.
- Każdy przejazd tramwaju czy zatłoczonego autobusu groził zawaleniem skrzyżowania - mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik miejskich wodociągów. Dodaje, że komorę długą na 14 m, szeroką na siedem i wysoką na dziewięć wymurowano w 1929 r. Wtedy wokół rozciągały się czekające na zabudowę pola. Strop komory raz już runął podczas wojennych walk, potem go odbudowano.
Kilka miesięcy temu okazało się, że urządzenie jest w bardzo złym stanie. Dodatkowo pogorszyły go napierające nań wody podziemne. Ich poziom podniósł się, gdy wiosną wezbrała Wisła. Gwoździem do trumny były dwie czerwcowe ulewy, które podtopiły komorę.
Co z naprawą? - To jawna kpina z ludzi - uważa Grzegorz Antkiewicz z pobliskiego kiosku. - Powinni pracować dzień i noc. A widać, jak to się robi: po polsku - pokazuje na niespełna dziesięcioosobową grupkę z firmy Sack Invent Poland kręcącą się na środku nieczynnego skrzyżowania. Przed godz. 18 już się zresztą nie kręci, tylko wypatruje transportu na fajrant.
Bartosz Milczarczyk usprawiedliwia się, że na zamkniętym skrzyżowaniu początkowo rzeczywiście niewiele się działo. Miejskie wodociągi czekały na ekspertyzę Politechniki Płockiej, która wskazała sposób naprawy komory. Potem do podparcia jej stropu trzeba było sprowadzić aż z Podlasia drewniane bele o przekroju 20 na 20 cm. W sumie będzie ich 72. Robotnicy przycinają je piłą tarczową ustawioną na jezdni. - Nie ma mowy o używaniu ciężkiego sprzętu i o pośpiechu, bo to zagrażałoby bezpieczeństwu pracujących. Te stemple wyglądają w środku komory jak te stosowane do podpierania korytarzy w kopalniach. Na pewno nie zmurszeją, woda im nie zagraża - przekonuje rzecznik MPWiK.
Prace potrwają do piątku albo do soboty. Wtedy ma powstać kolejna ekspertyza. Tym razem wykaże, czy podziemne pomieszczenie na ścieki nie grozi już zawaleniem. Ruch ma być przywrócony w weekend, ale tylko do czasu kapitalnego remontu komory. Jak długo wytrzyma z prowizorycznym zabezpieczeniem, tego w miejskich wodociągach nie wiedzą.