Energetycy w matni - nie mogą wykupić mieszkań
06.04.2010
aktualizacja: 2010-04-05 19:28
Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Pecha mają mieszkańcy bloku przy ul. Rechniewskiego na Gocławiu. Nie udało im się wykupić mieszkań zakładowych, a budynek przejęło miasto. Teraz woli brać czynsz, niż sprzedać lokale.
ZOBACZ TAKŻE
- Lokatorka ze Śródmieścia uratowana przed eksmisją (30-03-10, 09:00)
- Jedno osiedle, dwie spółdzielnie, komu płacić? (15-03-10, 09:00)
- Spółdzielnie skarżą się na podwyżki opłat (12-03-10, 00:00)
SERWISY
Dziesięciopiętrowy budynek ma 20 lat i jest zaniedbany. - Miesiąc temu ktoś ukradł drzwi wejściowe otwierane domofonem - opowiada jeden z lokatorów. - Administracja odpowiada, że potrzebuje czasu, bo sprawę trzeba zgłosić policji i załatwić ubezpieczenie. Jakby nie można było kupić drzwi, wziąć rachunek i potem załatwić formalności.
Pokazuje, co trzeba poprawić: nad wejściem brakuje żarówki, windy są zniszczone i psują się, drzwi przeciwpożarowe bez zamka. - Kiedy się paliło w piwnicy, ciąg był do ostatniego piętra - wspomina. - Gdyby pozwolili nam wykupić mieszkania, wspólnota umiałaby zadbać o budynek. A na razie to administracja tylko nam podniosła czynsz. Płacimy 6,6 zł za m kw., a sprzątanie trwa tutaj tylko przez godzinę dziennie.
Blok zajmuje prawie 90 rodzin pracowników warszawskich zakładów energetycznych, m.in. Elektrociepłowni Żerań. Za jego budowę zapłaciły z funduszy mieszkaniowych. Patrzą z zazdrością na sąsiadów z dwóch innych zakładowych budynków, które bez problemu sprywatyzowano.
- A my mieliśmy pecha - mówi Ryszard Chojak, którego mieszkańcy delegowali do rozmów z miejskimi urzędnikami. Do niewielkiego fragmentu działki, na której stoi blok, były roszczenia. To uniemożliwiło wykup mieszkań. Spółka Vattenfall, która przejęła Elektrociepłownie Warszawskie, postanowiła więc w 2006 r. przekazać budynek miastu. Lokatorzy postarali się, by podzielić działkę. Teraz sytuacja nieruchomości jest uregulowana. - A wykupić mieszkań nadal nie możemy - skarży się pan Ryszard. - Najpierw urzędnicy mówili, że budynek jest im potrzebny, żeby mogły tu zamieszkać biedne rodziny. Po naszych interwencjach usłyszeliśmy, że gdy 70 proc. lokatorów zadeklaruje chęć wykupu, sprawa ruszy z miejsca.
Mieszkańcy bloku zmobilizowali się w 86 proc. Stosowne deklaracje leżą w urzędzie. Mimo to władze dzielnicy zasłaniają się kolejnymi przeszkodami. - Nie można określić przeznaczenia nieruchomości przy ul. Rechniewskiego 9 - słyszymy. - Nie ma obowiązującego planu zagospodarowania dla terenu, na którym stoi budynek - stwierdza Ewelina Buczyńska, rzeczniczka urzędu Pragi-Południe.
Lokatorów to nie przekonuje. - Bez planu powstało całe osiedle, na którym żyjemy - przypominają. - Planów nie ma większość terenów w Warszawie, a jakoś ludzie wykupują mieszkania.
Dla mieszkańców sprawa jest prosta. Mają w rękach dokumenty urzędników z Pragi-Południe, którzy piszą, że ich działka w projekcie planu miejscowego przeznaczona jest na zabudowę mieszkaniową. - Jeśli samorządowi chodzi o to, że działka jest za duża, to niech ją urzędnicy podzielą. Nam wystarczy tyle co pod budynkiem - zapewnia Ryszard Chojak.
- Zgodnie z prawem nie możemy przeznaczyć budynku do sprzedaży, mimo najszczerszych chęci władz dzielnicy - przekonuje Ewelina Buczyńska.
"Gazeta" jednak sprawdziła: jeśli władze postanawiają sprzedawać mieszkania komunalne, to brak aktualnych planów miejscowych nie ma nic do rzeczy. - Planów prawie nie ma, a jednak lokale sprzedajemy mieszkańcom - potwierdza burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski. - Inna sprawa, że samorząd nie ma obowiązku sprzedaży - dodaje.
Pokazuje, co trzeba poprawić: nad wejściem brakuje żarówki, windy są zniszczone i psują się, drzwi przeciwpożarowe bez zamka. - Kiedy się paliło w piwnicy, ciąg był do ostatniego piętra - wspomina. - Gdyby pozwolili nam wykupić mieszkania, wspólnota umiałaby zadbać o budynek. A na razie to administracja tylko nam podniosła czynsz. Płacimy 6,6 zł za m kw., a sprzątanie trwa tutaj tylko przez godzinę dziennie.
Blok zajmuje prawie 90 rodzin pracowników warszawskich zakładów energetycznych, m.in. Elektrociepłowni Żerań. Za jego budowę zapłaciły z funduszy mieszkaniowych. Patrzą z zazdrością na sąsiadów z dwóch innych zakładowych budynków, które bez problemu sprywatyzowano.
- A my mieliśmy pecha - mówi Ryszard Chojak, którego mieszkańcy delegowali do rozmów z miejskimi urzędnikami. Do niewielkiego fragmentu działki, na której stoi blok, były roszczenia. To uniemożliwiło wykup mieszkań. Spółka Vattenfall, która przejęła Elektrociepłownie Warszawskie, postanowiła więc w 2006 r. przekazać budynek miastu. Lokatorzy postarali się, by podzielić działkę. Teraz sytuacja nieruchomości jest uregulowana. - A wykupić mieszkań nadal nie możemy - skarży się pan Ryszard. - Najpierw urzędnicy mówili, że budynek jest im potrzebny, żeby mogły tu zamieszkać biedne rodziny. Po naszych interwencjach usłyszeliśmy, że gdy 70 proc. lokatorów zadeklaruje chęć wykupu, sprawa ruszy z miejsca.
Mieszkańcy bloku zmobilizowali się w 86 proc. Stosowne deklaracje leżą w urzędzie. Mimo to władze dzielnicy zasłaniają się kolejnymi przeszkodami. - Nie można określić przeznaczenia nieruchomości przy ul. Rechniewskiego 9 - słyszymy. - Nie ma obowiązującego planu zagospodarowania dla terenu, na którym stoi budynek - stwierdza Ewelina Buczyńska, rzeczniczka urzędu Pragi-Południe.
Lokatorów to nie przekonuje. - Bez planu powstało całe osiedle, na którym żyjemy - przypominają. - Planów nie ma większość terenów w Warszawie, a jakoś ludzie wykupują mieszkania.
Dla mieszkańców sprawa jest prosta. Mają w rękach dokumenty urzędników z Pragi-Południe, którzy piszą, że ich działka w projekcie planu miejscowego przeznaczona jest na zabudowę mieszkaniową. - Jeśli samorządowi chodzi o to, że działka jest za duża, to niech ją urzędnicy podzielą. Nam wystarczy tyle co pod budynkiem - zapewnia Ryszard Chojak.
- Zgodnie z prawem nie możemy przeznaczyć budynku do sprzedaży, mimo najszczerszych chęci władz dzielnicy - przekonuje Ewelina Buczyńska.
"Gazeta" jednak sprawdziła: jeśli władze postanawiają sprzedawać mieszkania komunalne, to brak aktualnych planów miejscowych nie ma nic do rzeczy. - Planów prawie nie ma, a jednak lokale sprzedajemy mieszkańcom - potwierdza burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski. - Inna sprawa, że samorząd nie ma obowiązku sprzedaży - dodaje.
Przeczytaj także: Awantura obrońców praw lokatorów na sesji rady miasta
-
Energetycy w matni - nie mogą wykupić mieszkań
kamilo_82
06.04.10, 13:01
Z mieszkaniami komunalnymi od zawsze były i są przekręty. W każdejwarszawskiej dzielnicy praktykowany jest nieoficjalny obrót mieszkaniami,czyli pod biurkiem. Mieszkania dostają znajomkowie »
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy


