Polityczne podchody pod pomnik obok Muzeum Powstania

Iwona Szpala, Tomasz Urzykowski
21.11.2009 aktualizacja: 2009-11-20 23:30
A A A Drukuj
Muzeum Powstania Warszawskiego na Przyokopowej Fot. Andrzej Bogacz / AG
Kombatanci chcą postawić przy Muzeum Powstania Warszawskiego pomnik upamiętniający 180 tys. cywilnych ofiar. Dyrektor jest niechętny. - To się nie mieści w etosie Powstania, na którym PiS zbija polityczny kapitał - komentują w PO
Temat pojawił się przed obchodami 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Cztery sztandarowe organizacje kombatanckie wybrały się do Jana Ołdakowskiego, dyrektora muzeum i posła PiS, prosić o wystawienie pomnika cywilnej ludności, która zginęła w 1944 r.

- My, powstańcy, mamy wiele pomników. Te, które są, już nam wystarczą. Uhonorowanie należy się wreszcie cywilnym ofiarom Powstania - twierdzi Wojciech Militz "Bystry", który walczył w mokotowskim Pułku "Baszta". W delegacji byli też przedstawiciele Związku Powstańców Warszawskich, Światowego Związku Żołnierzy AK i Klubu Kawalerów Virtuti Militari.

- To było jeszcze przed Godziną W - precyzuje powstaniec. - Przyjął nas jeden z pracowników, przekazaliśmy mu treść tablicy przyszłego pomnika. Piszemy tam m.in. o 180 tys. mieszkańców Warszawy zamordowanych przez SS, Wehrmacht, niemiecką żandarmerię, zbombardowanych i spalonych.

"Pamiętamy o kilkuset tysiącach ludzi wywiezionych do obozów koncentracyjnych lub przymusowo wysiedlonych - zdanych na tułaczkę. Składamy hołd ludności cywilnej, która ofiarnie wspomagała powstańców bohatersko walczących o wolność i honor Narodu Polskiego" - napisali kombatanci.

- Liczyliśmy na to, że do października pomnik będzie gotowy - mówi Wojciech Militz.

Funeralna pamięć

Ponieważ od lipca z projektem pomnika nic się nie działo, powstańcy poszli do radnych. Wsparcie obiecała im rządząca Warszawą Platforma Obywatelska. Mniej entuzjazmu do upamiętniania śmierci 180 tys. warszawiaków ma dyrektor muzeum Jan Ołdakowski. - Martyrologia, szczególnie zbiorowa, źle wychodzi na pomnikach - ocenia. - Taką formą trudno jest opisać tragedię i głębię emocji. Mamy więc dzieła religijno-historyczne albo zbyt dosłowne. Realistyczne pomniki hekatomby nie służą budowaniu wspólnoty, bo trudno taką znaleźć z ludźmi, którzy tragedię przeżyli.

Muzeum Powstania stawia na pamięć "branżową". - Chodzi o grupy zawodowe. Na przykład lekarze upamiętniają u nas lekarzy, prawnicy - poległych w Powstaniu prawników. Taka forma nie rani, ale łączy - uważa dyr. Ołdakowski. W parku przy Muzeum stawiano też jednak pomniki na polityczne zamówienie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Tym sposobem z okazji wizyty prezydenta Azerbejdżanu upamiętniono nawet Azerów, którzy walczyli po stronie niemieckiej.

Rozmawiamy o lipcowej propozycji kombatantów. Jan Ołdakowski mówi, że Muzeum musiało się zmierzyć się z dwoma, konkurencyjnymi projektami pomników. Poza żołnierzami AK o pamięć cywilów upomnieli się społecznicy ze "środowiska reprezentującego rzeź Woli".

- Było spotkanie, uznaliśmy, że proponowane przez komitety pomniki - Bezimiennego Warszawiaka i Ku Czci Bezimiennego Poległego Warszawiaka - to jeden temat. Prosiliśmy, aby społecznicy uzgodnili to między sobą - komentuje dyrektor. Co gorsza - jak mówi - oba projekty reprezentowały "styl pomników ze skwerów", w Muzeum Powstania wykluczony.

- Pojawił się pomysł anioła. A upamiętnienie u nas może mieć wyłącznie formę prostopadłościanu o wymiarach 90 na 90 na 220 cm. Takie reguły ustalił projektant muzeum - przypomina Jan Ołdakowski.

Dziś niczego jeszcze nie przesądza - o 180 tys. cywilnych ofiar Powstania może opowiadać marmurowa płyta, a nawet walec. - Chodzi przecież o symbol - tłumaczy, po czym dzieli się ogólnym spostrzeżeniem: - W Polsce mamy problem funeralnej ekspresji. Ale muzeum nie zmieni zasad.

Wojciech Militz jest zaskoczony. - Stronę artystyczno-wykonawczą pozostawiliśmy miastu i muzeum, które miały go sfinansować. My wyobrażamy sobie tablicę wmontowaną w głaz. Nic więcej - mówi.

Część muzealna nie wypaliła

Jest też problem z pieniędzmi, a z nim kolejna zasada ustalona przez załogę Muzeum Powstania: placówka nie finansuje pomników. Tymczasem ani środowiska AK, ani kombatanci z Woli nie zebrali funduszy.

- Nie jesteśmy od załatwiania pieniędzy. Możemy pomóc od strony organizacyjnej przy zdobywaniu kompletu pozwoleń - mówi Jan Ołdakowski i dodaje, że wróci do tematu, jeśli komitety spełnią warunki, które dostały od muzeum. AK-owcy nie chcą jednak wspólnego projektu pomnikowego.

- Zachowanie może dziwić. Szczególnie że na prośbę powstańców obchody 65. rocznicy Powstania były hołdem złożonym cywilnym ofiarom - komentuje Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. Kombatanci postulowali, aby o ofierze ludności cywilnej Warszawy wspominano w rocznicowych przemówieniach i homiliach. Poprosili też miasto o wybicie medalu poświęconego warszawiakom, którzy ucierpieli w 1944 r. - Udało się wszystko, poza częścią muzealną. Nie zbudowaliśmy pomnika, nie doszło też do proponowanej przez nas wystawy w Muzeum Powstania, która miała opowiadać o cywilnych ofiarach 1944 r. - mówi Wojciech Militz. Inni kombatanci też są rozżaleni.

- Nie mieliśmy pojęcia, że coś takiego ma miejsce - mówi Jarosław Jóźwiak. - Pani prezydent chce wyjaśnień od dyrekcji muzeum. Od rozstrzygania o pomnikach jest rada miasta i prezydent Warszawy - przypomina.

Przeczytaj także: Jak nazwać Most Północny? Są nowe propozycje



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Woli
Najnowsze wiadomości z Warszawy