Nocą grasują z piłami. Ktoś wycina drzewa w parku
27.07.2010
aktualizacja: 2010-07-26 22:11
Przyjechali na rowerach. Wyjęli ręczną piłą do drewna. Ktoś nocą wycina drzewa nad brzegiem Jeziorka Kamionkowskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Ekodemolka na Mokotowie. Rozjeżdżają park (15-10-10, 10:00)
- Szrotówki atakują kasztanowce. Na pomoc: sikory (03-09-10, 12:00)
- Wąż w podziemnym garażu. Wystraszył mieszkańców (30-07-10, 20:00)
- Znasz zarośnięty znak drogowy? Daj znać (28-07-10, 17:59)
- Rozkopali park, bo ciągną kabel na Stadion Narodowy (21-07-10, 13:35)
- Nowe atrakcje w parkach: kołobieg, bujaki i rampa (02-05-10, 17:12)
- Wycięli drzewa, a teraz montują dla ptaków budki (15-03-10, 15:28)
SERWISY
Alejka pogrążona była w mroku - grasujący tu rabusie i pajęczarze co rusz niszczą latarnie. Ci dwaj jednak nie chcieli niczego ukraść. Szybkimi, nerwowymi ruchami poharatali krzewy bzu, obalili morwę, pogruchotali drzewom gałęzie. Kiedy piła wgryzała się w pień starej jabłoni, z pobliskiego bloku dobiegł kobiecy krzyk: - Co wy robicie? Zawołam policję!
Zanim ktokolwiek sięgnął po słuchawkę, zanim na miejsce dobiegli ochroniarze, nocni drwale zdążyli dokończyć dzieła i uciec.
- Kamery nic nie zarejestrowały - wzrusza ramionami Bogdan Dudzki, ochroniarz posesji przy Grochowskiej 341, na której tyłach doszło do zdarzenia. W stróżówce pokazuje mi, jak działa monitoring. Nakierowuje kamerę na brzeg Jeziorka Kamionkowskiego, robi zbliżenie. Na ekranie pojawiają się kikuty ściętych pni. - W nocy jest tam ciemno, choć oko wykol - przekonuje. - I tak nic bym nie zobaczył.
Gdy rozmawiam z ochroniarzem, zatrzymuje się przy nas przechodzący obok lokator. Okazuje się, że widział zajście przez okno - Zadzwoniłbym na policję, gdyby nie wystraszyła ich ta kobieta.
- Jeśli stoi za tym ktoś z lokatorów, to na pewno nie zrobił tego sam - każdy sąsiad by go rozpoznał. Ale za flaszkę wódki mógł nająć kogoś z kamienic - podpowiada ochroniarz.
Bloki, przy których zniszczono drzewa, stoją na Grochowie, opodal fabryki Wedla. Od północy ulica Grochowska, od południa Jeziorko Kamionkowskie i rozciągający się za nim park Skaryszewski. To nie ekskluzywne apartamentowce, ale gdy porówna się je z zapuszczonymi kamienicami z sąsiedztwa, kontrast jest uderzający. Wchodząc między te bloki, zamiast w kurzu i śmieciach brodzi się w zieleni. Zamiast na trzepakach dzieci bujają się na kolorowych huśtawkach i karuzelach.
Wraz z ochroniarzem i lokatorem próbuję dociec, dlaczego ktoś po prostu zniszczył drzewa.
- Może to robotnicy, którzy niedaleko kopią rów?
- Jeśli tak, to czemu dobrali się do tych drzew, a zostawili rosnące tuż nad wykopem? - dziwi się pan Bogdan.
- Podejrzewam, że to ktoś z niższych pięter tamtego segmentu - wskazuje kiwnięciem głowy i dodaje: - Żeby zrobić sobie lepszy widok na jeziorko. Komu innemu mogły by te drzewa zawadzać?
Próbując dowiedzieć się czegoś o podejrzewanych lokatorach, usłyszałem, że przyrodę szanują tu wszyscy, ale dla jednych ważne jest, żeby żyła, dla innych - by dobrze wyglądała.
Jeden z mieszkańców tłumaczy mi ten konflikt na przykładzie szpaleru wysokich grabów, które rosną tuż przed ścianą budynku: - Raz patrzę z balkonu, a tu sąsiad bierze takie nożyce na długim kiju i gałęzie ścina. Zatkało mnie. Spokojnie proszę go, żeby przestał, bo tu są gniazda i pisklęta. On na to, że ma zarośnięte pod oknem. Rozumiem podcinanie końcówek, ale całe konary obcinać?
Inna lokatorka zwraca uwagę na sąsiadów z parteru, którzy nie tylko przycinają gałęzie, ale też przekonali administrację do usunięcia kilku grabów sprzed bloku. - Oni za drzewami po prostu nie przepadają. Trudno mi jednak uwierzyć, że mogliby niszczyć te nad jeziorkiem - zastrzega. - Przecież podejrzenia sąsiadów od razu kierują się w ich stronę.
Urzędniczki z wydziału ochrony środowiska na Pradze-Południe mówią, że w tej okolicy ktoś wycina i kaleczy drzewa już od czterech lat. Zniszczono dwie jabłonie ozdobne, morwy, topolę chińską i wiele krzewów. Za taki czyn grozi grzywna nawet do 3,5 tys. zł. Sprawę zgłoszono na policji, ale z braku dowodów została umorzona.
Zanim ktokolwiek sięgnął po słuchawkę, zanim na miejsce dobiegli ochroniarze, nocni drwale zdążyli dokończyć dzieła i uciec.
- Kamery nic nie zarejestrowały - wzrusza ramionami Bogdan Dudzki, ochroniarz posesji przy Grochowskiej 341, na której tyłach doszło do zdarzenia. W stróżówce pokazuje mi, jak działa monitoring. Nakierowuje kamerę na brzeg Jeziorka Kamionkowskiego, robi zbliżenie. Na ekranie pojawiają się kikuty ściętych pni. - W nocy jest tam ciemno, choć oko wykol - przekonuje. - I tak nic bym nie zobaczył.
Gdy rozmawiam z ochroniarzem, zatrzymuje się przy nas przechodzący obok lokator. Okazuje się, że widział zajście przez okno - Zadzwoniłbym na policję, gdyby nie wystraszyła ich ta kobieta.
- Jeśli stoi za tym ktoś z lokatorów, to na pewno nie zrobił tego sam - każdy sąsiad by go rozpoznał. Ale za flaszkę wódki mógł nająć kogoś z kamienic - podpowiada ochroniarz.
Bloki, przy których zniszczono drzewa, stoją na Grochowie, opodal fabryki Wedla. Od północy ulica Grochowska, od południa Jeziorko Kamionkowskie i rozciągający się za nim park Skaryszewski. To nie ekskluzywne apartamentowce, ale gdy porówna się je z zapuszczonymi kamienicami z sąsiedztwa, kontrast jest uderzający. Wchodząc między te bloki, zamiast w kurzu i śmieciach brodzi się w zieleni. Zamiast na trzepakach dzieci bujają się na kolorowych huśtawkach i karuzelach.
Wraz z ochroniarzem i lokatorem próbuję dociec, dlaczego ktoś po prostu zniszczył drzewa.
- Może to robotnicy, którzy niedaleko kopią rów?
- Jeśli tak, to czemu dobrali się do tych drzew, a zostawili rosnące tuż nad wykopem? - dziwi się pan Bogdan.
- Podejrzewam, że to ktoś z niższych pięter tamtego segmentu - wskazuje kiwnięciem głowy i dodaje: - Żeby zrobić sobie lepszy widok na jeziorko. Komu innemu mogły by te drzewa zawadzać?
Próbując dowiedzieć się czegoś o podejrzewanych lokatorach, usłyszałem, że przyrodę szanują tu wszyscy, ale dla jednych ważne jest, żeby żyła, dla innych - by dobrze wyglądała.
Jeden z mieszkańców tłumaczy mi ten konflikt na przykładzie szpaleru wysokich grabów, które rosną tuż przed ścianą budynku: - Raz patrzę z balkonu, a tu sąsiad bierze takie nożyce na długim kiju i gałęzie ścina. Zatkało mnie. Spokojnie proszę go, żeby przestał, bo tu są gniazda i pisklęta. On na to, że ma zarośnięte pod oknem. Rozumiem podcinanie końcówek, ale całe konary obcinać?
Inna lokatorka zwraca uwagę na sąsiadów z parteru, którzy nie tylko przycinają gałęzie, ale też przekonali administrację do usunięcia kilku grabów sprzed bloku. - Oni za drzewami po prostu nie przepadają. Trudno mi jednak uwierzyć, że mogliby niszczyć te nad jeziorkiem - zastrzega. - Przecież podejrzenia sąsiadów od razu kierują się w ich stronę.
Urzędniczki z wydziału ochrony środowiska na Pradze-Południe mówią, że w tej okolicy ktoś wycina i kaleczy drzewa już od czterech lat. Zniszczono dwie jabłonie ozdobne, morwy, topolę chińską i wiele krzewów. Za taki czyn grozi grzywna nawet do 3,5 tys. zł. Sprawę zgłoszono na policji, ale z braku dowodów została umorzona.
-
Nocą grasują z piłami. Ktoś wycina drzewa w parku
sibeliuss
27.07.10, 08:23
No więc mamy do czynienia z prymitywem, który musi mieć widoczek. A wysypać wielkiemu państwu wywrotkę żużlu, niech mają i płasko i twardo. W końcu nie po to się do miasta przeprowadzili, »
Najnowsze wiadomości z Pragi Południe
Najnowsze wiadomości z Warszawy





