Znów nie wiedzą, co począć z Waryńskim
15.02.2012
aktualizacja: 2012-02-14 21:04
Fot. SZYPERKO
Nie znalazła się ani jedna firma do renowacji i ponownego ustawienia popiersia Waryńskiego na Woli. Radny SLD Paweł Pawlak twierdzi, że reguły ustalone przez ekipę PO czyniły kontrakt praktycznie niewykonalnym.
ZOBACZ TAKŻE
- Waryński wróci na Wolę? Jest popiersie, nie ma zgody (16-04-11, 11:00)
Po fiasku przetargu pomnik Ludwika Waryńskiego, działacza ruchu socjalistycznego i założyciela partii Proletaryat nadal leżakuje w magazynie. Choć według SLD miał stanąć na wolskim skwerze przy Bema kilka lat temu. Jak twierdzą nasi rozmówcy, partia była najbliżej sukcesu w poprzedniej kadencji, gdy gwarantowała większość PO. Odbywały się wówczas regularne targi, w których pomnik był ceną poparcia uchwał.
Ówczesny SLD-owski wiceburmistrz dzielnicy Paweł Pawlak był jednocześnie liderem komitetu obrony pomnika. Jego grupa działała od 2006 r. Działał też PiS - niechętni powrotowi członkowie tej partii twierdzili m.in., że ustawienie "czerwonego Waryńskiego" w sąsiedztwie kościoła św. Stanisława przy ul. Bema oraz obok placu zabaw dla dzieci jest niedopuszczalne.
Mimo nastawienia PiS wiosną 2011 r. lewica była pewna sukcesu: zakończyła się urzędowa procedura, wystarczyło ogłosić przetarg, którego zwycięzca z budżetem 100 tys. zł podjąłby ustawienia monumentu.
SLD zależało na czasie, politycy liczyli, że Waryński zdąży wrócić na Wolę przed wyborami do Sejmu, co miało poprawić nastroje starszego pokolenia lewicowego elektoratu. Ostatecznie Wola ogłosiła przetarg już po kampanii, pod koniec października, zwycięzca przetargu miał być znany 10 listopada, by podpisać umowę na dwa tygodnie przed końcem 2011 r.
Do przetargu nikt się nie zgłosił. - Nie dziwię się - komentuje Paweł Pawlak, dziś radny SLD. - Chętny byłby idiotą - ocenia. - Na całość robót miałby dwa tygodnie. Bo pieniądze były, ale tylko w budżecie 2011 r.
Z materiałów przetargowych m.in. koncepcji zagospodarowania skweru, w której - co nietypowe - obok opisów technicznych znalazły się także teksty "Mazur Kajdaniarski", "Warszawianka" oraz "Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego", wynika, że jak na dwa tygodnie zadanie było ambitne.
Wedle kontraktu należało odrestaurować i ponownie ustawić pomnik, zadbać o aranżację - ławki, kosze na śmieci, gazony, zająć się zielenią np. "ręcznie przekopać ziemię, usuwając chwasty, śmieci oraz gruz". Nowego Waryńskiego miały m.in. otaczać "rośliny cebulowe", późniejszy "zakwitający wiosną łan niebieskich kwiatów, który będzie niewątpliwą atrakcją dla odwiedzających". Także z tych, którzy mają problemy z poruszaniem się (stąd w kontrakcie mowa o specjalnej, utwardzonej pochylni).
Radny Pawlak, który od miesięcy jest przekonany o istnieniu nieformalnej grupy urzędników blokujących powrót Waryńskiego, zamierza zgromadzić pisma w sprawie pomnika z 2011 r. i na ich podstawie przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. - Zbadam przepływy dokumentów, co pozwoli mi ustalić poziomy blokowania - mówi. - Materiał zostanie przedłożony pani prezydent.
Jednak najbardziej radnego Pawlaka niepokoi brak pieniędzy na upamiętnienie w obecnym budżecie miasta. Nie jego jednego. Za Waryńskim ujął się także wiceszef warszawskiego Ruchu Palikota radny Marcin Rzońca (wcześniej SLD), którego o pomoc poprosili starsi wiekiem ludzie lewicy ze stowarzyszenia Pokolenia. - Można postawić tezę, że ten przetarg miał się nie udać. Żałuję, że PO nie wypełnia własnych politycznych zobowiązań - mówi. - Oczywiście będę protestował, ale cóż może pojedynczy radny opozycji wobec 33 szabel partii rządzącej?
Wygląda na to, że walka nie będzie potrzebna. - Jeśli Waryński wypadł z tegorocznego budżetu, to go przywrócę - powiedział nam wczoraj wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO).
Ówczesny SLD-owski wiceburmistrz dzielnicy Paweł Pawlak był jednocześnie liderem komitetu obrony pomnika. Jego grupa działała od 2006 r. Działał też PiS - niechętni powrotowi członkowie tej partii twierdzili m.in., że ustawienie "czerwonego Waryńskiego" w sąsiedztwie kościoła św. Stanisława przy ul. Bema oraz obok placu zabaw dla dzieci jest niedopuszczalne.
Mimo nastawienia PiS wiosną 2011 r. lewica była pewna sukcesu: zakończyła się urzędowa procedura, wystarczyło ogłosić przetarg, którego zwycięzca z budżetem 100 tys. zł podjąłby ustawienia monumentu.
SLD zależało na czasie, politycy liczyli, że Waryński zdąży wrócić na Wolę przed wyborami do Sejmu, co miało poprawić nastroje starszego pokolenia lewicowego elektoratu. Ostatecznie Wola ogłosiła przetarg już po kampanii, pod koniec października, zwycięzca przetargu miał być znany 10 listopada, by podpisać umowę na dwa tygodnie przed końcem 2011 r.
Do przetargu nikt się nie zgłosił. - Nie dziwię się - komentuje Paweł Pawlak, dziś radny SLD. - Chętny byłby idiotą - ocenia. - Na całość robót miałby dwa tygodnie. Bo pieniądze były, ale tylko w budżecie 2011 r.
Z materiałów przetargowych m.in. koncepcji zagospodarowania skweru, w której - co nietypowe - obok opisów technicznych znalazły się także teksty "Mazur Kajdaniarski", "Warszawianka" oraz "Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego", wynika, że jak na dwa tygodnie zadanie było ambitne.
Wedle kontraktu należało odrestaurować i ponownie ustawić pomnik, zadbać o aranżację - ławki, kosze na śmieci, gazony, zająć się zielenią np. "ręcznie przekopać ziemię, usuwając chwasty, śmieci oraz gruz". Nowego Waryńskiego miały m.in. otaczać "rośliny cebulowe", późniejszy "zakwitający wiosną łan niebieskich kwiatów, który będzie niewątpliwą atrakcją dla odwiedzających". Także z tych, którzy mają problemy z poruszaniem się (stąd w kontrakcie mowa o specjalnej, utwardzonej pochylni).
Radny Pawlak, który od miesięcy jest przekonany o istnieniu nieformalnej grupy urzędników blokujących powrót Waryńskiego, zamierza zgromadzić pisma w sprawie pomnika z 2011 r. i na ich podstawie przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. - Zbadam przepływy dokumentów, co pozwoli mi ustalić poziomy blokowania - mówi. - Materiał zostanie przedłożony pani prezydent.
Jednak najbardziej radnego Pawlaka niepokoi brak pieniędzy na upamiętnienie w obecnym budżecie miasta. Nie jego jednego. Za Waryńskim ujął się także wiceszef warszawskiego Ruchu Palikota radny Marcin Rzońca (wcześniej SLD), którego o pomoc poprosili starsi wiekiem ludzie lewicy ze stowarzyszenia Pokolenia. - Można postawić tezę, że ten przetarg miał się nie udać. Żałuję, że PO nie wypełnia własnych politycznych zobowiązań - mówi. - Oczywiście będę protestował, ale cóż może pojedynczy radny opozycji wobec 33 szabel partii rządzącej?
Wygląda na to, że walka nie będzie potrzebna. - Jeśli Waryński wypadł z tegorocznego budżetu, to go przywrócę - powiedział nam wczoraj wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO).
Najnowsze wiadomości z Woli
Najnowsze wiadomości z Warszawy



