Muzeum Erotyki w Warszawie już działa [zdjęcia i wideo]
08.02.2011
aktualizacja: 2011-02-08 20:48
- Nasze muzeum to nie sex-shop, chcemy, by stało się placówką kulturalną, i poświęcone jest sztuce. - Nie będziemy tu sprzedawać wibratorów, lecz książki i albumy o sztuce erotycznej - zapowiada twórca Muzeum Erotyki
ZOBACZ TAKŻE
- Naga modelka biegała po ulicach Warszawy (23-03-11, 09:00)
- Słynne dzieło Matejki nie dla Berlina. Zostaje w stolicy (14-04-11, 01:00)
- Akcja: "Warszawianko, zaprzyjaźnij się z wibratorem" (15-03-11, 12:00)
- Odbudowa Warszawy na prestiżowej liście UNESCO? (12-02-11, 14:00)
- Hity polskiego designu w Muzeum Narodowym [WIDEO] (04-02-11, 18:00)
- Hity polskiego designu w stolicy. Brakuje tylko muzeum (03-02-11, 09:00)
- Po 10 latach remontu Muzeum Narodowe ma nowy dach (02-02-11, 00:00)
- Bardzo drogi prezent z Niemiec dla Muzeum Chopina (10-01-11, 10:00)
SONDAŻ
We wtorek w galerii handlowej budynku przy Grzybowskiej 3 otwarte zostało Muzeum Erotyki. Jest przedsięwzięciem prywatnym, ma być czynne codziennie od 11 do 22, dostępne tylko dla pełnoletnich i poświęcone sztuce oraz obyczajowości.
Skrzydlate fallusy
- Nasze muzeum to nie sex-shop czy jakiś show. Chcemy, by stało się placówką kulturalną, i poświęcone jest sztuce - przekonuje Dariusz Kędziora, dyrektor i inicjator przedsięwzięcia, z wykształcenia zaś archeolog. Obok muzeum będzie sklep. - Nie będziemy tu sprzedawać wibratorów, lecz książki i albumy o sztuce erotycznej - zapowiada.
Muzeum powstało z jego kolekcji zbieranej przez 20 lat po całym świecie. Liczy ona ponad dwa tysiące eksponatów. Niestety, z reguły nie są to oryginały, lecz kopie ze sklepów z pamiątkami.
- Od samego początku kupowałem eksponaty z myślą o muzeum. Znajomi patrzyli na mnie nieco dziwnie. No bo w końcu jak oceniać kogoś, kto ma cały dom zagracony fallusami - zwierza mi się dyrektor. Podchodzimy do jednej z najbardziej niezwykłych miniatur. Pochodzi z Indii. Stado uskrzydlonych fallusów niczym barwne motyle sfruwa z drzewa i rzuca się na dwie dorodne niewiasty. - Penisy mają skrzydła, bo w wielu kulturach traktowane były jak osobne byty - mówi Kędziora i wskazuje na kupioną w greckim sklepie kopię płaskorzeźby z nadproża drzwi wejściowych. Oryginał pochodzi z III wieku przed nasza erą. Fallusy zwrócone ku sobie zapraszają do wnętrza. Pod nimi starogrecki napis: "Dzielmy razem nasze przyjemności".
W Europie tabu
Najwięcej eksponatów pochodzi z Dalekiego Wschodu. Zobaczymy japońskie i koreańskie zwoje z aktami oraz kopie Shunga - czyli obrazów erotycznych tworzonych w Tokio w wiekach XVIII i XIX. Wiele miejsca zajmują japońskie naczynia porcelanowe do sake. Zdobią je śmiałe sceny erotyczne. - To nie są przedmioty z japońskich domów uciech, ale ze zwykłych domów. W Japonii erotyka jest czymś zwyczajnym do dziś. W Chinach cała kultura erotyczna została zniszczona podczas rewolucji kulturalnej, stała się zakazana - mówi dyrektor muzeum. Bogata sztuka erotyczna istniała w prekolumbijskiej Ameryce. W muzeum znajdziemy m.in. wiele kopii ceramiki kultury Moche z północnego Peru. Z kunsztem przedstawione są sceny aktów płciowych, masturbacji, atrybutów płciowych. - Gdy w Ameryce pojawili się konkwistadorzy, niszczyli tę sztukę. Tak samo jak muzułmanie z egipskich wyobrażeń faraonów utrącali fallusy - opowiada Kędziora. Nie inaczej działo się w Grecji w epoce Bizancjum.
W porównaniu z kulturą erotyczną antyku czy Dalekiego Wschodu Europa od średniowiecza po początek XX stulecia wypadła blado. - W języku polskim brakuje słów. Albo używamy wulgaryzmów, albo eufemizmów o tradycji jeszcze XVII - czy XVIII-wiecznej w rodzaju "ptaszek" czy "muszelka". To bardzo zubaża nasz język i sposób mówienia o erotycznej sferze życia - mówi dr Radosław Muniak, kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej zajmujący się historią erotyki.
W otwór protagol
- XIX-wieczna Warszawa była miastem rozpustnym, ale sama tematyka erotyczna była tabu - przekonuje dr Muniak. W mieście roiło się od lupanarów. Przed powstaniem listopadowym wzdłuż Furmańskiej w oknach siedziały strzygi w stroju Ewy, zapraszając na pięciogroszowe rozkosze. U schyłku stulecia luksusowe domy publiczne znajdowały się po parzystej stronie Okopowej, a te gorsze po nieparzystej. A jednak cała ta sfera okryta była tabu. Nie ma fotografii z ówczesnych, warszawskich domów rozpusty. Nie ma rycin.
Za to w muzeum przy Grzybowskiej obejrzymy przedwojenny, polski automat do sprzedaży prezerwatyw. To absolutny unikat. Zobaczymy też międzywojenną ulotkę. W aptece wystarczyło ją pokazać pani magister, by bez słowa, dyskretnie wydała prezerwatywę. Uwagę zwracają plakaty nawołujące do walki z chorobami wenerycznymi czy wezwania prostytutek do rejestracji. Najzabawniejsze są wywieszane w 1915 r. w warszawskich domach publicznych przepisy dla zabezpieczenia przed chorobami wenerycznymi: "Zbadać członek mężczyzny, czy nie ma na niem wysypki. Lub czy materia nie wydziela się z otworu po naciśnięciu. Jeżeli mężczyzna nie używał kondonu lub jeśli kondon przedarł się, trzeba po stosunku członek umyć środkiem dezynfekcyjnym i wpuścić w otwór pipetką 2 krople protargolu" - czytamy.
Skrzydlate fallusy
- Nasze muzeum to nie sex-shop czy jakiś show. Chcemy, by stało się placówką kulturalną, i poświęcone jest sztuce - przekonuje Dariusz Kędziora, dyrektor i inicjator przedsięwzięcia, z wykształcenia zaś archeolog. Obok muzeum będzie sklep. - Nie będziemy tu sprzedawać wibratorów, lecz książki i albumy o sztuce erotycznej - zapowiada.
Muzeum powstało z jego kolekcji zbieranej przez 20 lat po całym świecie. Liczy ona ponad dwa tysiące eksponatów. Niestety, z reguły nie są to oryginały, lecz kopie ze sklepów z pamiątkami.
- Od samego początku kupowałem eksponaty z myślą o muzeum. Znajomi patrzyli na mnie nieco dziwnie. No bo w końcu jak oceniać kogoś, kto ma cały dom zagracony fallusami - zwierza mi się dyrektor. Podchodzimy do jednej z najbardziej niezwykłych miniatur. Pochodzi z Indii. Stado uskrzydlonych fallusów niczym barwne motyle sfruwa z drzewa i rzuca się na dwie dorodne niewiasty. - Penisy mają skrzydła, bo w wielu kulturach traktowane były jak osobne byty - mówi Kędziora i wskazuje na kupioną w greckim sklepie kopię płaskorzeźby z nadproża drzwi wejściowych. Oryginał pochodzi z III wieku przed nasza erą. Fallusy zwrócone ku sobie zapraszają do wnętrza. Pod nimi starogrecki napis: "Dzielmy razem nasze przyjemności".
W Europie tabu
Najwięcej eksponatów pochodzi z Dalekiego Wschodu. Zobaczymy japońskie i koreańskie zwoje z aktami oraz kopie Shunga - czyli obrazów erotycznych tworzonych w Tokio w wiekach XVIII i XIX. Wiele miejsca zajmują japońskie naczynia porcelanowe do sake. Zdobią je śmiałe sceny erotyczne. - To nie są przedmioty z japońskich domów uciech, ale ze zwykłych domów. W Japonii erotyka jest czymś zwyczajnym do dziś. W Chinach cała kultura erotyczna została zniszczona podczas rewolucji kulturalnej, stała się zakazana - mówi dyrektor muzeum. Bogata sztuka erotyczna istniała w prekolumbijskiej Ameryce. W muzeum znajdziemy m.in. wiele kopii ceramiki kultury Moche z północnego Peru. Z kunsztem przedstawione są sceny aktów płciowych, masturbacji, atrybutów płciowych. - Gdy w Ameryce pojawili się konkwistadorzy, niszczyli tę sztukę. Tak samo jak muzułmanie z egipskich wyobrażeń faraonów utrącali fallusy - opowiada Kędziora. Nie inaczej działo się w Grecji w epoce Bizancjum.
W porównaniu z kulturą erotyczną antyku czy Dalekiego Wschodu Europa od średniowiecza po początek XX stulecia wypadła blado. - W języku polskim brakuje słów. Albo używamy wulgaryzmów, albo eufemizmów o tradycji jeszcze XVII - czy XVIII-wiecznej w rodzaju "ptaszek" czy "muszelka". To bardzo zubaża nasz język i sposób mówienia o erotycznej sferze życia - mówi dr Radosław Muniak, kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej zajmujący się historią erotyki.
W otwór protagol
- XIX-wieczna Warszawa była miastem rozpustnym, ale sama tematyka erotyczna była tabu - przekonuje dr Muniak. W mieście roiło się od lupanarów. Przed powstaniem listopadowym wzdłuż Furmańskiej w oknach siedziały strzygi w stroju Ewy, zapraszając na pięciogroszowe rozkosze. U schyłku stulecia luksusowe domy publiczne znajdowały się po parzystej stronie Okopowej, a te gorsze po nieparzystej. A jednak cała ta sfera okryta była tabu. Nie ma fotografii z ówczesnych, warszawskich domów rozpusty. Nie ma rycin.
Za to w muzeum przy Grzybowskiej obejrzymy przedwojenny, polski automat do sprzedaży prezerwatyw. To absolutny unikat. Zobaczymy też międzywojenną ulotkę. W aptece wystarczyło ją pokazać pani magister, by bez słowa, dyskretnie wydała prezerwatywę. Uwagę zwracają plakaty nawołujące do walki z chorobami wenerycznymi czy wezwania prostytutek do rejestracji. Najzabawniejsze są wywieszane w 1915 r. w warszawskich domach publicznych przepisy dla zabezpieczenia przed chorobami wenerycznymi: "Zbadać członek mężczyzny, czy nie ma na niem wysypki. Lub czy materia nie wydziela się z otworu po naciśnięciu. Jeżeli mężczyzna nie używał kondonu lub jeśli kondon przedarł się, trzeba po stosunku członek umyć środkiem dezynfekcyjnym i wpuścić w otwór pipetką 2 krople protargolu" - czytamy.
-
Pornol dla "koneserów"
w.i.l
08.02.11, 20:12
Tylko tego Warszaewie brakowało.»
-
A ja bym pod tym tekstem użył gadżetu ze strony...
wobed
08.02.11, 20:37
A ja bym pod tym tekstem użył gadżetu ze strony www.ja-lubie-to.pl Mi się to podoba, lubię to.»
-
Muzeum Erotyki w Warszawie już działa [zdjęcia ...
fotoblogzowsikcom
28.03.11, 21:35
Zapraszam do obejrzenia reportażu (40 fotografii) z muzeum erotyki: fotoblog.zowsik.com/2011/03/muzeum-erotyki-w-warszawie-fotoreportaz/Pozdrawiam, Kuba»
Najnowsze wiadomości z Woli
Najnowsze wiadomości z Warszawy








