Muzeum Erotyki w Warszawie już działa [zdjęcia i wideo]

Jerzy S. Majewski
08.02.2011 aktualizacja: 2011-02-08 20:48
A A A Drukuj
Muzeum Erotyki w Warszawie, ul. Grzybowska 3 Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Muzeum Erotyki w Warszawie, ul. Grzybowska 3
  • Muzeum Erotyki w Warszawie, ul. Grzybowska 3
  • Dariusz Kędziora właściciel Muzeum Erotyki w Warszawie
  • Muzeum Erotyki w Warszawie, ul. Grzybowska 3
- Nasze muzeum to nie sex-shop, chcemy, by stało się placówką kulturalną, i poświęcone jest sztuce. - Nie będziemy tu sprzedawać wibratorów, lecz książki i albumy o sztuce erotycznej - zapowiada twórca Muzeum Erotyki
SONDAŻ
Wybierzesz się do Muzeum Erotyki w Warszawie?

tak, chętnie zwiedzę takie muzeum
nie wiem
nie, to nie dla mnie

We wtorek w galerii handlowej budynku przy Grzybowskiej 3 otwarte zostało Muzeum Erotyki. Jest przedsięwzięciem prywatnym, ma być czynne codziennie od 11 do 22, dostępne tylko dla pełnoletnich i poświęcone sztuce oraz obyczajowości.

Skrzydlate fallusy

- Nasze muzeum to nie sex-shop czy jakiś show. Chcemy, by stało się placówką kulturalną, i poświęcone jest sztuce - przekonuje Dariusz Kędziora, dyrektor i inicjator przedsięwzięcia, z wykształcenia zaś archeolog. Obok muzeum będzie sklep. - Nie będziemy tu sprzedawać wibratorów, lecz książki i albumy o sztuce erotycznej - zapowiada.

Muzeum powstało z jego kolekcji zbieranej przez 20 lat po całym świecie. Liczy ona ponad dwa tysiące eksponatów. Niestety, z reguły nie są to oryginały, lecz kopie ze sklepów z pamiątkami.

- Od samego początku kupowałem eksponaty z myślą o muzeum. Znajomi patrzyli na mnie nieco dziwnie. No bo w końcu jak oceniać kogoś, kto ma cały dom zagracony fallusami - zwierza mi się dyrektor. Podchodzimy do jednej z najbardziej niezwykłych miniatur. Pochodzi z Indii. Stado uskrzydlonych fallusów niczym barwne motyle sfruwa z drzewa i rzuca się na dwie dorodne niewiasty. - Penisy mają skrzydła, bo w wielu kulturach traktowane były jak osobne byty - mówi Kędziora i wskazuje na kupioną w greckim sklepie kopię płaskorzeźby z nadproża drzwi wejściowych. Oryginał pochodzi z III wieku przed nasza erą. Fallusy zwrócone ku sobie zapraszają do wnętrza. Pod nimi starogrecki napis: "Dzielmy razem nasze przyjemności".

W Europie tabu

Najwięcej eksponatów pochodzi z Dalekiego Wschodu. Zobaczymy japońskie i koreańskie zwoje z aktami oraz kopie Shunga - czyli obrazów erotycznych tworzonych w Tokio w wiekach XVIII i XIX. Wiele miejsca zajmują japońskie naczynia porcelanowe do sake. Zdobią je śmiałe sceny erotyczne. - To nie są przedmioty z japońskich domów uciech, ale ze zwykłych domów. W Japonii erotyka jest czymś zwyczajnym do dziś. W Chinach cała kultura erotyczna została zniszczona podczas rewolucji kulturalnej, stała się zakazana - mówi dyrektor muzeum. Bogata sztuka erotyczna istniała w prekolumbijskiej Ameryce. W muzeum znajdziemy m.in. wiele kopii ceramiki kultury Moche z północnego Peru. Z kunsztem przedstawione są sceny aktów płciowych, masturbacji, atrybutów płciowych. - Gdy w Ameryce pojawili się konkwistadorzy, niszczyli tę sztukę. Tak samo jak muzułmanie z egipskich wyobrażeń faraonów utrącali fallusy - opowiada Kędziora. Nie inaczej działo się w Grecji w epoce Bizancjum.

W porównaniu z kulturą erotyczną antyku czy Dalekiego Wschodu Europa od średniowiecza po początek XX stulecia wypadła blado. - W języku polskim brakuje słów. Albo używamy wulgaryzmów, albo eufemizmów o tradycji jeszcze XVII - czy XVIII-wiecznej w rodzaju "ptaszek" czy "muszelka". To bardzo zubaża nasz język i sposób mówienia o erotycznej sferze życia - mówi dr Radosław Muniak, kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej zajmujący się historią erotyki.

W otwór protagol

- XIX-wieczna Warszawa była miastem rozpustnym, ale sama tematyka erotyczna była tabu - przekonuje dr Muniak. W mieście roiło się od lupanarów. Przed powstaniem listopadowym wzdłuż Furmańskiej w oknach siedziały strzygi w stroju Ewy, zapraszając na pięciogroszowe rozkosze. U schyłku stulecia luksusowe domy publiczne znajdowały się po parzystej stronie Okopowej, a te gorsze po nieparzystej. A jednak cała ta sfera okryta była tabu. Nie ma fotografii z ówczesnych, warszawskich domów rozpusty. Nie ma rycin.

Za to w muzeum przy Grzybowskiej obejrzymy przedwojenny, polski automat do sprzedaży prezerwatyw. To absolutny unikat. Zobaczymy też międzywojenną ulotkę. W aptece wystarczyło ją pokazać pani magister, by bez słowa, dyskretnie wydała prezerwatywę. Uwagę zwracają plakaty nawołujące do walki z chorobami wenerycznymi czy wezwania prostytutek do rejestracji. Najzabawniejsze są wywieszane w 1915 r. w warszawskich domach publicznych przepisy dla zabezpieczenia przed chorobami wenerycznymi: "Zbadać członek mężczyzny, czy nie ma na niem wysypki. Lub czy materia nie wydziela się z otworu po naciśnięciu. Jeżeli mężczyzna nie używał kondonu lub jeśli kondon przedarł się, trzeba po stosunku członek umyć środkiem dezynfekcyjnym i wpuścić w otwór pipetką 2 krople protargolu" - czytamy.

Więcej informacji o muzeum na stronie muzeumerotyki.com.pl .

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Woli
Najnowsze wiadomości z Warszawy