Słyną z elegancji i stylu, a na portretach z wystawy "Moja sąsiadka" jako ozdoby fryzur noszą w zależności od wieku opaski, apaszki, kokardy, słomkowe kapelusze, a nawet korony z papieru. Różnorodność tych nakryć głowy oddaje symbolicznie wachlarz kobiecych charakterów i postaci, które można spotkać w tej części Warszawy.
Autorce projektu, dziennikarce i żoliborzance z wyboru, Dorocie Maj, udało się stworzyć nową przestrzeń wystawienniczą podobną do tej w Al. Ujazdowskich na ogrodzeniu Łazienek Królewskich. Wzdłuż ul. Mickiewicza umieściła dziewięć cykli zdjęć. - Chciałam stworzyć portret dzielnicy na koniec pierwszej dekady XXI wieku - mówi Dorota Maj. - Codziennie przechodzimy obok siebie, nie zatrzymujemy się. Wystawa jest okazją, by przystanąć, przyjrzeć się sobie nawzajem, nawiązać emocjonalną więź.
Do projektu zaprosiła dziewięciu artystów, każdy z nich miał prawo do własnej interpretacji tematu. Jedni robili zdjęcia o godz. 5 nad ranem, inni w Klubie Seniora, jeszcze inni uwiecznili najmłodsze żoliborzanki na tle płotu, na którym teraz zawisły zdjęcia. Powstała wielobarwna mozaika złożona z 60 zdjęć, wykonanych w różnych technikach, o różnych formatach i tłach, w tym też na tradycyjnych negatywach.
Mimo jesiennej pogody
wystawa cieszy się sporym zainteresowaniem. -W Kamienicy przy Śmiałej mieszkam już od 50 lat, kiedyś tu wszyscy się znali. Wszystko robiło się razem. Nawet, gdy było ciężko, tańczyło się całą noc, choćby i, jak to się mówiło, pod suszone kluski. Dzieci do jednego mieszkania, a cała kamienica w tany. Wciąż przyjaźnimy się z tymi ludźmi. Mam szczęście, sąsiadki to moje przyjaciółki - mówi pani Zofia.
- Lubię
Żoliborz, bo ma charakter kameralnej miejskości. Tu ludzie naprawdę tworzą społeczność, spotykają się na spacerach i znają swoje sąsiadki - opowiada Jan, który mieszka przy ul. Krasińskiego. - Wystawa mi się podoba, bo wydaje się być wbrew dążeniu do coraz większej anonimowości i zamykaniu się za strzeżonymi bramami. Na
Żoliborzu do niedawna nikt nie zamykał furtek - dodaje.
- Żoliborskie panie, zwłaszcza starsze, są niesamowicie energiczne. Wpadają po kwiatki i biegną, jak to one mówią, na brydżyka. Mają swoje koła: śpiewają, grają, gimnastykują się - opowiada pani Jolanta z kwiaciarni przy ul. Mickiewicza.
Teraz żoliborscy fotografowie chcą, by przed obiektywami stanęli panowie.