Bunt sąsiadów przeciwko dzikim lokatorom
21.06.2010
aktualizacja: 2010-06-20 20:40
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Sąsiedzi tolerowali, że przez ponad 20 lat mieszkanie komunalne w ich budynku było podnajmowane. Bo zajmowali je spokojni ludzie. Zbuntowali się, gdy lokatorzy stali się uciążliwi. Jednak na finał sprawy długo poczekają. Przy dudniącej muzyce
ZOBACZ TAKŻE
- Radni w Śródmiesciu chcą luzu w kołchozach (08-07-10, 22:06)
- Przegrał w sądzie, ale będzie walczył o mieszkańców (01-07-10, 10:00)
- Muzeum Kolejnictwa na Woli: rozbudowa czy przenosiny? (19-06-10, 12:00)
- Górczewska znika w wąwozie. Ludzie proszą o litość (18-06-10, 11:00)
- Wczasy na działkach dla seniorów z Woli (17-06-10, 18:25)
- Nie mogę się nadziwić, że nie ma takiego prawa, by administracja przysłała tu ślusarza, który wymieniłby zamki i załatwił sprawę - mówi nasz czytelnik z ul. Ożarowskiej. Jego żona jak mało kto zna sąsiadów, bo żyje w budynku od blisko 60 lat, a mieszkanie przejęła po rodzicach. - Po śmierci lokatorki jej syn przez 25 lat podnajmował mieszkanie - opowiada. - Nikt nie wspominał o tym administracji, bo woleliśmy spokojnych ludzi, którzy żyli obok nas, niż jego. Miał na bakier z prawem. Kiedy trafiał do więzienia, było spokojnie.
Małżeństwo pamięta, że przez te wszystkie lata przez mieszkanie przewinęło się małżeństwo z dzieckiem i małżeństwo bez dziecka, samotna kobieta i matka z córką. W marcu zeszłego roku na kilka dni pojawiła się córka lokatora. - Muzyka na cały głos, towarzystwo pod oknem, imprezy - opowiadają. - Potem już jej nie było, za to pojawili się dwaj panowie, do których przychodziły panie.
A razem z nowymi sąsiadami w spokojnym domu zagościły libacje, zaś do mieszkańców budynku zapukała straż graniczna, pytając o prostytutki. Jesienią lokum zajęli młodzi ludzie z Afryki. - Nie powiem, żeby kogokolwiek zaczepili, ale lubią głośne imprezy. Kiedyś w czasie libacji pod dom przyjechały trzy radiowozy. Potem się trochę uspokoiło, ale w czerwcu znowu były imprezy, kłótnie, ktoś z ich grupy nocował pod drzwiami na korytarzu. Mamy dość - opowiadają starsi państwo.
Sąsiedztwo tak im dopiekło, że postanowili powiadomić urzędników. - Wtedy okazało się, że nasz dawny sąsiad, który miał papier na to mieszkanie, zmarł jesienią w 2007 r. A do eksmisji administracja zabiera się dopiero teraz - dziwią się.
Z obiegiem informacji najwyraźniej jest słabo. Administracja dowiedziała się o dzikich lokatorach dopiero dzięki programowi "Poznaj swojego najemcę". Pisaliśmy o nim w "Gazecie": ratusz postanowił zmobilizować administratorów do wyjścia zza biurek i przejrzenia mieszkań komunalnych. Po to, by wytropić nielegalne podnajmy, zajmowanie mieszkań bez umowy itp. - W tym lokalu jest zameldowana córka zmarłego najemcy - wyjaśnia Anna Fiszer-Nowacka, naczelniczka wydziału organizacyjnego w urzędzie dzielnicy Wola. Nie ma prawa do lokalu, więc wystąpiliśmy do sądu o eksmisję. Uzyskanie wyroku to jedyna możliwość odzyskania lokalu.
Pod koniec maja urząd dzielnicy poprosił administrację o informację, na jakim etapie jest sprawa w sądzie. Do dziś nie dostał odpowiedzi. Policja, do której zdesperowanych lokatorów odsyła pani naczelnik, zna afrykańskich mieszkańców Ożarowskiej. Choć mieszkanie jest im podnajmowane nielegalnie, oni sami w Polsce przebywają zgodnie z prawem. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy policjanci interweniowali w zajmowanym przez nich mieszkaniu cztery razy z powodu głośnej muzyki i kłótni.

Małżeństwo pamięta, że przez te wszystkie lata przez mieszkanie przewinęło się małżeństwo z dzieckiem i małżeństwo bez dziecka, samotna kobieta i matka z córką. W marcu zeszłego roku na kilka dni pojawiła się córka lokatora. - Muzyka na cały głos, towarzystwo pod oknem, imprezy - opowiadają. - Potem już jej nie było, za to pojawili się dwaj panowie, do których przychodziły panie.
A razem z nowymi sąsiadami w spokojnym domu zagościły libacje, zaś do mieszkańców budynku zapukała straż graniczna, pytając o prostytutki. Jesienią lokum zajęli młodzi ludzie z Afryki. - Nie powiem, żeby kogokolwiek zaczepili, ale lubią głośne imprezy. Kiedyś w czasie libacji pod dom przyjechały trzy radiowozy. Potem się trochę uspokoiło, ale w czerwcu znowu były imprezy, kłótnie, ktoś z ich grupy nocował pod drzwiami na korytarzu. Mamy dość - opowiadają starsi państwo.
Sąsiedztwo tak im dopiekło, że postanowili powiadomić urzędników. - Wtedy okazało się, że nasz dawny sąsiad, który miał papier na to mieszkanie, zmarł jesienią w 2007 r. A do eksmisji administracja zabiera się dopiero teraz - dziwią się.
Z obiegiem informacji najwyraźniej jest słabo. Administracja dowiedziała się o dzikich lokatorach dopiero dzięki programowi "Poznaj swojego najemcę". Pisaliśmy o nim w "Gazecie": ratusz postanowił zmobilizować administratorów do wyjścia zza biurek i przejrzenia mieszkań komunalnych. Po to, by wytropić nielegalne podnajmy, zajmowanie mieszkań bez umowy itp. - W tym lokalu jest zameldowana córka zmarłego najemcy - wyjaśnia Anna Fiszer-Nowacka, naczelniczka wydziału organizacyjnego w urzędzie dzielnicy Wola. Nie ma prawa do lokalu, więc wystąpiliśmy do sądu o eksmisję. Uzyskanie wyroku to jedyna możliwość odzyskania lokalu.
Pod koniec maja urząd dzielnicy poprosił administrację o informację, na jakim etapie jest sprawa w sądzie. Do dziś nie dostał odpowiedzi. Policja, do której zdesperowanych lokatorów odsyła pani naczelnik, zna afrykańskich mieszkańców Ożarowskiej. Choć mieszkanie jest im podnajmowane nielegalnie, oni sami w Polsce przebywają zgodnie z prawem. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy policjanci interweniowali w zajmowanym przez nich mieszkaniu cztery razy z powodu głośnej muzyki i kłótni.
Przeczytaj także: Sąsiedzi z Mokotowa zrobili sobie święto podwórka

Najnowsze wiadomości z Woli
Najnowsze wiadomości z Warszawy


