"Drogowcy przegrywają wyścig z pogodą na odbudowywanym wiadukcie na
Żoliborz. - Otworzymy go w tym roku, jeśli nie przeszkodzi prawdziwa zima - zapowiadają" - pisała "Gazeta Stołeczna" 29 listopada 2010 r.
Jak człowiek, nie drogowiec, to przeczytał, to już wiedział: wiaduktu, podstawowej przeprawy z Żoliborza do centrum, nie będzie przed wiosną. Jeśli bowiem w końcówce listopada drogowiec nie ma przeczucia, że już, zaraz będzie "prawdziwa zima", to znaczy, że pochodzi z subsaharyjskiej Afryki i nic nie wie o pogodzie w warszawskiej strefie klimatycznej.
Tylko dlaczego nie wiedzą tego też władze Warszawy i Żoliborza? Dlaczego nie uświadamiają tym zabłąkanym drogowcom, że wiadukt miał być oddany w październiku?
Oczywiście wiaduktu nie oddali także w pozostałej części 2010 roku. Może oddadzą w kwietniu. Zapewne tylko wtedy, jeśli wiosna nie będzie deszczowa.
To jednak nie tylko sprawa klimatu. Tuż obok powstało przejście podziemne do
metra i dworca. Miało być oddane: we wrześniu, grudniu 2010, styczniu 2011.
Tu pogoda nie przeszkadza, bo budowniczym do tunelu nie kapie. Są jednak inne powody niewpuszczania tam ludzi. - W dokumentacji są braki. Nie ma m.in. niektórych map - powiedziała "Stołecznej" pani z nadzoru budowlanego. To muszą być skomplikowane mapy, choć wydawałoby się, że przejście to podziemna rura i mapy tej rury można było się dopracować przez kilka lat planowania i budowania.
Czy tutejszy samorząd jest? Czy zasnął do wyborów 2014?