Grodzą osiedla na potęgę. Żeby było bezpieczniej?
20.07.2010
aktualizacja: 2010-07-19 17:37
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Jest tragicznie, wszędzie płoty! - skarży się część mieszkańców osiedla Iskra. - Wreszcie czujemy się bezpiecznie - cieszą się inni.
ZOBACZ TAKŻE
- Deweloperzy przesiedli się do autobusów (20-07-10, 17:10)
- Płot odciął drogę mieszkańcom. Sprawa w prokuraturze (19-12-11, 09:00)
- Dlaczego na Żoliborzu osiedla się grodzą? (31-08-09, 09:00)
- Ludzie wilki wyją pod grodzonymi osiedlami (16-09-08, 00:03)
- Co rzeczywiście wpływa na wartość nieruchomości? (21-07-10, 10:46)
"Niemal wszystkie wspólnoty mieszkaniowe odgradzają się od siebie. Trudno gdziekolwiek się przemieścić, dojść normalnie z przystanku, bo na drodze spotyka się same bramy" - napisała do nas zdenerwowana czytelniczka Anna Tomaszewska.
Położone na Gocławiu osiedle to kilkanaście bloków z wielkiej płyty. Kiedyś należały do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. - Jakiś czas temu musieliśmy wykupić od niej mieszkania i grunty - tłumaczy Jerzy Król, prezes wspólnoty z bloków przy Kwiatkowskiego 10 i 12.
Wtedy zawiązały się wspólnoty mieszkańców. To one decydują dziś o stawianiu kolejnych płotów.
Cały czas powstają kolejne płoty. Łatwo się zgubić, wejść nie przez tę furtkę.
- Nawet mieszkańcy mają czasem problem - śmieje się mieszkająca przy ul. Horbaczewskiego 9 Hanna Grabowska. - Starsza sąsiadka wyszła ostatnio z bloku bez klucza do furtki i nie mogła się wydostać.
- W naszej klatce mieszka niewidoma dziewczyna - opowiada mieszkająca w tym samym bloku Małgosia. - Kilka lat temu nauczyła się na pamięć ścieżki, którą ma dotrzeć na przystanek. Radziła sobie świetnie - do momentu, kiedy zaczęli grodzić. Uczyła się systematycznie kolejnych tras, ale co chwila wyrastały przed nią kolejne przeszkody. Teraz już zupełnie sobie nie radzi.
Denerwują się też starsi ludzie, którzy muszą nadrabiać ok. 400 metrów, obchodząc zagrodzone osiedle, by dostać się na przystanek.
- Najgorsza jest jednak chyba samowolka zarządów wspólnot mieszkaniowych - ostatnio została wycięta część drzew, trawniki zastąpiono kostką i przestrzeń między blokami zajęły parkingi. Oczywiście odgrodzone od siebie siatkami - każda wspólnota ma swój. Wygląda to koszmarnie! - opowiada Hanna Grabowska.
Najpierw ogrodzili się mieszkańcy z bloków przy ulicy Kwiatkowskiego 10 i 12. Pięć lat temu naprzeciwko ich domów powstało ogromne zamknięte osiedle. Na jego terenie nieomal nie ma zielni, mieszkańcy przychodzili więc na podwórka przy ul. Kwiatkowskiego.
- Wykupiliśmy grunty i mieszkania za niemałe pieniądze - tłumaczy prezes wspólnoty mieszkaniowej przy Kwiatkowskiego 10 i 12 Jerzy Król. - Odkąd w nowych blokach zamieszkała masa ludzi, zaczęli przychodzić pod nasze okna z psami, śmiecić. Skoro zapłaciliśmy za grunty i są nasze, to postanowiliśmy się odgrodzić. Każdy mieszkaniec ma klucz do furtki.
Wyprowadzanie psów i parkowanie samochodów przez mieszkańców nowych osiedli to częsta przyczyna grodzenia się tych starszych - "Gazeta" pisała o tym nieraz.
Ci, którzy są za grodzeniem, podkreślają, że dzięki płotom czują się bezpieczniej.
- Teraz mamy spokój - zapewnia mieszkająca w bloku przy Kwiatkowskiego 12 kobieta. - Na początku inne wspólnoty mieszkaniowe z naszego osiedla psioczyły na nas, że się odgrodziliśmy. Ale kilka miesięcy później zaczęły się odgradzać od siebie kolejne bloki. To była fala. Teraz już prawie wszystkie bloki z osiedla Iskra między innymi przy Horbaczewskiego 3, 5, 7, 9 są ogrodzone.
- Mieszkam tu od 25 lat, wcześniej wszystkie wspólnoty żyły w zgodzie. Przez to grodzenie powstają co chwila nowe konflikty - mówi Hanna Grabowska.
Opowiada np., że pod blokiem przy Horbaczewskiego 3 zbudowano plac zabaw. Bardzo nowoczesny, z dużą liczbą sprzętów, oczywiście ogrodzony.
- Dzieci z innych wspólnot są z niego przepędzane. Ci mieszkańcy wydali na plac swoje pieniądze, ale żal patrzeć na dzieci, które stoją pod furtką i mogą sobie tylko popatrzeć - dodaje mieszkająca przy Kwiatkowskiego 10 kobieta. - Zresztą nieważne, my też dla naszych chcemy postawić pod blokiem huśtawkę.
Położone na Gocławiu osiedle to kilkanaście bloków z wielkiej płyty. Kiedyś należały do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. - Jakiś czas temu musieliśmy wykupić od niej mieszkania i grunty - tłumaczy Jerzy Król, prezes wspólnoty z bloków przy Kwiatkowskiego 10 i 12.
Wtedy zawiązały się wspólnoty mieszkańców. To one decydują dziś o stawianiu kolejnych płotów.
Cały czas powstają kolejne płoty. Łatwo się zgubić, wejść nie przez tę furtkę.
- Nawet mieszkańcy mają czasem problem - śmieje się mieszkająca przy ul. Horbaczewskiego 9 Hanna Grabowska. - Starsza sąsiadka wyszła ostatnio z bloku bez klucza do furtki i nie mogła się wydostać.
- W naszej klatce mieszka niewidoma dziewczyna - opowiada mieszkająca w tym samym bloku Małgosia. - Kilka lat temu nauczyła się na pamięć ścieżki, którą ma dotrzeć na przystanek. Radziła sobie świetnie - do momentu, kiedy zaczęli grodzić. Uczyła się systematycznie kolejnych tras, ale co chwila wyrastały przed nią kolejne przeszkody. Teraz już zupełnie sobie nie radzi.
Denerwują się też starsi ludzie, którzy muszą nadrabiać ok. 400 metrów, obchodząc zagrodzone osiedle, by dostać się na przystanek.
- Najgorsza jest jednak chyba samowolka zarządów wspólnot mieszkaniowych - ostatnio została wycięta część drzew, trawniki zastąpiono kostką i przestrzeń między blokami zajęły parkingi. Oczywiście odgrodzone od siebie siatkami - każda wspólnota ma swój. Wygląda to koszmarnie! - opowiada Hanna Grabowska.
Najpierw ogrodzili się mieszkańcy z bloków przy ulicy Kwiatkowskiego 10 i 12. Pięć lat temu naprzeciwko ich domów powstało ogromne zamknięte osiedle. Na jego terenie nieomal nie ma zielni, mieszkańcy przychodzili więc na podwórka przy ul. Kwiatkowskiego.
- Wykupiliśmy grunty i mieszkania za niemałe pieniądze - tłumaczy prezes wspólnoty mieszkaniowej przy Kwiatkowskiego 10 i 12 Jerzy Król. - Odkąd w nowych blokach zamieszkała masa ludzi, zaczęli przychodzić pod nasze okna z psami, śmiecić. Skoro zapłaciliśmy za grunty i są nasze, to postanowiliśmy się odgrodzić. Każdy mieszkaniec ma klucz do furtki.
Wyprowadzanie psów i parkowanie samochodów przez mieszkańców nowych osiedli to częsta przyczyna grodzenia się tych starszych - "Gazeta" pisała o tym nieraz.
Ci, którzy są za grodzeniem, podkreślają, że dzięki płotom czują się bezpieczniej.
- Teraz mamy spokój - zapewnia mieszkająca w bloku przy Kwiatkowskiego 12 kobieta. - Na początku inne wspólnoty mieszkaniowe z naszego osiedla psioczyły na nas, że się odgrodziliśmy. Ale kilka miesięcy później zaczęły się odgradzać od siebie kolejne bloki. To była fala. Teraz już prawie wszystkie bloki z osiedla Iskra między innymi przy Horbaczewskiego 3, 5, 7, 9 są ogrodzone.
- Mieszkam tu od 25 lat, wcześniej wszystkie wspólnoty żyły w zgodzie. Przez to grodzenie powstają co chwila nowe konflikty - mówi Hanna Grabowska.
Opowiada np., że pod blokiem przy Horbaczewskiego 3 zbudowano plac zabaw. Bardzo nowoczesny, z dużą liczbą sprzętów, oczywiście ogrodzony.
- Dzieci z innych wspólnot są z niego przepędzane. Ci mieszkańcy wydali na plac swoje pieniądze, ale żal patrzeć na dzieci, które stoją pod furtką i mogą sobie tylko popatrzeć - dodaje mieszkająca przy Kwiatkowskiego 10 kobieta. - Zresztą nieważne, my też dla naszych chcemy postawić pod blokiem huśtawkę.
Zobacz teren osiedla Iskra na mapie
-
Re: Grodzą osiedla na potęgę. Żeby było bezpieczn
selerr
20.07.10, 10:13
Oczywiście, że jest bezpieczniej. Ja tylko ciesze się, ze nie jestem w obecnychczasach dzieckiem - odgrodzonym płotem od rówieśników z bloku obok i niemogącymsię pobawić z kolegami ze szkoły»
-
To odwrotnie niz w USA ...
goumba
20.07.10, 21:35
Wlasnie niedawno zburzono do konca bramy do kiedys zamknietego osiedla, w ktorym mieszkam. 3 lata temu zlikwidowano zeliwna brame , ktora i tak nie byla zamykana a zostaly tylko ceglane »
-
Grodzą osiedla na potęgę. Żeby było bezpieczniej?
wicur
20.07.10, 22:21
Dopoki Warszawa byla miastem stolecznym zamknietym zadnych ogrodzen nie bylo potrzeba. problem zaczal sie wraz z migracja bydla do Warszawy!»
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy



