Produkowane seryjnie krasnale imitują papieża i prymasa
03.11.2009
aktualizacja: 2010-08-10 16:34
Naturalnej wielkości figury Jana Pawła II i prymasa Stefana Wyszyńskiego stanęły przed zabytkowym kościołem na Saskiej Kępie. Miały witać wiernych, a wywołały konsternację. Okoliczni mieszkańcy nazwali je "krasnalami".
ZOBACZ TAKŻE
- Glemp pożegnał się z tytułem prymasa Polski (14-12-09, 00:00)
- Ksiądz ma apetyt na prywatne sady. Parafianie: "nie oddamy" (05-11-09, 10:00)
- Mieszkańcy Saskiej Kępy wywalczyli sobie studnię (03-11-09, 18:23)
- Ksiądz przekracza granice miasta (31-10-09, 15:00)
- Ursus: Zabytkowa kapliczka jak nowa (22-10-09, 22:00)
- Wiemy, kto urządzi Muzeum Jana Pawła II (16-10-09, 11:00)
- Warszawa ma od niedzieli nowego świętego (12-10-09, 11:00)
- Kościół walczy o ziemię: kuria deweloperem? (10-10-09, 09:00)
SONDAŻ
Kościół pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli przy ul. Nobla zaliczany jest do najciekawszych obiektów sakralnych powojennej Warszawy. Wprawdzie jego budowa rozpoczęła się jeszcze przed wojną, ale obecny kształt nadali mu po 1945 r. architekci Jan Bogusławski i Józef Łowiński. Wysoka trójnawowa hala zwieńczona trójkątnym szczytem przywodzi na myśl świątynie gotyckie. Rzędy filarów we wnętrzu kojarzą się z palmowym gajem. Naśladujące mozaiki nowoczesne freski na ścianach są dziełem Marii i Jerzego Ostrowskich. Od 30 lat kościół figuruje w rejestrze zabytków pod numerem 956 A. Obecny proboszcz - ks. infułat Stanisław Rawski - postanowił jednak wzbogacić świątynię o dwie nowe rzeźby.
- To, co postawił, trudno nazwać rzeźbami. Są to cementowe odlewy pomalowane kremową farbą i pociągnięte złotolem. Wyglądają tragicznie, jak ogrodowe krasnale. W dodatku stoją krzywo, bo ani na osi drzwi, ani na osi filarów kościoła - załamuje ręce mieszkający nieopodal architekt Jerzy Bogusławski, syn współprojektanta świątyni.
- Koszmarne figury, fatalnie ustawione. Nie zachowują żadnych proporcji w stosunku do kościoła - ocenia rzeźbiarz Dariusz Kowalski od lat pracujący na Saskiej Kępie.
- One chyba są zrobione z plastiku. No i gdzie tu podobieństwo do Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego? - dziwi się pani Maria, parafianka, którą spotykamy przed kościołem.
Posągi rzeczywiście wyglądają na produkowane seryjnie figury z tworzywa sztucznego. Ślady po oderwanych metkach mogą sugerować, że przywieziono je z magazynu z dewocjonaliami. Stoją na obłożonych granitem cokołach z wykutymi napisami: "Jan Paweł II Wielki" i "Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Tysiąclecia". Na tle fasady kościoła sprawiają wrażenie liliputów zagubionych w świecie olbrzymów.
- Nie można powiedzieć, że ksiądz nie dba o kościół. Odrestaurował wewnątrz malowidła. Ale wyraźnie brak mu gustu. W sprawach artystycznych głos oceniający powinna mieć rada parafialna. Tak było za poprzedniego proboszcza - wspomina Jerzy Bogusławski.
Na Saskiej Kępie istnieje silne środowisko artystyczne. Niedaleko kościoła, przy ul. Obrońców, grupa rzeźbiarzy założyła plenerową galerię swoich prac.
- Nie przypominam sobie, żeby ksiądz kiedykolwiek zwracał się do nas o wykonanie jakiejś rzeźby - mówi Mateusz Sikora.
Ks. proboszcz Stanisław Rawski zapewnia, że figury wykute są z marmuru przez młodego artystę. Nie chce jednak zdradzić jego nazwiska. - Żadne krytyczne głosy na temat rzeźb do mnie nie docierały - twierdzi. Na nasze następne pytania już nie odpowiada: - Jestem chory, nie mogę dłużej rozmawiać.
Rzeźby stawiane na terenie kościoła powinny wcześniej trafiać pod osąd komisji architektoniczno-artystycznej w miejscowej kurii. Jak słyszymy w Kurii Warszawsko-Praskiej, której podlega parafia na Saskiej Kępie, projekt rzeźb nie został jej przedstawiony. Dokładniejsze informacje mamy dostać za kilka dni.
Ks. dr Mirosław Nowak, historyk sztuki, konserwator zabytków Archidiecezji Warszawskiej, przyznaje, że trafiają do niego podobne sprawy, choć nie pamięta, by kiedyś doprowadzono do zdemontowania nieudanej rzeźby.
- Proboszczowie na swoim terenie mają dużą autonomię. Niekiedy nazywa się ich nawet "małymi papieżami" - mówi ks. Nowak. Uważa jednak, że sprawą figur z ul. Nobla powinna się zająć kurialna komisja: - Saską Kępę stać na dzieła wyższych lotów.
- To, co postawił, trudno nazwać rzeźbami. Są to cementowe odlewy pomalowane kremową farbą i pociągnięte złotolem. Wyglądają tragicznie, jak ogrodowe krasnale. W dodatku stoją krzywo, bo ani na osi drzwi, ani na osi filarów kościoła - załamuje ręce mieszkający nieopodal architekt Jerzy Bogusławski, syn współprojektanta świątyni.
- Koszmarne figury, fatalnie ustawione. Nie zachowują żadnych proporcji w stosunku do kościoła - ocenia rzeźbiarz Dariusz Kowalski od lat pracujący na Saskiej Kępie.
- One chyba są zrobione z plastiku. No i gdzie tu podobieństwo do Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego? - dziwi się pani Maria, parafianka, którą spotykamy przed kościołem.
Posągi rzeczywiście wyglądają na produkowane seryjnie figury z tworzywa sztucznego. Ślady po oderwanych metkach mogą sugerować, że przywieziono je z magazynu z dewocjonaliami. Stoją na obłożonych granitem cokołach z wykutymi napisami: "Jan Paweł II Wielki" i "Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Tysiąclecia". Na tle fasady kościoła sprawiają wrażenie liliputów zagubionych w świecie olbrzymów.
- Nie można powiedzieć, że ksiądz nie dba o kościół. Odrestaurował wewnątrz malowidła. Ale wyraźnie brak mu gustu. W sprawach artystycznych głos oceniający powinna mieć rada parafialna. Tak było za poprzedniego proboszcza - wspomina Jerzy Bogusławski.
Na Saskiej Kępie istnieje silne środowisko artystyczne. Niedaleko kościoła, przy ul. Obrońców, grupa rzeźbiarzy założyła plenerową galerię swoich prac.
- Nie przypominam sobie, żeby ksiądz kiedykolwiek zwracał się do nas o wykonanie jakiejś rzeźby - mówi Mateusz Sikora.
Ks. proboszcz Stanisław Rawski zapewnia, że figury wykute są z marmuru przez młodego artystę. Nie chce jednak zdradzić jego nazwiska. - Żadne krytyczne głosy na temat rzeźb do mnie nie docierały - twierdzi. Na nasze następne pytania już nie odpowiada: - Jestem chory, nie mogę dłużej rozmawiać.
Rzeźby stawiane na terenie kościoła powinny wcześniej trafiać pod osąd komisji architektoniczno-artystycznej w miejscowej kurii. Jak słyszymy w Kurii Warszawsko-Praskiej, której podlega parafia na Saskiej Kępie, projekt rzeźb nie został jej przedstawiony. Dokładniejsze informacje mamy dostać za kilka dni.
Ks. dr Mirosław Nowak, historyk sztuki, konserwator zabytków Archidiecezji Warszawskiej, przyznaje, że trafiają do niego podobne sprawy, choć nie pamięta, by kiedyś doprowadzono do zdemontowania nieudanej rzeźby.
- Proboszczowie na swoim terenie mają dużą autonomię. Niekiedy nazywa się ich nawet "małymi papieżami" - mówi ks. Nowak. Uważa jednak, że sprawą figur z ul. Nobla powinna się zająć kurialna komisja: - Saską Kępę stać na dzieła wyższych lotów.
Przeczytaj także: Kościół walczy o ziemię: kuria deweloperem?
-
Palikota za kurdupla ścigają prokuratorzy
mielis
03.11.09, 09:40
A tu taka obraza przy krasnalu napis ... Wielki !Niech prokurator zajmie się tą sprawą.»
-
Super pomysł dla producentów krasnali! Każdy moher
1pik
03.11.09, 09:50
kupi sobie gipsowego JPII do ogródka lub mieszkania - nie będą przynajmniejzaśmiecać placów. Popyt będzie większy niż na krasnale lub muchomorki.»
-
Produkowane seryjnie krasnale imitują papieża i...
jerjar
03.11.09, 11:32
Ta proboszczowska szmira i brak pokory dotyczy całego Kościoła. Choć są to na ogół chłopscy synowie, niestety nie uznają estetyki drewnianych świątków. Dla każdego marzeniem jest świątynia »
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy







