Niezapomniany smak odpadów z Wedla

Karolina Kuran
03.04.2009 aktualizacja: 2009-04-02 19:44
A A A Drukuj
Nie boję się kryzysu. Czuję, że dla mnie ten rok jest początkiem, przez duże "P".
Kiedy w Polsce kończył się komunizm, zaczynałam naukę w pierwszej klasie. Miałam obowiązkowy fartuszek, granatowy z białym kołnierzykiem, i chiński piórnik ze skromnym wyposażeniem. W połowie września ktoś ukradł mi piórnik z całą zawartością. Kilka długopisów "magicznym sposobem" odnalazło się w zasobach drugoklasistów.

***

Moje dzieciństwo było ściśle związane z Warszawą. Największym przysmakiem były odpady z Wedla (wtedy jeszcze 22 Lipca). Mama jeździła raniutko do Warszawy - pospieszny z Żyrardowa jedzie niecałe pół godziny - i stawała w kolejce przy Szpitalnej. Jej łupem były wielkie, plastikowe worki pełne skrawków pozostałych po wycinaniu torcików wedlowskich z kruchych, kwadratowych wafli przekładanych nadzieniem, jeszcze niepokrytych czekoladą. Ten smak chodzi za mną do dzisiaj.

Oryginalny torcik wedlowski to po prostu NIE TO.

Nie pamiętam, żebyśmy byli w Horteksie po moich ósmych, może dziewiątych urodzinach. Ale wcześniej to była wyprawa, przeżycie - do dzisiaj Hortex kojarzy mi się z ciemnawymi wnętrzami i podświetlanymi zdjęciami deserów na ścianach. Uwielbiałam łabędzia, małe ciasteczko dodawane do każdej porcji, i galaretkę owocową.

Teraz, gdy jestem w Warszawie, umawiam się z przyjaciółmi na czekoladę w pijalni Wedla przy Szpitalnej, i obserwuję, jak znani z telewizji, zadomowieni w Polsce obcokrajowcy kupują praliny.

***

Co roku jeździliśmy z rodziną do Bułgarii. Podobno raz leciałam z mamą samolotem do Burgas, z przesiadką w Sofii, i było to uczucie niezapomniane (lokalne linie lotnicze!...) - niestety, dla dziecka w wieku dwóch lat samolot jest jedynie dużą, niewygodną puszką, po której nie można biegać do woli.

Pamiętam za to dzieci w Rumunii podchodzące do samochodu i proszące o "długopis do szkoły". Mój ojciec, nigdy niepalący, woził na handel kartony papierosów Kent.

Do historii przeszła wyprawa ze słoniem - jako kilkulatka uparłam się, żeby przez całą drogę mieć przy sobie żółtego, dmuchanego słonia z gumy. Jechaliśmy więc, czworo dorosłych, trzylatka i słoń, ściśnięci w żółtej zastawie, stanowiąc niejakie kuriozum dla celników w Związku Radzieckim.

Z podróży przywoziliśmy szampony i płyny do kąpieli dla dzieci - uwielbiałam serię ze słonikiem zanurzonym radośnie w pianie; butelki miały liliowy kolor, a ich zawartość pachniała jak guma do żucia.

***

W 2004 roku, jako studentka poznańskiej japonistyki, poleciałam na stypendium do Japonii. Od tamtej pory byłam tam już trzykrotnie, ucząc się, pracując jako tłumacz, prowadząc mistrzostwa w tańcu na wózkach - mój brat i jego przyjaciel z partnerkami zdobyli medale w Tokio, rozmawialiśmy z cesarzem i jego małżonką. Każdy wyjazd jest kolejną przygodą. Do domu zwożę książki, przyprawy i szampony Shiseido z ekstraktem z kamelii (tamtejszy odpowiednik naszej Polleny Ewy, nie do dostania w Polsce za normalne pieniądze). Jadam surowe ryby i jeżowce morskie, wzdragam się jedynie na myśl o sfermentowanej fasoli.

Na wakacje jeżdżę sama, żeby odpocząć od ludzi - tłumacz nigdy nie jest sam w pracy - i doładować akumulatory. Wolę pociągi i autobusy od samolotów. W tym roku przymierzam się do Petersburga w sezonie białych nocy, w przyszłym chcę przejechać koleją transsyberyjską do Mongolii.

***

W tym roku zadebiutowałam jako pisarka - moje opowiadanie znalazło się w piśmie literackim "z ambicjami". Czuję, że ten rok jest Początkiem, przez duże "P". Nie boję się kryzysu. Kupiłam mieszkanie, mam pracę zgodną z moim wykształceniem, trochę dóbr doczesnych, kilkoro przyjaciół. Pomysły na nowe opowiadania zapisuję w niedokończonych zeszytach mojej mamy wydanych z okazji trzydziestolecia PRL.

Karolina Kuran, e-mail: karolina.kuran@gmail.com

NAPISZCIE O SWOIM 20-LECIU
Co straciłem, co zyskałem, a co diabli wzięli
Chcemy opisać mijające 20-lecie przez losy ludzi. Zapraszamy czytelników do przysyłania wspomnień. Adres: moje20warszawa@gazeta.pl
Najciekawsze teksty opublikujemy w "Gazecie" lub wykorzystamy w reportażach. Za trzy najlepsze przyznamy nagrody: 3, 2 i 1 tys. zł. Prosimy o podawanie numeru telefonu na wypadek potrzeby ustalenia szczegółów dotyczących publikacji.



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy