Czym był "byt, który przejadał pieniądze"?
09.10.2009
aktualizacja: 2009-10-08 23:30
Fot. Igor Morye / AG
Komisja rewizyjna: Powołana za rządów PiS spółka, która miała budować Stadion Narodowy, "to byt, który jedynie przejadał pieniądze". PiS: Raport komisji jest żenujący, rozważymy wniosek o odwołanie jej szefa Pawła Lecha (PO).
Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim
Ten, przez kilkanaście minut opowiadał na sesji o ustaleniach, które przez ponad rok poczynili radni z komisji rewizyjnej, prześwietlając działalność spółki Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego. Powołał ją w 2003 r. odpowiedzialny m.in. za biuro nadzoru właścicielskiego wiceprezydent Warszawy Sławomir Skrzypek i jego podwładny Eryk Pyra, szef biura nadzoru właścicielskiego w ratuszu. Wyposażona przez ratusz w 500 tys. zł kapitału miała w imieniu miasta budować stadion przy Łazienkowskiej. Koszt inwestycji PiS szacował na 150 mln zł. Powołując spółkę, Skrzypek realizował polityczną obietnicę Lecha Kaczyńskiego, którą ten złożył, zaczynając stołeczną prezydenturę.
Spółka działa przez następne dwa lata, ale budowy nie zaczyna. W tym czasie rząd SLD zgłasza naszą kandydaturę do Euro 2012. Nowy stadion ma stanąć na miejscu Stadionu Dziesięciolecia. Front zmienia także stołeczna ekipa Lecha Kaczyńskiego - przy Łazienkowskiej chce budować w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Tym samym powołana przez wiceprezydenta Skrzypka spółka traci rację bytu. Mimo to nikt jej nie likwiduje. Posady znajdują tam wpływowi działacze PiS, co miesiąc wynagrodzenia biorą prezes (9 tys. zł), sekretarka, rada nadzorcza (dieta 1-1,5 tys. zł za posiedzenie). Przez dwa lata spółka przejadła 2 mln zł.
Paweł Lech opowiadał o bałaganie w dokumentach, braku nadzoru właścicielskiego, który z niewiadomych powodów nie zdecydował się na likwidację zbędnej miastu spółki. Przyznał, że "trudno postawić zarzuty natury prokuratorskiej, ale można mówić o braku wizji".
Do ataku ruszył PiS. Ustalenia komisji nazwał "pseudoraportem". - Po 1,5 roku słoń urodził mysz - zauważył radny Tomasz Zdzikot. - Dobrze się ubawiłem, czytając to sprawozdanie. Te 3,5 strony nie kwalifikują się nawet do polemiki - ocenił.
Mimo to przez następną godzinę wraz z klubowymi kolegami przepuścił frontalny atak na niekorzystny dla poprzedniej ekipy raport powołanego już za prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz likwidatora spółki oraz przewodniczącego komisji rewizyjnej. Na początku postawili tezę o zemście politycznej PO. Wprawdzie na sesji nie padło nazwisko Sławomira Skrzypka, dziś prezesa NBP, komisja rewizyjna wymienia go w raporcie jako urzędnika, który mimo wiedzy nie zrobił nic w sprawie zbędnej miastu spółki.
PiS rozliczał. - Dzielny zespół kontrolujący pisze, że w spółce brakowało statutu. Otóż informuję, że w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością nie istnieje taki dokument. Jest akt założycielski - wytykał Zdzikot.
Potem atak objął likwidatora. Radni PiS próbowali ustalać, czy odebrał dokumenty od władz likwidowanej spółki. Bo jeśli nie - trzeba na niego nasłać prokuraturę. Szydzili także z sum wymienianych przez komisję rewizyjną. - Analiza prawna za 5,4 tys. zł, raport oddziaływania na środowisko 6,5 tys. zł - cytowali.
Na koniec stwierdzili, że badania komisji rewizyjnej "noszą znamiona niekompetencji". Zapowiedzieli, że zastanowią się nad wnioskiem o odwołanie Pawła Lecha.
Przeczytaj także: Za co prezesi miejskich społek dostali premie
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy


