Urzędnicy wpędzili ich w kłopoty, teraz chcą eksmitować
15.01.2010
aktualizacja: 2010-01-14 22:12
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
W ostatniej chwili uniknęła wczoraj eksmisji pięcioosobowa rodzina, w tym ciężarna kobieta. W zawikłaną sytuację wpędzili ich przed laty urzędnicy z Pragi. Dziś wysyłają komornika
ZOBACZ TAKŻE
- Chcą nazwy Grochów zamiast Pragi-Południe (16-01-10, 10:00)
- Dramat matki z trójką dzieci. Kto jej pomoże? (02-02-11, 10:00)
- Obrońca praw lokatorów startuje na radnego i punktuje PO (17-11-10, 12:00)
- Sprzedali lokatorkę razem z kamienicą (08-02-10, 10:00)
- Lokatorzy rozpoczęli głodówkę - bo chcą im odciąć gaz (20-01-10, 00:00)
- Rozpoczęli głodówkę, bo chcą im odciąć gaz (19-01-10, 19:11)
- Pożar na Grochowie. Jedna osoba nie żyje (12-01-10, 21:05)
- Konflikt w parku: narciarze kontra psiarze (12-01-10, 20:25)
- Bunt lokatorów: nie chcą elektrycznych kuchenek (16-12-09, 10:00)
- Trwa proces w precedensowej sprawie o prawa lokatorów (11-12-09, 08:00)
- Czynszówka czeka na lokatorów, a przedszkole już gotowe (05-12-09, 16:00)
Piętrowy budynek z czerwonej cegły wygląda na ruderę. Stoi w podwórku, na tyłach kamienicy przy ul. Grochowskiej 302. Na drzwiach parteru do dziś wisi tabliczka z napisem "warsztat", choć go dawno nie ma. Za progiem poustawiane buty, schody prowadzą na piętro. Do mieszkania, w którym jest stół, lodówka, pralka, łóżka, regały z książkami. Problem w tym, że urzędnicy uważają to mieszkanie za lokal użytkowy. I nie chcą, by ktokolwiek tu nocował.
Obiecali mieszkanie
Pani Iwona opowiada, jak w 2001 r. trafiła z rodziną na ul. Grochowską: - Tułaliśmy się po wynajmowanych mieszkaniach, pytałam w administracji, czy nie ma czegoś do remontu. Chcieliśmy go zrobić na własny koszt i potem wynająć mieszkanie od dzielnicy. Dyrektor od nieruchomości podpowiedział mi ten adres. Do zrobienia był dach. Dyrektor obiecał, że dostaniemy umowę na mieszkanie. Na piśmie nic nie dostałam.
Pani Iwona zgłosiła prace w architekturze, mąż zakasał rękawy. Nad częścią budynku postawili dach, zdjęli zagrzybione tynki, położyli instalację elektryczną. Dziś urzędnicy mówią, że część prac była samowolką. Mimo to nie odmówili wynajęcia pomieszczeń. - Niestety, zmienił się dyrektor, a nowy już nie chciał podpisać z nami umowy najmu mieszkania. Dostaliśmy umowę na lokal użytkowy, ja prowadziłam wtedy działalność gospodarczą - opowiada pani Iwona.
Z relacji kobiety wynika, że wszystko było w porządku do zeszłego roku. Urzędnicy godzili się przez pewien czas na tymczasowy meldunek. - Aż tu 28 października dostałam wiadomość od komornika, że za dwa tygodnie ma być eksmisja - opowiada pani Iwona.
Nie wiedziała ani o tym, że dzielnica wypowiedziała umowę najmu, ani o skierowaniu sprawy do sądu. Sąd wydał wyrok eksmisyjny zaocznie w 2006 r. Informacje o rozprawach nie docierały do rodziny, ponieważ korespondencja była źle adresowana.
Przysyłają komornika
Z panią Iwoną i jej mężem mieszka troje ich dzieci. Już dorośli (i pracujący) syn i córka w zaawansowanej ciąży oraz najmłodszy, 14-letni syn. Wczoraj rano czekali na komornika. - Z mężem się nie rozwiedliśmy, to nas teraz urzędnicy rozwiodą - żartuje pani Iwona. - Córce, najmłodszemu synowi i mnie przyznają miejsce w ośrodku dla ofiar przemocy, a ja żadną ofiarą nie jestem. Nie ma u nas picia ani bicia. Starszy syn ma dostać miejsce w hotelu robotniczym, a mąż nic.
Po interwencji Piotra Ikonowicza i jego Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej sąd wydał wczoraj decyzję o odroczeniu eksmisji. Pani Iwona złożyła pozew do sądu o wznowienie postępowania.
Dla urzędników Pragi-Południe sprawa jest oczywista. Tłumaczą, że pani Iwona mieszka w budynku, który stanowi zagrożenie dla przebywających w nim osób, dopuściła się samowoli budowlanej i ma 35 tys. zł zaległości w czynszu. - Pani Iwona od 2001 r. zajmuje lokal użytkowy, który nigdy nie był mieszkalnym - tłumaczy rzeczniczka dzielnicy Anetta Chęcińska. - Nie występowała o zgodę na zmianę jego przeznaczenia. Zasądzona eksmisja jest eksmisją z lokalu użytkowego, więc osoby nią objęte nie podlegają ochronie z tytułu "Ustawy o ochronie praw lokatorów".
Nie należy im się więc ani lokal socjalny, ani pomieszczenie tymczasowe. Anetta Chęcińska przekonuje, że urzędnikom zależy, żeby pomóc rodzinie. Dlatego wydział spraw społecznych przygotował dla części rodziny "miejsca czasowego pobytu".
Obiecali mieszkanie
Pani Iwona opowiada, jak w 2001 r. trafiła z rodziną na ul. Grochowską: - Tułaliśmy się po wynajmowanych mieszkaniach, pytałam w administracji, czy nie ma czegoś do remontu. Chcieliśmy go zrobić na własny koszt i potem wynająć mieszkanie od dzielnicy. Dyrektor od nieruchomości podpowiedział mi ten adres. Do zrobienia był dach. Dyrektor obiecał, że dostaniemy umowę na mieszkanie. Na piśmie nic nie dostałam.
Pani Iwona zgłosiła prace w architekturze, mąż zakasał rękawy. Nad częścią budynku postawili dach, zdjęli zagrzybione tynki, położyli instalację elektryczną. Dziś urzędnicy mówią, że część prac była samowolką. Mimo to nie odmówili wynajęcia pomieszczeń. - Niestety, zmienił się dyrektor, a nowy już nie chciał podpisać z nami umowy najmu mieszkania. Dostaliśmy umowę na lokal użytkowy, ja prowadziłam wtedy działalność gospodarczą - opowiada pani Iwona.
Z relacji kobiety wynika, że wszystko było w porządku do zeszłego roku. Urzędnicy godzili się przez pewien czas na tymczasowy meldunek. - Aż tu 28 października dostałam wiadomość od komornika, że za dwa tygodnie ma być eksmisja - opowiada pani Iwona.
Nie wiedziała ani o tym, że dzielnica wypowiedziała umowę najmu, ani o skierowaniu sprawy do sądu. Sąd wydał wyrok eksmisyjny zaocznie w 2006 r. Informacje o rozprawach nie docierały do rodziny, ponieważ korespondencja była źle adresowana.
Przysyłają komornika
Z panią Iwoną i jej mężem mieszka troje ich dzieci. Już dorośli (i pracujący) syn i córka w zaawansowanej ciąży oraz najmłodszy, 14-letni syn. Wczoraj rano czekali na komornika. - Z mężem się nie rozwiedliśmy, to nas teraz urzędnicy rozwiodą - żartuje pani Iwona. - Córce, najmłodszemu synowi i mnie przyznają miejsce w ośrodku dla ofiar przemocy, a ja żadną ofiarą nie jestem. Nie ma u nas picia ani bicia. Starszy syn ma dostać miejsce w hotelu robotniczym, a mąż nic.
Po interwencji Piotra Ikonowicza i jego Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej sąd wydał wczoraj decyzję o odroczeniu eksmisji. Pani Iwona złożyła pozew do sądu o wznowienie postępowania.
Dla urzędników Pragi-Południe sprawa jest oczywista. Tłumaczą, że pani Iwona mieszka w budynku, który stanowi zagrożenie dla przebywających w nim osób, dopuściła się samowoli budowlanej i ma 35 tys. zł zaległości w czynszu. - Pani Iwona od 2001 r. zajmuje lokal użytkowy, który nigdy nie był mieszkalnym - tłumaczy rzeczniczka dzielnicy Anetta Chęcińska. - Nie występowała o zgodę na zmianę jego przeznaczenia. Zasądzona eksmisja jest eksmisją z lokalu użytkowego, więc osoby nią objęte nie podlegają ochronie z tytułu "Ustawy o ochronie praw lokatorów".
Nie należy im się więc ani lokal socjalny, ani pomieszczenie tymczasowe. Anetta Chęcińska przekonuje, że urzędnikom zależy, żeby pomóc rodzinie. Dlatego wydział spraw społecznych przygotował dla części rodziny "miejsca czasowego pobytu".
Masz informację o wypadku, korku lub awarii? Napisz do nas!
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy


