Są chętni żeby ratować płaskorzeźbę na Saskiej Kępie
26.07.2010
aktualizacja: 2010-07-26 08:05
Zniszczoną płaskorzeźbę z domu przy Zwycięzców 11 powinni podnieść z ruiny mieszkańcy Saskiej Kępy - przekonuje Ewa Brykowska-Liniecka. W zainicjowaną przez siebie akcję ratowania "Plonu" zamierza wciągnąć lokalną społeczność.
Wykonana z cementowej zaprawy płaskorzeźba Jerzego Jarnuszkiewicza przytwierdzona jest do przedwojennego domu u zbiegu Zwycięzców i Katowickiej na Saskiej Kępie. Przedstawia dwie chłopki pod jabłonią. Powieszono ją tuż po wojnie, gdy ozdabiano go rzeźbami ten fragment Katowickiej. W przeciwieństwie do innych zachowała się do dziś, ale jest stan jest godny pożałowania. Widać pęknięcia i spore ubytki. Podczas niedawnego remontu elewacji kamienicy "Plonu" nie odrestaurowano. Wspólnota ze Zwycięzców 11 twierdzi, że nie ma na to pieniędzy.
O losie płaskorzeźby z lat 40. pisaliśmy w "Gazecie" tydzień temu. Na nasz artykuł odpowiedziała Ewa Brykowska-Liniecka: - Przecież istnieje już oddolna inicjatywa, która ma doprowadzić "Plon" do konserwacji i częściowej rekonstrukcji.
Ewa Brykowska-Liniecka jest graficzką, córką historyków architektury prof. Marii Brykowskiej i prof. Ryszarda Brykowskiego. Na Saskiej Kępie mieszka od zawsze. "Plon" pamięta z dzieciństwa. Wtedy jeszcze płaskorzeźba była kompletna.
- To był początek lat 60. Przechodziłam koło niej codziennie i zawsze "karmiłam" baranka. Musiał odpaść w latach 70. - przypuszcza.
O ratowaniu rzeźby zaczęła myśleć pięć lat temu. Chciała odszukać projekt "Plonu" albo jakąkolwiek dokumentację, na podstawie której można odtworzyć brakujące fragmenty. Nawiązała kontakt z żoną Jerzego Jarnuszkiewicza. Sam artysta leżał wtedy w szpitalu i niedługo potem zmarł. Poszukiwania utknęły. Wróciła do nich w maju tego roku.
- Postanowiłam: muszę doprowadzić do uratowania tej płaskorzeźby. Dałam sobie na to rok czasu - mówi Ewa Brykowska-Liniecka.
Dokumentacji "Plonu" szukała w kilku archiwach, pytała też o nią rodziny związanych z Saską Kępą architekta Bohdana Lacherta i rzeźbiarza Stanisława Sikory. Wreszcie trafiła do historyka sztuki prof. Waldemara Baraniewskiego, znawcy socrealizmu i twórczości Jerzego Jarnuszkiewicza. Usłyszała od niego, że na znalezienie projektu nie ma szans, bo rzeźbiarz tworzył tylko ogólne szkice, a potem modelował już bezpośrednio w zaprawie. Jedyną podstawą do odtworzenia brakujących fragmentów jest jedno wyraźne zdjęcie "Plonu" z lat 40.
- Konserwator na pewno sobie poradzi. Mógłby to zrobić np. student ASP w ramach pracy dyplomowej - proponuje Ewa Brykowska-Liniecka.
Według niej akcja ratowania rzeźby powinna się odbyć jak najmniejszym kosztem, przy jak największym zaangażowaniu mieszkańców Saskiej Kępy. - Chodzi o to, by zauważyli, że mogą wpływać na rzeczywistość. Żeby się zaktywizowali, wzięli udział w zbiórce pieniędzy, nawiązali sąsiedzkie kontakty. To dla mnie równie ważne jak samo odrestaurowanie "Plonu".
Dla swojego pomysłu zyskała już poparcie przewodniczącej samorządu Saskiej Kępy - Magdaleny Czerwosz i stowarzyszenia ŁADna Kępa, a w sierpniu przedstawi go w urzędzie dzielnicy Praga-Południe.
- To jest nasze wspólne przedsięwzięcie. Będziemy je firmować - mówi Krystyna Bratkowska ze stowarzyszenia ŁADna Kępa.
Pomoc w ratowaniu "Plonu" zadeklarował też rzeźbiarz z Saskiej Kępy Dariusz Kowalski.
O losie płaskorzeźby z lat 40. pisaliśmy w "Gazecie" tydzień temu. Na nasz artykuł odpowiedziała Ewa Brykowska-Liniecka: - Przecież istnieje już oddolna inicjatywa, która ma doprowadzić "Plon" do konserwacji i częściowej rekonstrukcji.
Ewa Brykowska-Liniecka jest graficzką, córką historyków architektury prof. Marii Brykowskiej i prof. Ryszarda Brykowskiego. Na Saskiej Kępie mieszka od zawsze. "Plon" pamięta z dzieciństwa. Wtedy jeszcze płaskorzeźba była kompletna.
- To był początek lat 60. Przechodziłam koło niej codziennie i zawsze "karmiłam" baranka. Musiał odpaść w latach 70. - przypuszcza.
O ratowaniu rzeźby zaczęła myśleć pięć lat temu. Chciała odszukać projekt "Plonu" albo jakąkolwiek dokumentację, na podstawie której można odtworzyć brakujące fragmenty. Nawiązała kontakt z żoną Jerzego Jarnuszkiewicza. Sam artysta leżał wtedy w szpitalu i niedługo potem zmarł. Poszukiwania utknęły. Wróciła do nich w maju tego roku.
- Postanowiłam: muszę doprowadzić do uratowania tej płaskorzeźby. Dałam sobie na to rok czasu - mówi Ewa Brykowska-Liniecka.
Dokumentacji "Plonu" szukała w kilku archiwach, pytała też o nią rodziny związanych z Saską Kępą architekta Bohdana Lacherta i rzeźbiarza Stanisława Sikory. Wreszcie trafiła do historyka sztuki prof. Waldemara Baraniewskiego, znawcy socrealizmu i twórczości Jerzego Jarnuszkiewicza. Usłyszała od niego, że na znalezienie projektu nie ma szans, bo rzeźbiarz tworzył tylko ogólne szkice, a potem modelował już bezpośrednio w zaprawie. Jedyną podstawą do odtworzenia brakujących fragmentów jest jedno wyraźne zdjęcie "Plonu" z lat 40.
- Konserwator na pewno sobie poradzi. Mógłby to zrobić np. student ASP w ramach pracy dyplomowej - proponuje Ewa Brykowska-Liniecka.
Według niej akcja ratowania rzeźby powinna się odbyć jak najmniejszym kosztem, przy jak największym zaangażowaniu mieszkańców Saskiej Kępy. - Chodzi o to, by zauważyli, że mogą wpływać na rzeczywistość. Żeby się zaktywizowali, wzięli udział w zbiórce pieniędzy, nawiązali sąsiedzkie kontakty. To dla mnie równie ważne jak samo odrestaurowanie "Plonu".
Dla swojego pomysłu zyskała już poparcie przewodniczącej samorządu Saskiej Kępy - Magdaleny Czerwosz i stowarzyszenia ŁADna Kępa, a w sierpniu przedstawi go w urzędzie dzielnicy Praga-Południe.
- To jest nasze wspólne przedsięwzięcie. Będziemy je firmować - mówi Krystyna Bratkowska ze stowarzyszenia ŁADna Kępa.
Pomoc w ratowaniu "Plonu" zadeklarował też rzeźbiarz z Saskiej Kępy Dariusz Kowalski.
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy







